<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745</id><updated>2012-01-19T01:37:42.743Z</updated><title type='text'>Brand New Second Hand</title><subtitle type='html'>Copyright na wtórność</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>117</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-8332357042344682597</id><published>2011-11-05T17:45:00.002Z</published><updated>2011-11-05T17:59:42.487Z</updated><title type='text'>Wszystko ma jakiś koniec, nawet jeśli zakończenie ciągnie się w odcinkach.</title><content type='html'>&lt;div&gt;Słońce przeglądające się w bieli mojego sufitu, zakomunikowało mi, że kolejny dzień wybił gong na następną rundę. Od samego rana wita mnie środkowym palcem i obietnicą zebrania wpierdolu od życia. W pulsujących skroniach, zapoconym prześcieradle i ustach, które smakiem przypominają popielniczkę, szukam odpowiedzi czy oddać dzisiejszy dzień walkowerem, odpowiedzi na pytanie, które w założeniu miałobyć retoryczne. Skurwiel nie ma litości, a ja sił na cokolwiek. Dzisiaj jest jak pauza wciśnięta w słabym filmie, kiedy idziesz się wysikać i wracając zapominasz, że jesteś w środku kluczowej sceny. Delikatniejąc po przebudzeniu mam wrażenie, że mógłbym się dzisiaj zaciąć nawet o kant łóżka. Nakrywam głowę poduszką i uciekam we wspomnienia. Mam kilka lat mniej, pierwszy raz palę blunta, pierwszy raz czuje obca dłoń na swoim kutasie, pierwszy raz czuje pełnie szczęścia. Podróże na kacu, to jeden zapętlony fleshback. Wymięty dwudziestozłowy banknot, który z pogardą rzucasz na blat w osiedlowym monopolowym, ale jednocześnie jest czymś co pozwala ci uwierzyć, że życie miało sens choć przez jedną chwilę. Jak dotknięcie prawdy; jak magic hour, która pozwala ci spojrzeć na twoje życie i zobaczyć na krótki ułamek sekundy je takie jakim rzeczywiście jest, albo jakie powinno być. Moment of clarity. Najczęściej powracam do wspomnienia o niej, próbując przypomieć sobie układ jej warg i wszyskie zastawy uśmiechów, bo to jedyny sepiowy screen-shot pozwalający mi na zatrzymanie karuzeli kadrów z porwanego filmu jakim okazał się wczorajszy wieczór, kiedy na chwilę znów mignęła w moim życiu. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;To zbyt mało by określić ją jako piękną, a nawet olśniewającą. Jest ostatnim ogniwem perfekcyjnego gatunku, teleportownym tu jedynie przez przypadek z miejsca gdzie nie ma skrawka ziemi dla żadnego z nas tu obecnych. Całujemy się w policzek na przywitanie jakbyśmy widzieli się zaledwie wczoraj. Próbuje patrzeć jej w oczy i ukryć fiuta budzącego się ze długiego snu podczas, przez który przewijały się jedynie cipki, do których nie warto było nawet zajrzeć. Dziewczyn kupionych za kilka tanich komplementów w zamian, za które gotowe były odwdzięczyć się czymś więcej niż kilkoma rumieńcami. Czuje się brudny, bo przez ten czas wyrobiłem sobie odruch traktowania erekcji na myśl o niej za grzech. Przez te wszystkie miesiące, od kiedy ją straciłem w moich wyobrażeniach wyszlachetniała, stała się czystsza i bardziej posągowa jak płyty Waits'a. Mówię sposobem klasycznego geek'a, próbując słowami nadążyć za strumieniem myśli, skanując jednoczesnie każdy detal jej twarzy, układ grzywki, każdy z porów na jej skórze. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przyszła tu ze znajomymi, mówi, że jest tu często, bo mieszka ulice dalej. Klub ma w sobie polot, miejsc okupowanych przez słuchających niezależnej muzyki studentów humanistycznych kierunków, ubranych w vans'y i kurtki z diverse'a, jeżdżacych na zajęcia ukrainami przerobionymi na holenderskie rowerami. Ten świat to tylko tło. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Sposób w jaki na mnie patrzy, w jaki śmieje się z tego co powiedziałem, wreszczie sposób w jaki nabiera rumieńców kiedy jest coraz bardziej pijana, sprawia, że cały świat mógłby przestać istnieć. Nie ma niczego co warte byłoby godne odnotowania, nie ma niczego innego poza przestrzenią pomiędzy mną, a nią. Mimo dzielącej nas przestrzeni czuje jej 36,6 na swoim policzku, jej spokojne brzmienie powietrza kolejnych zdań znika za kołnierzem mojej koszuli. Jest jak twój ulubiony album, przy odłuchu, którego stwierdzasz, że od początku miałeś racje, jak ulubione zakończenia filmów, które znasz na pamięć, ale odtwarzasz po raz kolejny bo liczysz, że odbierzesz je jak za pierwszym razem. Rysuje na twarzy miliony jej wyrazów, z których każdy nosi w sobie zapowiedź końca wszystkiego, pijanej czerwieni, która sprawia, że odczytujesz ją jako jeszcze bardziej zmysłową. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Chwyta mnie za dłoń i szpcze do ucha.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;/.../&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jutro przywita mnie mnie znowu czułym pierdol się, któro otrzeźwi mnie jak zapalane światła po skończonym sensie w kinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-8332357042344682597?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/8332357042344682597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=8332357042344682597' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8332357042344682597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8332357042344682597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/11/end-of-ending.html' title='Wszystko ma jakiś koniec, nawet jeśli zakończenie ciągnie się w odcinkach.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3974993757001018036</id><published>2011-11-03T21:49:00.002Z</published><updated>2011-11-03T21:55:56.777Z</updated><title type='text'>'cause life it's a beautfull struggle pt. 5</title><content type='html'>&lt;div&gt;"Teraz wysylam list do ciebie tak jak robil to Stan" &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zaczynam parafrazą. Follow-Up'em.  Znam miliony cytatów, których nigdy nie wykorzystam. Jestem rozparcelowany w popkulturowym maśle. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Powtarzam wszystko, a wszystkie piosenki zdają się mówić za mnie. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wszystko już było, ale ciągle rodzimy się niepowtarzalni. Niektórzy nawet bardziej - i wiesz, że mam na myśli Ciebie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jeśli nie wierzysz, zapytaj samej siebie, w nocnym przebudzeniu. Na krawędzi jawy i snu. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;To jeden z ułamków sekund, kiedy wszystko jest jasne i prawdziwe.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"You're [...] Wonderwall". &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jedna z najlepszych linijek, napisanych ludzką ręką i nie jest istotne, że nie wiem nawet co to znaczy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Słowo "Wonder", kojarzy mi się jednoznacznie z Tobą.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jesteś jak Wonder Women i nie zdziwiłbym się gdybyś miała więcej supermocy niż ona.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czasem, nie wierze, że Cię spotkałem. To jest jakbym odtwarzał Jeden-Z-Tych-Filmów-Których-Się-Nie-Zapomina. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jestem "always around" jak Superman, tyle, że nie mam supermocy,&lt;/div&gt;&lt;div&gt;jak ogień u Lyncha kiedy powiesz "walk with me".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;Wybacz, sentymentalizm. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jest późno, nie kojarze faktów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wiem jedynie, że jestem ubraniem, z którego się wyrasta.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A Ty nie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3974993757001018036?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3974993757001018036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3974993757001018036' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3974993757001018036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3974993757001018036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/11/cause-life-its-beautfull-struggle-pt-5.html' title='&apos;cause life it&apos;s a beautfull struggle pt. 5'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2145001053294766493</id><published>2011-10-13T18:18:00.002Z</published><updated>2011-10-16T20:57:32.411Z</updated><title type='text'>'cause life it's a beautfull struggle pt. 4</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Od dziecka planowałem być geniuszem. Mastermajndem, linijką, dagerotypem, logiem, które w przypływie weny rozrysowałem kredą na tablicy w czasie jednej z tysiąca szkolnych przerw. Przez jeden moment przestałem zlewać się ze ścianą. Przybrałem postać. Nie byłem niewidzialny. Po dzwonku nauczycielka chwyciła gąbkę. Nie pamiętam nawet tej chwili, choć wiele razy próbowałem ją sobie przypomnieć. Wiem jedynie, że po chwili mechanicznie pisała temat lekcji na gruzach. Myślę, że to własnie wtedy zacząłem szukać Ciebie.&lt;br /&gt;Żeby przestać się bać.&lt;br /&gt;Może dlatego nagrałem Ci tyle tracków ze słowem "shelter" w nazwie.&lt;br /&gt;Chodziłem zwykle po ciemku. W przeciwsłonecznych okularach. Przez ostatnich kilka lat przegapiłem większość z odcinków serialu, w którym występuje. W kilku z nich spotkałem dziewczyny. Niektóre chyba były idealne, tak jak ich przerażająco białe, równe zęby i zestawy strzelających fleszem uśmiechów, ale nawet poubierane w diametralnie różne fasony gestów i słów, zadawały się być z jednej szuflady. Nie tylko wyglądały tak samo. One były takie same. Z perspektywy czasu wszystkie role schodziły na dalszy plan, by ostatecznie zejść z afisza, trailera czy zajwki kolejnego sezonu. Następne seria to ćwiczenia stylistyczne, zabawa formą, niezobowiązująca jak rozwiązywanie krzyżówki.&lt;br /&gt;Serial nadają dalej, w nieco późniejszym paśmie i bez powtórek. W pewnym momencie, zabrakło mi pomysłu na dalszy scenariusz.&lt;br /&gt;Po kilku sezonach spadającej oglądalności pojawiłaś się Ty. To ciągle epizod, ale pamiętam jak kręciliśmy scenę, kiedy Ci się przedstawiłem. Podałem Ci swoje imię, ale tak naprwdę nazywałem się wtedy inaczej. Miałem na imię: "OJA!" i parę innych emocjonalnych stanów rzopychających mnie od środka, których sam nie dosłyszałem, przez przyspieszone tempo krwi w przebijających się bazgrołach żył i wyskakujących przez skóre tętnic.&lt;br /&gt;Od tej pory niewiele się zmieniło. Wspomnienie najazdu kamery i zoom'u Twoich oczy, które odtwarzam, w słabej, VHS'owskiej kopii /Przepraszam/, zapisanej na taśmie hipokampu, ciągle sznuruje mi usta. Połykam wyrazy. Kwestie, które wcześniej słyszałem na filmach o ludzich, którzy sprawiali wrażenie zespawanych z sobą, zabija hiperwentylacja.&lt;br /&gt;Na zewnątrz noszę twarz przypominającą zmiętą kartkę, a o mojej osobowości ciągle można mówić używając kilku przymiotników na krzyż, ale wewnątrz poczyłem na karku ciepło zapalonej żarówki. Gdybym był metrosexem malowałbym się jaśniejszą kredką.&lt;br /&gt;Teoria wielkiego wybuchu, największy error w historii post-chrześcijańskiego człowieka, zaczyna nabierać sensu. Wszystko wydaję się stawać logiczną konynuacją. Zaczynam wierzyć w sens wszystkiego. Everything is connectin' to everything.&lt;br /&gt;Jesteś największym z evergreen'ów;&lt;br /&gt;Moim podprogowym, mokrym snem, który próbuje spauzować, chwycić w garść i postawić na baczność. Uczesać, nie zmieniając w nim niczego;&lt;br /&gt;Jedynym prądem zasilającym broadcasting tego serialu.&lt;br /&gt;Nawet jeśli to tylko chwila. Dochodzący do filtra papieros.&lt;br /&gt;Nawet jeśli to tylko złudzenie.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2145001053294766493?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2145001053294766493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2145001053294766493' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2145001053294766493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2145001053294766493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/10/cause-life-its-beautfull-struggle-pt-4.html' title='&apos;cause life it&apos;s a beautfull struggle pt. 4'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2439194242878737142</id><published>2011-10-13T18:17:00.002Z</published><updated>2011-10-13T18:18:26.604Z</updated><title type='text'>'cause life it's a beautfull struggle pt. 3</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Zlewam się z dywanem i zapijam popołudnie tomejto dżusem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Nie pale już po jedzeniu,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;nawet nie zdążyly mi zżółknąć palce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Zakląłem winampa i teraz podskakuje jak mu zagram.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Przedwiośnie serwuje mi LapDance,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;akurat wtedy kiedy skupiam się nad egzekucją z ruchomości.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;W takie popołudnia jak dzis wolnoleże zwykle w monotonnym cyklu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Luzuje pasek szerokich spodni,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;ale&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;nie szukam w nich świadomości.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Czasem wyobrażam sobie jak oblizujesz usta...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Pewnie to żałosne, ale nazwij mnie szczęściarzem,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;bo nasz poczatek znajde wszędzie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Na podeszwie buta,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;na petach w pustym kubku po kawie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;czy&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;w załamaniach chodnikowych płyt.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Drugi rozdział to juz Twoja kwestia,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;ja conajwyżej mogę dopisac do niej didaskalia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Dzieci uczą sie kłamać,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;a my mowić prawdę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Grecy mieli historie o bólu glowy i morskiej pianie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;My mamy QWERTY i po dziesięć palców.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Wystarczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Miedzyczasem,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;chlupotem Wenecji,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;żarem słońca L.A.,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;pulsem stóp i werbli Bronxu,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;czerwienia murali Santiago de Cuba&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;i&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;całą resztą pragnień rozbudzanych na granicy jawy i snu,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;każdej z milczących nocy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Kiedyś mnie zapytasz o wszystkie,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;a ja Cię zasypię każdą z nich.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Ale w sposób byś uwierzyła,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;że to nie tylko fototapeta.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Prawdopodobnie nawet na chwilę mi uwierzysz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Bo zaslonię:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;wyblakłość plam przescieradła,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;mocznik krojonego pomidora,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;podkreślone ołówkiem zdania, których nigdy nie wypowiem&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;i&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;nerwowe przesypywanie miedzy palcami kwarcowego piasku plaż.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Zaczynanie od banału&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;jest jak opowiadanie filmu od końca, &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;bo prędzej czy później i tak wyjdziesz z kina.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Prawdopodobnie nawet nie zdąże dokończyć jak się zaczął.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Wszystko co krótkie lecz intensywne,  jest najlepsze. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Curtiz wiedział to już lata temu, mówiąc "Cut" po kwestii "We always have Paris".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2439194242878737142?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2439194242878737142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2439194242878737142' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2439194242878737142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2439194242878737142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/10/cause-life-its-beautfull-struggle-pt-3.html' title='&apos;cause life it&apos;s a beautfull struggle pt. 3'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4062134836984524160</id><published>2011-10-13T18:17:00.001Z</published><updated>2011-10-13T18:17:28.368Z</updated><title type='text'>'cause life it's a beautfull struggle pt. 2</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Jestem przeciętnym typem. Mów mi typie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Mała litera ma sens. Wierz mi. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Jesteś powietrzem, które zawiewa mi za kołnierz, szlugiem który spalam w minutę i nadzieją którą turlam po padole. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;JESTEŚ fastrygą nonsensu, tak rzeczywistą jak twoje włosy, które próbuje chwycić w garść, ale wymykają mi się z rąk jak śliska ryba. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Wiecznie spalam, wiersze, kawały i pointy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Spójrz na moja grdykę, kiedy w zakłopotaniu przełykam ślinę: mówi cytując Liz Phair, że "Fuck&amp;amp;Run" to opcja na nigdy. Tego typu kwestie znam jedynie z filmów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Telefony mnie jedynie straszą. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Gdy zdejmuję w w samotności /czasem/ maskę, wtedy jestem w stanie dostrzec Twoje rysy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Tani tandeciarz na posterunku. As usuall. Jak Business u chłopaków z EPMD. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Wierz mi. Nic nie mowilem, czasem tylko szeptam w nocy, o tym, że masz tu miejsce ktore chowam na wieczne /nigdy/.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Patrafisz wierzyć w nic?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Jestem Twoim bełkotem. Ostatnim typem na posterunku. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Skojarz, poza życiem, w nim samym nie mamy zbyt wiele.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Jesteś jak zapałka, przytrzymujaca powieki, bo z reguły czuje się cholernie spiący. Demyt sam tego nie kumam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;"Hello Girl You need a ride?"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Między słowami znajdziesz jedną z moich prawdziwych twarzy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;W słowach najczęściej prośbę o zaprzeczenie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;W kieszeniach najwyżej klucze, a na ustach przyzwyczajenie po papierosie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;But hey!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Mam wolne miejsce w samochodzie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Możemy kruzować nawet boso, stęplując potłuczone marzenia tych, którzy przecierali nam szlaki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Tak naprawdę&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;nic im nie jestesmy winni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Jesteśmy&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;ponad tym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Założę Ci włosy za ucho i opowiem kilka kłamstw.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;może nawet moje ulubione.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;/ "We could be Heroes just for one day" /&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4062134836984524160?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4062134836984524160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4062134836984524160' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4062134836984524160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4062134836984524160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/10/cause-life-its-beautfull-struggle-pt-2.html' title='&apos;cause life it&apos;s a beautfull struggle pt. 2'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-6794606458333995480</id><published>2011-10-13T18:13:00.001Z</published><updated>2011-10-13T18:16:01.109Z</updated><title type='text'>'cause life it's a beautfull struggle pt. 1</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Wiesz co? Podobno spotyka to wszystkich, nie wiem, nieważne. Faktem jest, że mimo to zawsze uważamy sie za wybranych. W ognisku tego lepszego boga, w hermetycznych okładkach nas dwoje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Myślałem o tym parę razy, w przerwach udawało mi się zasnąć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Czasem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Zmieniała się jedynie intesywność tej myśli. Świadomość pustki i fizjologia to jedyny sport jaki uprawiam od czasu gdy Jordan przeszedł na rentę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Zaczynam od strzału w stopę, wiem, ale to moja historia, moje papilarne poplątanie. Dezyksorybonukleina, której czasami wierze. Tak samo jak w Boga...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;W niego może nawet częściej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;W mojej historii nosiłaś wiele imion. Jednym z nich była/jest "Nadzieja". Niepotrzebne skreślić. Nosiłas tysiące twarzy, miliony oczu. Szedłem, przewracałem się, biegłem, dawałem za wygraną. Byłaś wszędzie, niebędąc nigdy. Ocieraliśmy się o siebie jak twarze w anonimowym tłumie z melodią życia na słuchawkach. Wybacz muszę lecieć. Jeśli istnieje jedno, zdanie, które jest okrutniejsze od "Nie mam czasu." to znaczy, że nigdy nie ogarniałem świata nawet w tak ograniczonym własnym mniemaniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Pewnego dnia przyśniło mi się, że mimo, że szukałem Cię wszędzie i byłem zawsze przy Tobie, jedyne co nosiłem w sobie to pustka za Tobą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Kiedy się obudziłem, okazało się że to nie był sen.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Stoimy w sklepie. Stoisz za blatem, a ze sposobu w jaki Typy przede mną sypią na nią z brzękoszczękiem śrut czytam, że się już poddali. Jestem tuż za nimi, kiedy drapie się w głowę sypię się z niej tylko łupież, kiedy coś mówię to znaczy to tylko to co znaczy /przeważnie/, boso i bez ostróg, podczas gdy Ty jesteś w tej historii namalowana pociagnięciem uznanego pędzla. Czysta jak Perier. Posągowa jak szklana butelka Coca Coli i sterylna jak drumy w trackach Joy Division. "Znasz uczucia lżejsze niż nieważkość".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Cokolwiek powiesz i tak uwierzę,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;gdziekolwiek pódziesz jestem kilka kroków za Tobą,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;jeśli zmrużysz oczy będę uważał za Ciebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Będę Twoją ciszą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Będę Twoim banałem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Jeśli wierzysz,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;jak R. Kelly.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Jak Jezus.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-6794606458333995480?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/6794606458333995480/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=6794606458333995480' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6794606458333995480'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6794606458333995480'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/10/wiesz-co-podobno-spotyka-to-wszystkich.html' title='&apos;cause life it&apos;s a beautfull struggle pt. 1'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1300247704593768697</id><published>2011-05-31T07:37:00.003+01:00</published><updated>2011-05-31T15:23:38.878+01:00</updated><title type='text'>Please to meet you.</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Jestem jak brud pod twoim paznokciem, od początku z tobą. Napisałem co najmnej połowę twoich dialogów. Rysowałem mniej więcej tyle samo wyrazów twojej twarzy. Wyrzeźbiłem ją ścieżkami cudzych łez.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wiesz? W każdej chwili mogłem zabrać ci wszystko, ale i tak wiedziałem, że się tego pozbędziesz, przynosząc mi w zębach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;To element zabawy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Niosłeś moje logo na sztandarze tak samo za czasów wojen punickich, jak i w okresie lokalnych potyczek na Falklandach. Przelewałeś krew w imię czerwieni jaką zalałem trzecią część świata. Czerwień za czerwień. To zawsze był mój ulubiony kolor, tak samo jak próżność była od początku moim ulubionym grzechem. Zabiłem Martina Lutera Kinga i Sharon Tate. Wykończyłem Lennon'a, Marylin i Laure Palmer wcześniej kradnąc duszę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Jestem tym który przynosi bogactwo i wyszukany smak.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Please to meet you.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Hope you guess my name.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;(Woo Woo)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;The Rolling Stones - [Beggars Banquet #01] Sympathy for the devil&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1300247704593768697?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1300247704593768697/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1300247704593768697' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1300247704593768697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1300247704593768697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/05/jestem-jak-brud-pod-twoim-paznokciem-od_31.html' title='Please to meet you.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7591508044662589737</id><published>2011-01-20T21:11:00.000Z</published><updated>2011-01-20T21:12:18.339Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Mam Cię na końcu języka.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7591508044662589737?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7591508044662589737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7591508044662589737' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7591508044662589737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7591508044662589737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2011/01/mam-cie-na-koncu-jezyka.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1672618895135523276</id><published>2010-12-14T20:31:00.006Z</published><updated>2010-12-14T21:51:59.798Z</updated><title type='text'>Iluzja post-synchronów</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Ej, check it! Zaciagnąłem żaluzje, strzelając w puste  ściany rykoszetem metalicznego zgrzytu. Iluzja post-synchronów. Nie używam subwersji nawet gdy żartuje, więc jeśli nazwe cię dziwką, nie pytaj co miałem na myśli. Inna sprawa, że o nikim tak nawet nie pomyślałem. Patrzyłem jak wychodzisz z budynku rozgarniając ludzi liczących na ulicach kroki, dni, urolopy, orgazmy, lata. Bylaś teraz cudownie bezideowa, czysta, wolna. "Moja" Bandit Queen. Zanim zniknęłaś za horyzontem nastepnych przecznic, spojrzalaś ostatni raz w moją stronę, ale to byl tylko refleks słońca odbitego w chromie żaluzji. Przygryzłem wargi, aż podbiegły krwią. Noszę ten ślad do dziś. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Noszę cię na siatkówce oka wyrzeźbioną dłutem zbyt wiele podpowiadajacej wyobraźni, jesteś ubrana w zajebisty uklad światłocieni. Bije od ciebie blask kredowego papieru. Jestes haustem zimnego powietrza, skokiem do morza w czterdziestostopniowy upał. Nie ufaj zaciagnietym zaluzją, bo to tylko jeden z moich hermetycznych wyrazów twarzy, który możesz próbować sie przebijać. Jak w "Track of my tears". Ciagle biegne jak  za kazdym z pięciu tysiecy twoich zapachów i marze o poznaniu ciężaru wszystkich twoich spojrzeń. Jeśli ktoś ci wspominał coś o Evereście, pierdol to, w moich oczach bylas zawsze dziesieciotysiecznikiem. Even sky's not  limit, Smalls (!!!). Wciagam cię w płuca, aplikuje w żyły. Przy tobie wszystko zaczyna świecić, w sposób, który sprowadza mnie do pozycji Hanks'a w "Cast Away". Jesteś jak pierwszy plan snu w "Incepcji", wszystko inne to tylko piach w oczach, który ostatecznie znika. To Ciebie mial na myśli Sinatra, kiedy śpiewał: "You're so unportraitable". Kiedyś tego nie chwytałem, ale na twoim zdjęciu zobaczyłem światło, ale to i tak jakies marne 40 watów, bo wobec tego wszystkiego ty to swiatłość. Kiedy znikasz za kotarą gwaru miasta, palę szluga, nie znajdując w sobie sily by za toba zbiec po schodach jak Pilch w intro "Mocnego anioła" z tą róznicą, że ja nic nie piłem. I nic tylko tkam pajeczyne skojarzeń, że bede juz zawsze o tobie mówił w trzeciej osobie zamiast pierwszej, a to juz nawet nie tryb przypuszczajacy. Nie Definetly Maybe. Ale quoting Oasis raz jeszcze "When i face the sun i cast no shadow". I kontekst slońca jest oczywisty, bo wcześniej coś wspomniałem o światlości. Truth is, że nawet gdy mam cie w zasiegu ramion, dzieli nas troche wiecej niz centymetry i równie dobrze mogłabyś być w kazdym innym miejscu. Wszystko dzieje się już nawet nie miedzy slowami, a ponad nimi. Jak umlaut u Jims'a, i by pozostac przy klasyku "Jedyna para oczy jaka widze to sufit". &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Sex bob-omb - [Scott Pilgrim vs. The World # 01] We're Sex bob-omb&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1672618895135523276?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1672618895135523276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1672618895135523276' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1672618895135523276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1672618895135523276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/12/iluzja-post-synchronow.html' title='Iluzja post-synchronów'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1512683141662525156</id><published>2010-10-09T23:25:00.012Z</published><updated>2010-10-26T17:46:38.472Z</updated><title type='text'>Staring Through My Rearview</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wentylator pod sufitem, z zawieszonym pod nim lepem na muchy, działał na najwyższych obrotach. Tego poranka powietrze było wyjątkowo duszne. Każdy kto tylko mógl wyjechal na północ. Miasteczko miało w sobie coś ze spauzowanej stopklatki. Na drzwiach większości sklepów pojawiły się tabliczki z "Nieczynne do odwolania". W całym mieście na normalnych zasadach funkcjonowała jedynie stacja bezynowa przy Route 66.&lt;br /&gt;Wyplątał się z przesiąkniętego potem prześcieradła, stawiając stopy na heblowanej podłodze. Dawno przestał zwracać uwage na kolejnośc stawiania stóp. Miał wrażenie, że i tak każdy zaczyna od lewej. Przed oblepionym poranną rosą oknem, lustrował przez zaparowaną szybę budzacy się do życia dzień, mrużąc oczy przyzwyczajające  się do slońca wstajacego razem z nim.&lt;br /&gt;"Powinieneś wyjechać Jimmy" - poczuł te słowa na karku, jak smagnięcie najdelikatniejszego wiatru.&lt;br /&gt;"Powinienem" - odpowiedział, patrząc ciągle w niedookresloną dal. Odpalił zapałkę o szybę i podsunął pod szczyt papierosa w ustach.&lt;br /&gt;"Wiele rzeczy pownienem już dawno" - dodał odwracajac sie w stronę lóżka.&lt;br /&gt;Cherri siedziała na łóżku obejmując nogi rękami, oparając podbródek na kolanach. Jej twarz byla dziwnie schowana za rozmazanym makijażem i kosmykami włosów przylepionymi nieregularnie do twrazy. Pomyślał, ze mogłaby byc piekna, że nie zaslużyła na to miasto, że to niesprawiedliwe, że w tak młodym wieku wygladała na starszą niż jest.&lt;br /&gt;"Twój wewnętrzny monaż to życie na rozdzialach, właściwie odkąd pamietam... A znamy się juz... Ile?"&lt;br /&gt;"Nigdy nie protestowalaś" - uciął rzucając papierosa na podjazd za oknem, pod koła starego ośmiolitrowego forda z odpryskujacym granatowym lakierem.&lt;br /&gt;Czekał.&lt;br /&gt;"Więc rozkojarz mnie raz jeszcze" - wyszeptała.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TLD7kVgvBQI/AAAAAAAAAUM/5ueiHsdsAUQ/s1600/Detail,+the+Westerner+Motel,+Interstate+Avenue,+Portland+Oregon,+August+15+2009..jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 331px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TLD7kVgvBQI/AAAAAAAAAUM/5ueiHsdsAUQ/s400/Detail,+the+Westerner+Motel,+Interstate+Avenue,+Portland+Oregon,+August+15+2009..jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5526193344451904770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;T. Love - [Antyidol # 01 ] Banalny&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1512683141662525156?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1512683141662525156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1512683141662525156' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1512683141662525156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1512683141662525156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/10/staring-through-my-rearview.html' title='Staring Through My Rearview'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TLD7kVgvBQI/AAAAAAAAAUM/5ueiHsdsAUQ/s72-c/Detail,+the+Westerner+Motel,+Interstate+Avenue,+Portland+Oregon,+August+15+2009..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4519039862827047088</id><published>2010-10-05T22:12:00.004Z</published><updated>2010-10-09T23:42:48.614Z</updated><title type='text'>NY State Of Mind</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;To było miejsce jakich wiele, ale mimo wszystko czuło się jego unikatowość. &lt;br /&gt;Brooklyn. NY.&lt;br /&gt;Miejsce gdzie ściany zdobią murale Biggiego jak w tym wersie Kweli'ego.&lt;br /&gt;Rozmawialiśmy już jakieś kilka kolejek, ale to nie z tego powodu nie pamietam żadnego ze słów jakie padły tego wieczoru. Pamiętam tylko jej usta i tembr jej potoczystego, rytmicznego flow, tak jakbym siedział z nosem przylejonym do szyby i widział wszystko, ale nie mógł w tym uczestniczyć. Jak narrator w "Śniadaniu u Tiffany'go". Wszystko wokół zaczęło się topić, ściany, stoły, powietrze... Najbardziej ono. Jakby wszystko było jedną wielka astralna projekcją.&lt;br /&gt;Wpatrzony czerwień jej warg, siedziałem podpierając dłonią glowę. Ale to nie było zmęczenie. Ono przestało istnieć. Tylko te otwarte usta z jakimi łapie sam siebie podczas kinowych projekcji. Osłupienie.&lt;br /&gt;Strike a pose! Spójrz na mnie, największy ritard od czasów Corcky'ego Tatcher'a.&lt;br /&gt;Jej brzmienie oplotło mnie jak papierosowy dym, dyktowało każde mrugnięcie oka i pulsujący, narastający zachwyt. To jest jedna z rzeczy które stają się naturalną koleją rzeczy. Jak odruch bezwarunkowy. Jak nocne polucje. Damn! Wszystko zaczęło świecić. Reset. Reset. Milion resetów na minutę.&lt;br /&gt;Pomyslałem o tym co przeczytałem u Bukowskiego. "Jak to jest być „najpiękniejszą dziewczyną w mieście” i dotykać swoich nóg, gładzić własny brzuch?". I urosłem w okolicy kroku. A może to było trochę wcześniej?&lt;br /&gt;W ciągu kilku sekund zapomniałem miliony definicji, które powtarzam jakby były zloopowane. Nie było już we mnie zdań zaczynających się od: brudne, egzystencjalne, tanie, pesymistyczne, dekadenckie. Czułem, że one mogłby okraść mnie ze światła. Jak klisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pop! - [ Music &amp;amp; Lyrics OST # 01 ] Goes My Heart&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4519039862827047088?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4519039862827047088/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4519039862827047088' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4519039862827047088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4519039862827047088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/10/ny-state-of-mind.html' title='NY State Of Mind'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2209036652863314107</id><published>2010-07-18T11:40:00.000+01:00</published><updated>2010-07-18T11:41:34.837+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Zbieram palcem kroplę z twojego podbródka i choć to nie slow motion, wszystko wydaję się wyraźniejsze i bardziej uchwytne, na tyle, że zaczynam czuć osiadający kurz. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Z każdym dniem, coraz mniej jestem w stanie zdefiniować. Wszystko ma jakieś "ale'', burzącą wszystko pieprzoną niejednoznaczność. Więc nie mów mi, że od jakiegoś czasu nic nie jest takie samo i nie myśl, że z Tobą jest inaczej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Nie spuszczaj wzroku, nie chowaj się za oślepiającym słońcem, brakiem czasu i nie patrz na wszystko zza papierosa - przeszłość jest tylko przeszłością. Nie wszystko jest cyklem. Nie wszyscy zataczamy koło... Nawet jeśli jest inaczej.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2209036652863314107?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2209036652863314107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2209036652863314107' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2209036652863314107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2209036652863314107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/07/zbieram-palcem-krople-z-twojego.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1785053731403515924</id><published>2010-06-15T19:01:00.002+01:00</published><updated>2010-06-15T19:03:48.626+01:00</updated><title type='text'>Fat Boy In The Corner</title><content type='html'>&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Słońce odbijające się w kratach kłuje mnie w oczy zaraz po przebudzeniu. Przykrywam twarz puchową poduszką, próbując walczyć jeszcze, o choć krótką chwilę snu. Nie muszę patrzeć na zegarek, wiem, że za chwilę będzie siódma. Późną jesienią słońce wstaje chwilę przed dzwonkiem wzywającym na poranny apel. Przyciskam mocniej poduszkę do twarzy, na tyle silnie, ze nie jestem w stanie oddychać, płótno poszewki szczelnie przykleja się do oczu i wchodzi w uszy. Mimo wszystko jest już za późno, nie dam rady zasnąć. W uszach dzwoni mi mechanizm dzwonka, który usłyszę lada moment i wszystko, na co teraz mogę sobie pozwolić to zapętlony sen, co kilkadziesiąt sekund przerwany przebudzeniem i dźwiękiem, którego jeszcze nie słyszałem. Szarpię się jeszcze chwilę z przebudzeniem, ale w końcu odpuszczam. Zwalniając uścisk poduszki z twarzy wdycham powietrze przesiąknięte zapachem krochmalu i lawendowego płynu do płukania tkanin z poszewki. Patrzę chwilę w lekko uchylone okno z kilkoma uschniętymi paprociami spływającymi po brzegach parapetu. Firanka faluje wolno... monotonnie... delikatnie... Sklejam powieki, kiedy rozbrzmiewa dzwonek oznaczający pobudkę, powodując szybsze bicie serca. Jest piskliwy i świdrujący. Trzy serie w trzysekundowych odstępach, to początek mojego dnia, od przeszło roku.&lt;br /&gt;- Pomóc?&lt;br /&gt;Przewracam sie na bok i widzę siostrę oddziałową w średnim wieku stojącą w drzwiach. Jest przeraźliwie chuda, widzę jej uda odsłonięte przez biały fartuch są szczuplejsze niż kolana. Gdyby ktoś przyglądał się jej z daleka, mógłby pomyśleć, że ma na nich ochraniacze.&lt;br /&gt;- Dam sobie radę... - charcze do niej, płytkim głosem, gdy kładzie mi fiolkę z poranną dawką tabletek, po czym odprowadzam ją wzrokiem do drzwi. Każde dłuższe zdanie, przerywam wdechem powietrza. Mój wydech jest tak płytki, że stało się to moją interpunkcją. Sięgam po jeden z uchwytów, zawieszonych nad stelażem łóżka i podnoszę się do siedzącej pozycji. Po kilkudziesięciu sekundach skrzypienia konstrukcji łóżka, siedzę już na krawędzi łóżka wsuwając stopy w kapcie, wsłuchując się w swój przyspieszony oddech. Sam siebie zaskoczyłem.&lt;br /&gt;Łykam tabletki jedna po drugiej. Tramal. Łyk wody. Xanax łyk wody. Coś na miażdzycę. Łyk wody. Coś niebieskiego na cholesterol. Łyk wody. Dwie kapsułki na serce. Dwa łyki wody. Na koniec robię sobie zastrzyk z insuliny, mierząc sobie wcześniej poziom krwi.&lt;br /&gt;Po tym wszystkim idę do łazienki.&lt;br /&gt;Tam robię wszystko tak samo jak wy, z tą różnicą, że ja zawsze siedzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na śniadanie schodzę hall'em, do wielkiej sali jadalnej z metalowymi stolikami przytwierdzonych nitami do betonowej podłogi. Kursuje opierając się o drążek na kółkach, wzdłuż lady, zza której kucharz podaje mi małe porcelanowe półmiski ze śniadaniem i szklankę wody z małą ilością katonów dodatnich. Ze słoika stojącego na blacie wyciągam łyżkę z nierdzewnej stali i siadam przy stoliku pod ścianą obok wyjścia. Dzisiaj sam. Nie mam ochotę na psucie sobie nastroju wysłuchiwaniem historii czyjejś obstrukcji czy zgag. Rozglądam się po sali i pozdrawiam kilku starych znajomych, po czym zanurzam łyżeczkę w półmisku i mieszam wszystko. Dziś w zestawie są otręby z soją i surowymi brokułami plus tamejto dżus. Myślę o kandyzowanym mleku, połykając zawartość pierwszej łyżki.&lt;br /&gt;Wrzesień należał zdecydowanie do czekolady z orzechami laskowymi. Październik właściwie trudno jednoznacznie skwalifiować - z jednej strony przez pierwszy tydzień pochłaniałem poważne ilości lodów pistacjowych,  drugą część miesiąca natomiast wypełniło ciasto przekładane warstwami karmelu, biszkoptu, skruszonych orzechów i bitej śmietany  z pokruszonymi drobinkami wysoko-mlecznej czekolady na topie.&lt;br /&gt;Trudno mówić o listopadzie, bo ledwo się zaczął.Po śniadaniu nie staje w kolejce po dolanie wody. Zadowalam się jedną szklanką. Wzbudzam tym powszechne poruszenie współplemieńców, którzy przyglądają mi się z zaciekawieniem, gdy opuszczam salę. Siedzę sam na patio w wiklinowym fotelu, wyciagając nogi, wczuwam się w ostatnie jesienne promienie słońca, których ciepło przebiega mi po trzecim podbródku. Kiedy wkładam papierosa do ust natychmiastowo mam ogień przystawiony pod nos. Dżejk "Rozbitek" strzela zapałką o blat drewnianego nieheblowanego stolika i podsuwa mi ją pod nos siadając na przeciwko. Wciągam dym do płuc, zamykając oczy i trzymam go długo w płucach.&lt;br /&gt;- Więc? Masz jakiegos nowego dostwacę?- rusza wreszcie Dżejk oblizując usta. Gdyby ktoś mnie spytał, czym jest nadzieja, nie odpowiadałbym, tylko podsunął temu komuś zdjęcie jego święcących oczu w tej chwili.&lt;br /&gt;- Nie wiem, o czym mówisz - odpowiadam jednocześnie z dymem wyływającym z płuc. Staram się go ignorować. Patrzę na park okalający ośrodek i ślizgam się oczami po przepastelowanej poświacie.&lt;br /&gt;- Jesteś tego pewien? - mówi zaciskając zęby. Nadziej i błysk gdzieś zniknęły z jego twarzy.&lt;br /&gt;- Czyli nie będziesz miał nic przeciwko jeśli poproszę "siostre raczet" o specjalne potraktowanie twojego pokoju w czasie dzisiejszej inspekcji? - cedzi po czym gryzie wyschnięte wargi. Gdzieniegdzie ma jeszcze zaschnętą krew.&lt;br /&gt;- Nie będę - odpowiadam spokojnie.&lt;br /&gt;"Nie mają prawa niczego znaleźć" myśle.&lt;br /&gt;- Jeszcze zobaczymy - syczy zirytowany, odchodząc w stronę schodów na pierwsze piętro.&lt;br /&gt;Zaciągam się papierosem, patrzę na słońce prześwitujące przez konary drzew, lewa ręką mimowolnie klepie się po brzuchu, a prawa odpinam guzik spodni z demobilu. Large large long long i tak ledwo się dopinam. Brzuch wylewa mi się na uda. Świat bywa piękny - myślę gasząc szluga w donicy z kaktusem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy najmniejszy nawet zaszeleszczenie opakowania, wydawało mi się słyszalne w najdalszej części ośrodka. Z emocji mój oddech stawał się coraz głośniejszy, a hausty powietrza coraz głębsze. W piątym tygodniu, kiedy udało mi się przemycić do pokoju paczkę prążkowanych Lays’ów o smaku zielonej cebulki i czosnku, doszedłem do stanu hiperwentylacji. Sam nie wiem czy większe emocje i podniecenie budziło we mnie to, że mogę być w każdej chwili nakryty, czy sam smak tak daleki od brokuł, odtłuszczonego mleka i szpinaku. Słone i tłuste. Hiperwentylacja spowodowała w moim umyśle stan bliski ekstazie. Trwało to ponad godzine. Każdy płatek musiał być rozgryziony w odpowiedni sposób. Usta musiały być szczelnie zamknięte, co miało zgłuszyć chrzęst pękającego ziemniaka spalonego w oleju. Nie byłem pewien czy szelest słyszę tylko w mojej głowie czy jest on dostrzegalnie słyszalny także na zewnątrz. Z poczatku należało położyć płatek płasko na języku, po czym ślina nasączała go na tyle by można było go rozgryźć bez zbędnego hałasu. Hiperwentylacja jednak powodowała niesamowity chaos, na tyle, że kiedy rano wychodziłem do jadalni byłem pewien ,że każdy zna moją tajemnice. Tak nie było. To znaczy nie do końca. Większość po pewnym czasie stosowało te same środki i te same zasady. Każdy z nich miał własną bezszelestną technikę rozgryzania chipsa, technikę zbierania okruszków, i likwidowania zapachu - tak z ust jak i pokoju wypełnionego dajmy na to zapachem czekolady. Uważasz, że czekolada nie ma aromatu zdolnego utrzymać się dłużej niż przez chwile? Czekolada jest moim zdaniem nie mniej intensywna, niż pieczony bewsztyk wyłożony na talerz. Personel z wyjątkiem ''siostry raczet'' stanowią ciągle nowi, napływających z różnych, nierzadko dalekich części kraju pielęgniarzy, którzy chcą skorzystać z prestiżowego programu leczenia otyłości, dr Zimbardosa, promowanego w ramówkach ogólnokrajowych telewizji w najleszpym czasie antenowym. Chcą walczyć ze swoją otyłością, co prawda ich pobyt tutaj nie trwa zwykle długo, gdyż całą tajemnica tego projektu jest 24 h nadzór, a nie ma przecież, kto nadzorować pielęgniarzy którzy są po to żeby pilnowac nas. To jak ogniwa łańcucha pokarmowego. Nikt nie jest w stanie zjeść własnego ogona rajt? Wielu z pielęgniarzy nie wytrzymuje restrykcyjnej diety, i sama rezygnuje nie widząc dalszego sensu zaczynania od nowa terapii której nie sa w stanie podołać. Jednak mimo wszystko dla programu są oni pożyteczni. Wybiera sie tylko tych których motywacja nie budzi najmniejszej wątpliwości. Mają silną motywacje. Dzięki czemu wracamy do kwestii zapachów.&lt;br /&gt;Zagłodzony ilością 700 kalorii potrzebnych do przeżycia, pielęgniarz wchodzący do pokoju w której jedzono czekoladę /Czy cokolwiek tak naprawdę/, szczgólnie późna nocą, kilka godzin po kolacji z sałaty i naturalnego jogurtu wyczują wszystko.&lt;br /&gt;Dzisiaj na podorędzu mam kilogramową torbę M&amp;amp;M'sów. Już samo spojrzenie na znajome żółte opakowanie powoduje u mnie ślinotok. Nie mogę rozerwać torby: to by było nieprofesjonalne! Otwarcie szelszczącego opakowania jest skomplikowaną procedura. Co prawda w ośrodku istnieją różne szkoły, ale ja zaczynam od delikatnego chwycenia za rogi opakowania /dzięki temu plastik sie prostuje/, jednak należy pamiętać żeby nie zrobić tego zbyt szybko, bo szelest może kogoś zaalarmować. Pokoje dzielą jedynie gipsościanki, wrażliwe na każdy dźwięk, nie chłoną niczego, odzierając każdego z prywatności. W takich okolicznościach łatwo wykrywalna jest masturabacja, każda rozmowa przez telefon z bliską osobą jest w tych okolicznościach paronją . Dlatego też wiekszość z nas korzysta z aparatu telefonicznego w hallu, gdzie stoją trzy dzwięksoszczelne budki, mające w sobie więcej prywatności niż wszystkie te pokoje razem wzięte. To jedyne znane mi miejsce poza Koreą PŁN. gdzie nikt nie ma telefonów komórkowych. Podczas kontroli usuwane są wszelkiego rodzaje koce czy materiały narzucone na ścianę mogące tłumić dźwięki. Podsyca się poza tym atmosfere wzajemnego szczucia, ale drugiej strony wszyscy jesteśmy tu z własnej woli.&lt;br /&gt;Idziemy dalej. Trzymając opakowanie w wyżej wspomniany sposób kładziemy je delikatnie na łóżko, w taki sposób, aby unieść lekko zgrzewę. Następnie przykrywamy łóżko szczelnie kocem /najlepiej kilkoma warstwami, na podorędziu mam cztery wojskowe koce, które kupuje w demobiu bo tylko tam znajduje pasujące na mnie ubrania, ubrania które jestem w stanie dopiąć w pasie i na piersiach/. Pod taką warstwą nożyczkami powoli rozcinamy, opakowanie wzdłuż zgrzewy i jak najszybciej, ale jednocześnie jak najciszej przesypujemy zawartość do szklanego słoika, który później należy szczelnie zakręcić, żeby zapach nie rozprzestrzeniał się po pokoju. /Do rana zejdzie, ale w razie nagłej kontroli byłbym miał przesrane/. Teraz już wiesz, dlaczego jesiennymi nocami uchylam okno w pokoju. Wtedy dopiero - po schowaniu wcześniej opakowania pod ruchomym panelem w rogu, można zabrać się za konsumpcje. Na podorędziu dodatkowo pod łóżkiem mam szczoteczkę i paste do zębów. Pasta w ośrodku jest towarem deficytowym, od niedawna jest racjonowana. Jeszcze do nie dawana miałem zapas, ale po problemach z dostawą jedzenia miałem przejściowe problemy z straszliwym, palącym głodem i starałem sie oszukać żołądek miętową pastą do zębów /z reszta innych mieć nie można/. Tak samo jak wszyscy stojący w kolejce po dolewkę wody przy śniadaniu... Ba! Z resztą przy każdym posiłku. O ile jednak woda nie ma w sobie żadnych kalorii, o tyle pasta do zębów podobno je ma. Mieliśmy w zeszłym roku przypadek dziewczyny, która była próbowała chudnąć wpierdalając tylko pastę do zębów, w ramach diety, ale pomimo wypłukania organizmu z witamin zaczęła przybierać na wadze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadłem pastę parę lat temu, kiedy widziałem jeszcze czubki palców u swoich stóp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmieszne co można znaleźć w przepastnych dziurach twardego dysku.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1785053731403515924?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1785053731403515924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1785053731403515924' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1785053731403515924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1785053731403515924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/06/fat-boy-in-corner.html' title='Fat Boy In The Corner'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-950489063352633953</id><published>2010-01-30T20:32:00.003Z</published><updated>2010-01-30T20:39:28.915Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Myślisz o mnie. Myślę o Tobie. Myślimy o sobie siłą rozpędu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nagle budzę się obok Ciebie i uświadamiam sobie, że zapomniałem tych wszystkich wielkich słów. Wszystkie mam na końcu języka.&lt;br /&gt;Odkąd nosisz się na czarno, słońce przestało kroczyć przed nami. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na twoim podbródku zamieszkał strach. Widzę jak drży, kiedy staję za twoimi plecami i smagam twoją szyję ciepłym oddechem z moich osmolonych nikotyna płuc. Tulę Cię. Trzymam Cię za rekę, ale czuje chłód cienia rzucanego przez wskazówki zegara. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przepraszam. Przerwałem Ci. Zdaje się, że mówiłaś coś o nieskończoności...&lt;br /&gt;To miasto nas nie lubi, a telefony już dawno zaczęły mówić za nas. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Ze nudów liczymy na palcach lata. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na Twoich i Naszych dłoniach.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-950489063352633953?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/950489063352633953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=950489063352633953' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/950489063352633953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/950489063352633953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/01/myslisz-o-mnie.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5615702419305582073</id><published>2010-01-28T12:04:00.005Z</published><updated>2010-01-28T12:41:03.758Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W swoim mniemaniu miałem wiele.&lt;br /&gt;Żyłem.&lt;br /&gt;Oddychałem.&lt;br /&gt;Pare razy zdarzyło mi się zakochać.&lt;br /&gt;Widziałem&lt;br /&gt;zachód słońca,&lt;br /&gt;ludzi płaczących ze szczęścia.&lt;br /&gt;Z czyjegoś szczęścia.&lt;br /&gt;Twoją cipkę i naszą przyszłość.&lt;br /&gt;Wydawało mi się, że przez chwilę słyszałem delikatny szept Boga. Mówił do mnie tłumiąc wzruszenie.&lt;br /&gt;Widziałem morze i nie uwierzysz... Ciaglę majaczy mi ono przed oczami.&lt;br /&gt;Za pierwszą wypłatę zapłaciłem rachunki. Za kolejną też. Nie pamiętam po której starczyło mi na paczkę papierosów. Przeczytałem na opakowaniu wszystko co było do przeczytania i przytuliłem do policzka. Paliłem je cały tydzień.&lt;br /&gt;Pierwszy smakował najlepiej. Ostatniego nie pamiętam.&lt;br /&gt;Wydawało mi się, że dzień, w którym usłyszałem "Kocham Cię", będzie tym o którym opowiem zapytany o "najpiekniejszy dzień", ale odkąd każdy dzień zaczęłem rozpczynać od antydepresantów, nikomu nie przeszło to chyba przez głowę.&lt;br /&gt;Chyba najbardziej z tego wszystkiego żal mi ludzkich oczu, ich głebi, koloru, lustra myśli. Nie pamietam kiedy zaczęłem spuszczać wzrok.&lt;br /&gt;Nie pamietam kiedy zaczęłem stopniowo zniżać barwę głosu.&lt;br /&gt;Moje, życie zmieniło się właśnie wtedy, a nie kiedy - jak zdarzało mi się mówić - w telewizji usłyszałem &lt;em&gt;"Jeremy'ego"&lt;/em&gt; Pearl Jam.&lt;br /&gt;Chociaż...&lt;br /&gt;Widziałem co sie dzieję z człowiekiem kiedy da mu sie garstkę władzy. Też to widzieliście, może nawet własnymi oczami.&lt;br /&gt;Poza tym, całe życie mówiłem o pieniądzach, ale ostatecznie nie jestem w stanie wiele o nich powiedzieć.&lt;br /&gt;W ciagu dnia siedziałem w szkole / pracy zabijając czas. W domu też go zabijałem, może tylko w nieco inny sposób.&lt;br /&gt;Żyłem zabijając czas.&lt;br /&gt;Żyłem dla zabicia czasu.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Lucida intervalla&lt;/em&gt; łatałem z ludzi, pocałunków, słów, śmiechu, strachu i bólu.&lt;br /&gt;To w moim mniemaniu znaczy wiele.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Hey wait, wait a minute poo! Stop the shit! What the fuck am I thinking about?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Dead can dance - [ Passage in time # 08 ]- The host of Seraph&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5615702419305582073?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5615702419305582073/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5615702419305582073' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5615702419305582073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5615702419305582073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/01/jeszcz-nie-odchodze.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-212706580908195450</id><published>2010-01-27T18:50:00.003Z</published><updated>2010-01-27T19:00:32.247Z</updated><title type='text'>Strangers when we meet</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wczoraj przyjechałem do pracy wcześniej. Minąłem ją na podjeździe oblepionym lekkim szronem, przejeżdżajac obok niej rowerem. Nie spojrzała na mnie. Szła wolno w kierunku parkingu, a światło lamp dodawało jej nieco wzrostu, jej sylwetka wydawała się smuklejsza. Nosiła kozaki. Czarne tandetne, skórzane kozaki. Parę razy wcześniej zastanawiałem się czy je ściąga zabierajac się do rzeczy? Podobno są tacy, których to bierze... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Whatever.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Poszukam jej wzrokiem później, kiedy przyjedzie ktoś tankować, jak zwykle, albo kiedy przyjdzie na stacje po gorącą czekolade z automatu. Podejdzie do mojej kasy, a ja będę stał już wyprostowany z wciągniętym brzuchem. Pewnie się uśmiechnę. To ten rodzaj uśmiechu &lt;em&gt;"zarezerwowany tylko dla niej"&lt;/em&gt;. Z poczerwieniałą od zimna twarzą, krzyżujac nogi, policzy drobne, przesuwając długim paznokciem po płaskiej dłoni kolejne monety. Kiedy skończy pochyli się nad blatem i je wysypie. Policze je razem z nią, w końcu to moja praca. Plakietka z napisem &lt;em&gt;"Uczestnik szkolenia"&lt;/em&gt;, zamiast imienia, może budzić jej sympatie i zrozumienie, w końcu oboje jesteśmy kompletnymi nowicjuszami w tym co robimy. &lt;em&gt;We're absolute beginners.&lt;/em&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kiedyś wybrałem bilon z jej dłoni. Były gładkie. Nie patrzyłem na twarz typa, z którym byłem na zmianie, żeby nie dostrzec wyrazu jego twarzy. Nie myślałem nigdy co mogłobyc na tych rękach. Mam to w dupie. Późna jesień otuli ją zimnem, ale ja mimo włączonej dmuchawy nad drzwiami je poczuje. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na jej twarzy znajde uśmiech. Często się uśmiecha, ale uśmiechem z grzeczności, nie odsłaniajacym zębów, to nie jest jej zawodowy uśmiech. Jej koleżanki się nie usmiechają. Jedynie rechoczą, wykonujac przy tym gwałtwone gesty. Zawsze sie śpieszą. Ona nie, robi wszystko powoli, wystudiowanymi gestami, jakby zastanawiała sie nad każdym ruchem. Nie ma w nich namietności, ale czytanie ich sprawia mi przyjemność. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Każdorazowo. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wczoraj nie przyszła. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Może mama zrobiła jej kawę w termosie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Niewiem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Tak jak nie wiem nic o niej. Tak jak nigdy sie nie dowiem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nie znam prawdziwego koloru jej włosów, nie mam pojęcia w jakim moze być wieku. Ma ciemny pieprzyk nad lewa wargą, lekko zwiodczałą cere na twarzy, rozjaśnione włosy i nie patrzy w moją strone kiedy wychodzę kogoś zatankować. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;To wszystko co o niej wiem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Może kiedyś o mnie ciepło pomyślała, może patrzy w moja strone kiedy już ją minę, a może jestem kolejnym kolesiem z identyfikatorem na piersi w koszuli z logiem firmy. Tłem tak jak ciężarówki i wiecznie zaspani kierowcy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Robimy w usługach. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Ja sprzedaje im piwo, ona siebie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nie znam jej cennika. Z połykiem, bez, nieważne, myśle, że i tak nie robi tego dobrze. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wiem, że kiedys się nauczy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nie znam menu. Nie chce go znać, ale nie dlatego, ze mnie to odpycha czy dlatego, że robi to każdemu, bo nawet jeśli bym wiedział, ciągle myślałbym o niej, że jest dziewczyną, która mógłbym pokochać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;Wiem jak pachnie jej twarz. Znam jej gramature i wszystkie zagłębienia. Dostrzegłem u niej wcześniej pierwszą zmarszczke i pierwszy siwy włos. Wcześniej niż ona sama. Jej cera lekko zwiodczała przez ostatni rok. Ludzie, którzy spędzaja ze sobą duzżo czasu nie potrafią takich rzeczy u siebie dostrzec, potrzebują odpowiedniego dystansu. Ja go nie musze mieć. Po prostu widzę takie rzeczy. Spytałem ją kiedyś czy jest szczęśliwa, albo chciaż bywa. Odpowiedziała - pamietam to jak dziś -&lt;em&gt; "Czy to ważne?". &lt;/em&gt;Nie wracałem wiecej do tego tematu. Wiesz? Znam prawde, po prostu w nia nie wierzę. To pozwala mi żyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kapitan Nemo - [ The Best of Kapitan Nemo # 05 ] Twoja Lorelaj&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-212706580908195450?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/212706580908195450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=212706580908195450' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/212706580908195450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/212706580908195450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2010/01/wczoraj-przyjechaem-do-pracy-wczesniej.html' title='Strangers when we meet'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5628366387258664340</id><published>2009-12-03T13:49:00.000Z</published><updated>2009-12-03T13:51:34.044Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gładzę ja po policzku i zanurzam palce we włosach. Są takie same jak zwykle, mam wrażenie, że w ich połysku mogę przejrzeć się jak w lustrze, jednak kiedy ślizgam się po nich palcami odwzajemniają się suchym, formalnym milczeniem, przez co wydają się być nieuchwytne. Jej uda nie oplatają mnie tak zaborczo jak zwykle. Oddech, który samaga moja szyję jest dziś wyregulowany i harmonijny, pozbawiony zająknięć nerwowo przełykanej śliny. Jej paznokcie nie wpijają się w moje plecy. Ściaga palce ku dołowi, szybciej niż zwykle, zanim zdąże skończyć. Zaciska przy tym usta i nie mruży powiek. Pod nimi, tam gdzie zwykle były jej oczy nie ma nic.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wstaje nic nie mówiąc i stawia stopy na zimnej podłodzę. Rozgrzane stopy steplują marmur spoconymi odciskami. Wydaję się jakby nie czuła zimna; nieporuszone przylegają płasko do podłoża.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Myślę, że powinieneś juz iść", ucina, naciagając szlafrok na ramiona. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"ON MOŻE WRÓCIC W KAŻDEJ CHWILI."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zaczynam się zbierać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;To nasze tajemne hasło.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5628366387258664340?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5628366387258664340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5628366387258664340' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5628366387258664340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5628366387258664340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/12/gadze-ja-po-policzku-i-zanurzam-palce.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2243480106800844063</id><published>2009-12-01T14:16:00.002Z</published><updated>2009-12-01T14:19:42.607Z</updated><title type='text'>Cut</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Okropnie wyglądasz", mówi zanim się jeszcze ze mną wita, zdejmując futrzaną uszatkę. Czerń włosów wylewa się w ułamku sekundy na jej ramiona.&lt;br /&gt;"Bo czasy są okropne", odpowiadam tuląc ją na progu wejściowych drzwi, czuje przez koszulę przenikliwy wiatr na jej ubraniu. Znajduje tam jeszcze zapach migdałów i waniliowych papierosów.&lt;br /&gt;"Nie pierdol, czasy zawsze są okropne", dodaje odwracając się do mnie plecami, żebym pomógł zdjąć jej płaszcz. Rzucam szluga do donicy zaschniętego fikusa obok drzwi i to robię, po czym rzucam go na stojące nieopodal krzesło. "Sam mówiłeś, że kiedyś było lepiej... Kiedyś też tak powiesz, wiesz: &lt;kiedyś&gt;.... ", kontynuuje rozsiadając się na welwetowej kanapie. Z prawej kieszeni sztruksowej marynarki wyciąga paczkę papierosów i wkłada jednego do ust, przypalając zapałką odpaloną od paznokcia kciuka. Kładąc nogi na stolik, świeci gładkimi łydkami, po czym tonie w welwecie z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;"Jak ty to robisz?"&lt;br /&gt;"Co takiego?” Patrzy na mnie marszcząc brwi.&lt;br /&gt;"Że jeszcze nic nie zrobiłaś, a już stoję na baczność"&lt;br /&gt;Uśmiecha się, udając onieśmielenie i pociąga mocno papierosa, grzęznąc wzokiem w polerowanym blacie stolika .&lt;br /&gt;"Napijesz się czegoś", wypalam ruszając do kuchni.&lt;br /&gt;"Mam ochotę na kawę."&lt;br /&gt;"Pytałem czy się czegoś napijesz?", krzycze z kuchni, gdzie szukam jakiegokolwiek czystego naczynia.&lt;br /&gt;"Nie ma nawet południa", patrzy na mnie zza framugi, szczerząc białe implanty idealnie zbitych zębów.&lt;br /&gt;"To co?", ucinam nalewając sobie szkockiej do brudnego kieliszka po portwajnie i wychylam połowę. „Mam wszystko od wódki po martini, pod warunkiem, że będzie to szkocką.", dodaje wychodząc z kuchni, z brudnym kieliszkiem w jednej i butelką w drugiej ręce. Spoglądam w jej morsko-zielone oczy. Uśmiecha się, ale znam to spojrzenie, widziałem je już nazbyt wiele razy, żeby go nie zrozumieć.&lt;br /&gt;"Musisz mi wybaczyć mi raz jeszcze", mówię dopełniając naczynie po brzeg i tonę w wytartym welwecie obok niej.&lt;br /&gt;Patrzymy w milczeniu w pożółkły abażur pod sufitem z resztką tynku odsłaniającym zwoje żelaznego zbrojenia i wsłuchujemy się w odgłos uruchamianej spłuczki za ścianą. Rury stukają o ściany pod ciśnieniem wody. Słyszę trzask strzelających kostek jej zaciskanej mocno pięści.&lt;br /&gt;"Zmieniłam zdanie", przerywa milcznie"Chyba jednak muszę się napić". Parskając śmiechem, podaję jej swój kieliszek bez słowa i przez krótką chwilę, patrzę na jej falującą grdykę, popychającą płyn dalej w kierunku żołądka.&lt;br /&gt;"Lepiej?", pytam.&lt;br /&gt;"Lepiej już było, nie słyszałeś?", odpowiada sucho, wycierając rękawem marynarki wilgotne usta.&lt;br /&gt;"Wiele razy", szepczę w jej kierunku i tulę mocno do piersi. "Zbyt wiele", powtarzam, wyciągając papierosa z pomiędzy jej palców, pociągając ostatniego macha przed filtrem i wrzucam go do pustego kieliszka stojącego na blacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Don't ask me, what You know it's true."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sigur Ros – [Hljomalind # 02] Staralfur&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2243480106800844063?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2243480106800844063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2243480106800844063' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2243480106800844063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2243480106800844063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/12/cut.html' title='Cut'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5836917859853106953</id><published>2009-11-28T15:59:00.001Z</published><updated>2009-11-28T16:19:05.166Z</updated><title type='text'>Lucid Dream</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Dopił potężnym haustem szkocką i postawił szklaneczkę na blacie baru. Kostki lodu zaterkotały odbijając się od ścian naczynia, przyciągając ponowna uwagą barmana.&lt;br /&gt;"Jeszcze jeden.", rzucił przepalonym głosem, sięgając po butelkę.&lt;br /&gt;"Wystarczy", odpowiedział podnosząc się z krzesła. Owinął szal wokół szyi i odszedł w kierunku wyjścia. Mijając zapełnione stoliki, wpatrywał się z zazdrością w marynarza otępionego przez sen, śliniącego blat stołu.&lt;br /&gt;Wieczór otrzeźwił go przenikliwym zimnem. Chwycił poły marynarki i szczelnie otulił tułów, krzyżując ręce na piersiach. Przenikliwy wiatr znad oceanu uderzył w niego z całym impetem, niosąc z sobą gwar miasta, paplaninę rozmytych klaksonów, warkotu silników i brzęku tramwajów. W powietrzu czuć było jeszcze zapach deszczu. Postanowił się nie śpieszyć, skanując mokry, marmurowy chodnik rozmyty przez noc, alkohol i zmęczenie, przywołujący mu skojarzenie z brzuchem wieloryba. Widząc nadjeżdżającą z naprzeciwka taksówkę, prawie przywołał ją wzrokiem, dając na chwilę nadzieje kierowcy, ale ostatecznie skończyło się na krótkim zawahaniu, po którym, taksówkarz wcisnął mocniej pedał gazu w podłogę, ciągnąc za sobą smugę dźwięku rozregulowanych tłoków. Postanowił wrócić do domu pieszo, a nawet tak długo kluczyć po ulicach, aż poczuje nadchodzący sen. Czuł zmęczenie kilkudniowym jego brakiem. Wszystko wydawało dziać się w zwolnionym tempie, jak wtedy, kiedy za szybko wypije się kilka kieliszków burbonu. Mijał sklepowe witryny, wpatrując się w swoje oblicze. Zwalniając krok, zatrzymał się wreszcie. Patrzył otępiale przez dłuższą chwilę, dotykając opuszkami palców, spuchnięte, podkrążone sinymi półksiężycami powieki. Jego oczy zdawały się być o połowę mniejsze, a czerwone podbiegnięcia na białkach zdawały się być widoczne nawet o ciemnościach nocy.&lt;br /&gt;"Już niedługo. Wytrzymaj jeszcze trochę.", wyszeptał pod nosem z czułością. Pozwolił wydostać się kilku łzom z wilgotnych oczu, poddając się na chwilę bezsilności. Trzask pękającej szyby, obezwładnionej impetem jego ciosu nie otrzeźwił go tak jak tego pragnął.&lt;br /&gt;"Jeszcze trochę, Lucy! Widzisz to, kim się staje bez Ciebie?!", wypluł przez zaciśnięte zęby ledwie słyszalnym, łamiącym się rozkalibrowanym zgrzytem i wytarł wierzchem dłoni mokre powieki.&lt;br /&gt;Odpowiedział tylko zgrzyt szkła spod jego podeszw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamykając za sobą wejściowe drzwi mieszkania, wycelował wzrokiem w welurową sofę stojącą w centralnym punkcie dziennego pokoju. Zasłony były zaciągnięte. Zrzucił marynarkę i odwinął szal, rzucając je niedbale na podłogę i ruszył w kierunku ceglastego weluru, potykając się po drodze o kosz na śmieci stojący w przedpokoju. Z środka wyturlały się nierozpieczętowane nigdy, przestrzelone puszki z kawą, znacząc czarnymi spiralami dębową posadzkę, zapruszoną ścinkami styropianu, którymi wyłożył wszystkie ściany mieszkania. Zaklął pod nosem siadając na sofę, ale bardziej z bezsilności niż wzburzenia. Przez półprzymknięte powieki wpatrywał się chwilę w portret kobiety stojący na ławie, oprawiony w cynową ramkę, przepasany w lewym, górnym rogu czarną wstążką. Kobieta przedstawiona na zdjęciu uśmiechała się do niego, na co odpowiedział jej tym samym. Jej czarne włosy przepasane były z tyłu żółta wstążką, której końcówki opadały na suknie z tafty w kolorze akwamaryny. Odstawił po dłuższej chwili zdjęcie z powrotem i zaczął wpatrywać się ze skupieniem w swoje dłonie, aż zamknął powieki. Po długiej chwili nadszedł sen, zastając go na tej samej czynności. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, podniósł wzrok i wtedy oślepił go blask słońca. Słyszał dźwięk trawy łamanej pod ciężarem kroków. Zasłonił dłonią oczy i wyglądał pod kątem, sylwetki na tle tarczy czerwieniącego się słońca. Trochę trwało nim rozpoznał znajomą wstążkę.&lt;br /&gt;"Jesteś wreszcie. Długo cię nie było", usłyszał i poczuł, że jego oczy znowu wilgotnieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I jak nadmienił Q-Tip na piątym Queście / Ty i ja idziemy naprzeciw reszcie”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Editors – [ An End Has a Start # 03 ] The Weight of the World&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5836917859853106953?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5836917859853106953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5836917859853106953' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5836917859853106953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5836917859853106953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/11/lucid-dream.html' title='Lucid Dream'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-6942108702967419085</id><published>2009-11-27T16:31:00.005Z</published><updated>2009-11-28T16:14:14.700Z</updated><title type='text'>An End Has a Start</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Podwinęła nogawki spodni i z lekkim mlaśnięciem ud o marmur murku otaczającego fontannę, zanurzyła bezdźwięcznie nogi w wodzie. Mimo dojrzałego wieku jej nogi ciągle miały patykowaty kształt, ale nigdy jej to nie krepowało, znała wystarczająco swoja wartość. Regularnie na dorocznym festynie zdobywała, tytuł najpiękniejszej dziewczyny na wyspie, deklasując inne pretendentki, co najmniej o kilka szczebli. To prawda miała lekko chłopięce rysy, od niepamiętnych czasów nosiła krótko ścięte platynowo-białe włosy zaczesane na jedną stronę i najczęściej chodziła ubrana w drelichowe ogrodniczki i wytarte trampki. Największym jednak ewenementem wydawała się być jej alabastrowa cera, w dziwny sposób odporna na palące, wszędobylskie słońce wiszące nad wyspą okrągły rok, jasne: nie ruszała się nigdzie bez słomkowego kapelusza, ale to nie może być wytłumaczenie. Nieważne.&lt;br /&gt;Patrzył w czystą taflę wody rozproszoną, zakłopotanym machaniem jej stóp. Woda uderzając ledwo wyczuwalnym echem o ścianki akwenu i mącąc osad zalegający na dnie, przykryła przed błyszczące w słońcu wcześniej błyszczące miedziane monety. Nie umiał spojrzeć jej w oczy, miał wrażenie, ze znajdują się po dwóch stronach tego samego lustra. Ciągle byli świadomi swego istnienia, ale tafla zdawała się być zmatowiona upływem zawistnego czasu, czyniąc widok nieprzejrzystym, wręcz niedostępnym. Jej usta, jej twarz stawały się z wolna zaśniedziałą, rozmyta, sepiową fotografią.&lt;br /&gt;"Mówią, że opuszczasz miasto", zamruczał ledwo dostrzegalnym głosem, turlając w przełyku grudkę zastałej, zaschniętej flegmy z oskrzeli. Skubał w zakłopotaniu przetłuszczony potem policzek, od dłuższego czasu nie znajdując w sobie odwagi położenia swojej dłoni jej ręce spoczywającej, na rozgrzanym upałem marmurze między nimi.&lt;br /&gt;Nastał jeden z tych dudniących momentów ciszy, przerwany przez odgłos orzecha pękającego między jej palcami, na którego odgłos odruchowo ściągnął mocniej ramiona.&lt;br /&gt;"Wyjeżdżam", wycedziła spokojnym tonem, spoglądając w majaczące na wstędze horyzontu kutry rybackie, których sylwetki zniekształcało upalne powietrze.&lt;br /&gt;"Od dawna miałam już taki zamiar"&lt;br /&gt;"Wiem... Jak my wszyscy", odparł, prawie szeptem, tuląc podbródek do piersi i jeszcze mocniej ściągając ramiona.&lt;br /&gt;"W końcu, co może nas tu jeszcze czekać."&lt;br /&gt;"Właśnie. Co?"&lt;br /&gt;"NIC”&lt;br /&gt;"NIC", powtórzyła. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wpuszczając ręce głęboko w kieszenie spodni, pomyślał o ich dłoniach. O tym, że nie spotkają się już nigdy, a reumatyzm zastanie ich palce w kompletnie innych miejscach. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Okrutniejszą jednak była świadomość, że on już był na miejscu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yeah! Yeah! Whatever!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Editors – [An End Has a Start # 02] An End Has a Start &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-6942108702967419085?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/6942108702967419085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=6942108702967419085' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6942108702967419085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6942108702967419085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/11/end-has-start.html' title='An End Has a Start'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-9118413655138487428</id><published>2009-11-25T21:34:00.008Z</published><updated>2009-11-28T16:24:47.203Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;Ze skupieniem wkruszył palcami szczyptę cynamonu do kawy. Zrobił to z taka dokładnością jakby nic innego przedtem nie miało miejsca w jego życiu. Gdy stwierdził, że na skórze palców nie pozostał ani jeden okruch sięgnął powoli po łyżeczkę leżącą na spodku od filiżanki i z jeszcze większą precyzją zamieszał wszystko powoli wystudiowaną paletą gestów. Nie przestawał wpatrywać się w jej twarz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;Para z filiżanki poniosła aromat cynamonu w kierunku sąsiednich stolików. Po prawej stronie koło okna z widokiem na cedrowy ogród, spopielony cieniem nadchodzącego zmierzchu siedziała para - najwyraźniej małżeństwo - w podeszłym wieku. Śnieżno-białowłosa kobieta ubrana w ciemnogranatową perkalową suknie i mężczyzna, którego garnitur znaczyła wyjątkowo zimna odcień stali. Siedzieli z otwartymi ustami zwróceni w stronę orkiestry, pochłonięci całkowicie interpretacją &lt;i&gt;"What Now My Love"&lt;/i&gt;. Nawet kelner, który podszedł do ich stolika nie śmiał przerywać tego skupienia, oddalając się po chwili bez słowa do kolejnych gości przekraczających próg restauracji. Stolik na lewo był cały wieczór pusty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;Założył nogę na nogę i omiótł wnętrze restauracji wzrokiem. Lokal urządzony był w mansardzie dawnego budynku ratusza. Wnętrze było mieszaniną stylu południowo-amerykańskiego i czasów wielkiego przemysłu stalowego. Na ścianach w dumnie prezentowano panteon scen z tamtego okresu i szereg portretów jego reprezentantów otoczonych miedzianymi oprawami. Ta konglomeracja akcentów dziwiła nawet jego samego, ale z zaciekawieniem dalej ślizgał się wzrokiem po wiklinowych meblach i żeliwnych okuciach wkomponowanych w ściany. Dominowały naparstnice i słoneczniki, a w powietrzu mieszał się aromat rozmarynu i tymianku. Wspomniałem już, że podawano głównie włoskie dania? To wydało mu się najbardziej osobliwe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;Obserwując chwile parę staruszków, którzy wydali mu się pełni godności, stracił sprzed oczu kobietę, która obserwował cały wieczór. Jej stolik był pusty, jednak bolero niedbale narzucone na oparcie krzesła, świadczyło, iż nie opuściła jeszcze restauracji. Upił trochę kawy i wylizał szybko usta, bo ciągle była jeszcze zbyt gorąca. W tym samym czasie jeden z kelnerów minął szybko jego stolik, zostawiając za sobą powiew niosący zapach tanich perfum. Wstrzymał na chwile oddech, wyciągnął papierosa zza ucha i przypalił go od świecy stojącej na blacie obok kieliszka z daiquiri. Kelner narzucił na blat sąsiedniego stolika obrus i sprawnie ustawił na nim zastawę, zdejmując wcześniej informacje o rezerwacji. Poprawił jeszcze ułożenie słoneczników w wazonie i skinął w kierunku gości czekających przy wejściu, na znak, iż wszystko jest już gotowe. Kończył papierosa, kiedy, zaczęli dosiadać się do stolika. Mężczyzna podsunął dziewczynie krzesło, po czym sam usiadł odbierając od kelnera menu i poinformował go, że wezwą go, kiedy już się na coś zdecydują. W tym momencie znowu zobaczył ją. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;Była ładna w bardzo delikatny sposób, mężczyznom mogła się podobać jej frenetyczna sylwetka, jej młoda mleczno-blada, przeźroczysta cera, przez która można było odczytać pajęczynę błękitnych żyłek czy wreszcie nieustannie rozwarte usta i pół przymknięte powieki, przez, które sprawiała wrażenie wiecznie nieobecnej. Cały wieczór piła martini z sokiem żurawinowym, odstawiając za każdym razem wykałaczkę z oliwkami na talerzyk obok. Uśmiechał się do siebie za każdym razem, gdy to robiła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;Zwykle nie stanowiło to dla niej najmniejszego problemu, spotykała się z tego typu spojrzeniami niemal codziennie, co niewątpliwie nie stanowiło jakiejś enigmatycznej zagadki, ze względu na jej wygląd. Tym razem jednak poczuła się lekko zmieszana chyba, dlatego, że to spojrzenie nie miało w sobie ani grama dyskrecji, było pierwotne i pewne swego. Z początku starała się je ignorować jednak nawet przez chwilę nie czuła się komfortowo w tej sytuacji. Co jakiś czas przepraszała na chwilę mężczyznę w czarnym smokingu, który towarzyszył jej tego wieczoru, tłumacząc się tym, iż musi się odświeżyć. Mężczyzna za każdym razem pomagał jej wstać i odprowadzał ją wzrokiem. Tym razem skinął ręką wysoko nad głową w kierunku kelnera, pokazując palcem w kierunku kieliszków odpitych do połowy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;Lawirując miedzy stolikami wyszła na brudno-zielony dywan prowadzący do hallu. Po drodze spojrzała jeszcze raz w stronę mężczyzny i ze zdumieniem rozpoznała w jego twarzy jedną z twarzy, którą ledwie udało jej się wymazać z pamięci. Jej rysy były ostre, ściągnięte ku dołowi. Pokryta cerą o gramaturze zmurszałej ściany i tego typu zarostem, który nawet po dokładnym goleniu sprawia wrażenie nieogolonej. I oczy... Ostre spojrzenie, mogące należeć tylko do szaleńca. Nigdy nie uda jej się zapomnieć tego spojrzenia, nawet, jeśli będzie próbować. Zawsze będą gdzieś istnieć, nawet jeśli nie będą celować w nią samą. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="WHITE-SPACE: pre"&gt;&lt;/span&gt;Wychodząc z głównej sali podeszła do aparatu telefonicznego i zdejmując słuchawkę wykręciła pięciocyfrowy numer na tarczy. Czekała tylko trzy sygnały, zanim po drugiej stronie ktoś podniósł słuchawkę i zachrypniętym głosem wycedził suche&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;"Tak?"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;"Sonny Castellano znów jest w mieście".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;W tym samym momencie za plecami usłyszała tępe echo wystrzału dobiegające z wnętrza restauracji. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;"... i chyba wrócił na dobre" - dodała, po czym odłożyła słuchawkę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:'trebuchet ms';"&gt;Frank Sinatra - [ New York, New York # 13 ] The Girl From Ipanema&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-9118413655138487428?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/9118413655138487428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=9118413655138487428' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/9118413655138487428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/9118413655138487428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/11/ze-skupieniem-wkrusza-palcami-szczypte.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-6221524624518241395</id><published>2009-10-31T15:53:00.005Z</published><updated>2009-10-31T16:13:23.659Z</updated><title type='text'>Shore</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Jake. Proszę. Daj mi jeszcze jedną szansę. Ostatnią. Juz nigdy o nic więcej cie nie poproszę. Tylko ten jeden ostatni raz". Usłyszał zza siebie odchodząc w kierunku portu. Zatrzymał się i powoli odwrócił się w jej stronę. Nie zatrzymał się dlatego, że jej słowa, ona czy cokolwiek jeszcze dla niego znaczyły. Zrobił to z przyzwyczajenia. To było echo uczuć, które żywił do niej tak długi czas. Była dla niego wszystkim, jedyną rzeczą wartą skinienia palcem. Teraz wszystko się zmieniło. Nic już nie będzie takie samo. Nigdy więcej. Wytężył wzrok przedzierając się przez ciemność nocy wypełnionej mgłą. Po jej policzkach spływała kaskada łez, którą mimo to był w stanie odróżnić od mieszającego się z nimi kroplami deszczu. Zziębnieta, przemoczona i bezbronna, błagała go spojrzeniem o wybaczenie. Uwierzył w jej łzy, ale to nie mogło niczego zmienić. Nie mógł jej tego wybaczyć. Rozumiał ją, ale to była kwestia &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;zasad. Naciagnął mocniej kołnierz płaszcza na szyję i głośno wypścił powietrze z płuc. Nie był jej winien niczego, ale czuł jednocześnie, że powinien coś odpowiedzieć. Wciągnął powietrze z powrotem i otworzył usta, jednak głos łamał mu sie w gradle. Odpuścił. Wiedział, że nie mogła czuć jego wilgotnych oczu. Wiedział, ze nie mogła się tego nawet spodziewać, bo nie dość, że nie pamiętał, żeby kiedykolwiek płakał, to jeszcze wielu ludzi powtarzało mu, że nie płakał nawet jako dziecko. Nigdy im nie uwierzył, bo nikt nie może rodzić się skurwielem. Ciepło spływajace po skostniałym policzku wydało mu się przez moment większą pieszczotą niż dotyk jej dłoni. Dłoni, które są już dłońmi obcej osoby. Nie poczuł mimo wszystko niczego w stylu katharsis, był na to zbyt wyrachowany. Kiedy skryła twarz dłoniach, zamknął oczy i odwrócił się. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Jake! Proszę!" &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Nie, mamo. To był ten ostatni raz.", wycedził nie odwracając się w jej stronę. To miał być ostatni raz kiedy ją widział. To miał być ostatni raz kiedy ona go widziała. Przypalił papierosa pod płaszczem i ruszył z powrotem w strone portu. W strone samochodu. W stronę domu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"To była bardzo długa droga do domu" - pomyśłał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Massive Attack - [Blue Lines # 06] Unfinished Sympathy&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-6221524624518241395?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/6221524624518241395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=6221524624518241395' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6221524624518241395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6221524624518241395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/10/blog-post.html' title='Shore'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5323948894946954848</id><published>2009-10-17T18:19:00.001Z</published><updated>2009-10-17T18:22:49.769Z</updated><title type='text'>... a wtedy świat dawał oferty jak SuperSam</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nie palę. Tytoń ma smak wczoraj, a wczoraj mi nie wyszło. Przeszło mi przez głowę, żeby zacząć od nowa. Odciąć się. Jestem gdzieś w połowie, pomiędzy "to nie jest sposób", a "a nie mówiłam?". Podobno zawsze miałem słomiany zapał, ale mogę powiedzieć jak Nicolson  u Keseya, że przynajmniej próbowałem. I did it my way too Frank! Wiesz. Wczoraj to balast. Tak samo jak nostalgia. Wczoraj jest cieniem dzisiaj jak w tym kawałku Madliba. Tak. Jesienie stają się zbyt... po prostu zbyt. Są takie zdania, których nigdy nie powiesz. Do niedawna tez miałem takie zdanie. Dzisiaj już mówię niesmiało: "Jestem jak wszyscy". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Auto-diss. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Yesterday seem's so far away generalnie.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5323948894946954848?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5323948894946954848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5323948894946954848' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5323948894946954848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5323948894946954848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/10/wtedy-swiat-dawa-oferty-jak-supersam.html' title='... a wtedy świat dawał oferty jak SuperSam'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7867635883423535366</id><published>2009-09-18T11:20:00.005Z</published><updated>2009-10-17T18:26:06.591Z</updated><title type='text'>People Always Look Better in the Sun</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Szurałem po mieście bez celu, oglądając się za dupami i mrucząc pod nosem hymny młodości, płynące z membran. OK brzmi dobrze, ale tak naprawdę byłem kolejnym typem rozbudzającym transcendentny, materialny sen w nadziei uśpienia wszelkich innych myśli. Ocknąłem się kiedy zderzyliśmy się barkami, na ulicy, której nazwy nigdy sobie nie przypomnę. Ściskając jego dłoń, przejrzałem go na wylot. Wszystkie słowa przechodzące później przez jego usta potwierdziły moje przypuszczenia. Życie to kiepski scenarzysta, więc kiedy podrapał się po głowie, posypał się tylko łupież. Nie powiedział nic głębokiego, ani zaskakującego. Nie spełniło się nic z tego co obiecywaliśmy sobie siedząc w ostatniej ławce. W szkole, która nauczyła nas wszystkiego, tylko nie tego jak żyć. Pamiętam jeszcze - ledwo co prawda - jak rozmawialiśmy o starości. Man! Dla nas nigdy nie wiązała się z wiekiem. Iggy Pop nigdy nie będzie stary! Obaj wierzyliśmy, że starość jest tylko stanem umysłu, zaczyna się kiedy rezygnujesz z marzeń, usprawiedliwiasz się brakiem czasu i mówisz swoim dzieciom, że "są ważniejsze rzeczy". Zasłaniasz się odpowiedzialnością, ale kiedy patrzysz im w oczy i widzisz siebie sprzed kilku lat, czujesz ukłucie tęsknoty, tak skutecznie duszonej przez lata, że sam uwierzyłeś w swoje własne kłamstwo. Powtarzałeś je już tyle razy. Nie wiem dlaczego to spotkanie było takie bolesne. Dlatego, że będę taki sam jak wszyscy? A może dlatego, że sprawiał wrażenie szczęśliwego?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Może.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wiem jedno: kłamał, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że mu uwierzyłem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Jak w tym kawałku kul kidsów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="FONT-FAMILY: trebuchet ms" href="http://www.youtube.com/watch?v=xhFTwyqvWws"&gt;SoKo - People Always Look Better in the Sun&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7867635883423535366?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7867635883423535366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7867635883423535366' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7867635883423535366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7867635883423535366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/09/people-always-look-better-in-sun.html' title='People Always Look Better in the Sun'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4703308281663729996</id><published>2009-08-30T17:13:00.001Z</published><updated>2009-08-30T17:16:51.929Z</updated><title type='text'>Cała młodość. RIP</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SpqzZOZ9DwI/AAAAAAAAASs/KtO2N-8mcC0/s1600-h/ss.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 232px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SpqzZOZ9DwI/AAAAAAAAASs/KtO2N-8mcC0/s400/ss.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375806351165165314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4703308281663729996?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4703308281663729996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4703308281663729996' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4703308281663729996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4703308281663729996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/08/caa-modosc.html' title='Cała młodość. RIP'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SpqzZOZ9DwI/AAAAAAAAASs/KtO2N-8mcC0/s72-c/ss.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3969576946607360947</id><published>2009-08-19T13:31:00.003+01:00</published><updated>2009-08-19T13:44:23.399+01:00</updated><title type='text'>Sorry Ma, Forgot to Take Out the Trash</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Sięgam do kieszeni kiedy te są puste. Odwieczny taniec ludzi, tutaj chyba nigdy nie znajdziesz już sensu...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Za trzy lata widzę siebie w tweedzie ze skórzanymi łatami na łokciach, pedalsko narzuconym szaliku i wayfarerach. Nawet już się nie buntuję. Paralelne umieranie, począwszy od sprzeciwu, przez walkę, skończywszy na akceptacji. Zostawiłem za sobą już tyle nadziei, pragnień i idei. Muzyka jest już tylko tłem, a ludzie tylko szczeblami życia. Czasem wraca do mnie pomysł o puszczeniu tego wszystkiego jeszcze raz od początku. Dyskretny urok backmaskingu w nadziei odkrycia podpowiedzi i wskazówek ukrytych w ścieżkach. Ale wiesz... tylko czasem i coraz nieśmielej z resztą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Liczę "kwiaty zła". Czytaj: znowu piłem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Liczę wszystkie ślady szminki na papierosach, zdarte trampki i kolana, rozmowy ideałach. Rozmawiałem dzisiaj przez telefon ze znajomym i nerwowo owijałem kabel telefonu, wokół palca. Moi przyjaciele kroczą twarzą ku słońcu. Nikt z nich nie gubi sensu. Są skupieni... Ja nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;The Replacements - [Advantureland #13] Unsatisfied&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3969576946607360947?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3969576946607360947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3969576946607360947' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3969576946607360947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3969576946607360947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/08/sorry-ma-forgot-to-take-out-trash_2177.html' title='Sorry Ma, Forgot to Take Out the Trash'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4012462963007997556</id><published>2009-05-16T15:30:00.003Z</published><updated>2009-05-16T23:30:26.955Z</updated><title type='text'>Urban Legend</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Port był spokojny niczym sierpniowe morze. Otulony przez mgłę, w lepkiej masie nocy, przypominał stary mebel przykryty prześcieradłem. Tutaj czas nigdy się nie zatrzymywał, on po prostu od zawsze stał w miejscu, niewzruszony i uodporniony na osiadający na wszystkim kurz przemijania. Zamknął z trzaskiem drzwi Fiata, w chwili, gdy zza budynku kapitanatu wypłynęło echo dźwięku rozregulowanego silnika ostatniego autobusu odjeżdżającego do miasta. Jedynie słabe smagnięcia fal w burty kutrów, dryfujących bezwładnie, wypełniały zmierzch. Ulicznych latarń ciągnących się długą wstęgą wzdłuż nabrzeża elektrownia nie przewidziała w swoim miesięcznym planie, więc ciemność rozświetlały jedynie błyski niebieskich lamp z dachów radiowozów, ożywiając przestrzeń w milisekundowych odstępach. Zapomniał jak przenikliwie zimny może być wiatr o tej porze roku. Padało. Całą drogę tępo wsłuchiwał się w jednostajne dudnienie deszczu o dach samochodu, próbując pokonać senność wywoływaną przez jego monotonię. Postawił kołnierz płaszcza. Był w kolorze burgundu, choć teraz nie robiło to jakiejkolwiek różnicy. Nie wszystko musi być logiczne - pomyślał, odsalutowując na odpierdol jakiemuś dzieciakowi z lokalnej komendy, patrząc z politowaniem na starannie pielęgnowany zarys zarostu pod nosem. Kiedyś lubił jesienie. Lubił nawet zapach deszczu. To musiało być jeszcze wtedy, kiedy wierzył, że polubi to miasto. Minęło "w międzyczasie" i przestał zwracać uwagę na jesień, deszcz i jeszcze kilka innych rzeczy. Życie jednak nie stało się przez to ani trochę mniej skomplikowane *. Wsuwając legitymacje głębiej w butonierkę skajowej marynarki, mijał portową tawernę. Nie różniła się niczym od innych, z resztą wszystkie były takie same. Wypełnione po brzegi przypadkowymi marynarzami, cinkciarzami, drobnymi przemytnikami, siedzącymi przy zatłoczonych stolikach i dziewczynami czekającymi przy barze na czyjeś skinienie przy wtórze skrzeku rozkalibrowanego big beatu płynącego ze sceny. Czuł żar gryzący usta, więc upuścił końcówkę kapitańskiego i podeszwą wtarł niedopałek w asfalt, podchodząc do zakrwawionego porucznika Zubrzyckiego, siedzącego w otwartych drzwiach policyjnej Warszawy w chwili, gdy przydeptywał kolejnego carmena. Patrząc na tempo jego oddechu zamieniającego się parę, wiedział, że ciągle optępiały tkwił w szoku. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Minęła północ. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kilkadziesiąt kilometrów dalej, zachrobotał rozrusznik. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Najsłynniejsza miejska legenda po raz kolejny budziła się ze snu.&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Klasyczny przypadek paradoksu z dupy, spisanego na kolanie... a "to tylko jedna z moich wad." &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/Sg7c5SIyN2I/AAAAAAAAASc/FnrDYd0dwto/s1600-h/1083297.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 387px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/Sg7c5SIyN2I/AAAAAAAAASc/FnrDYd0dwto/s400/1083297.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5336445485159954274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;_________________&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;Byłem tu! &lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;Tkaczuk.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4012462963007997556?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4012462963007997556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4012462963007997556' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4012462963007997556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4012462963007997556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/05/urban-legend.html' title='Urban Legend'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/Sg7c5SIyN2I/AAAAAAAAASc/FnrDYd0dwto/s72-c/1083297.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2063071159315372823</id><published>2009-04-13T20:41:00.002Z</published><updated>2009-04-13T20:42:11.143Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Widziałem wszystko.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2063071159315372823?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2063071159315372823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2063071159315372823' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2063071159315372823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2063071159315372823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/04/widziaem-wszystko.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3709451485557039749</id><published>2009-02-07T15:58:00.000Z</published><updated>2009-02-07T15:59:33.208Z</updated><title type='text'>Stream of non-consciousness</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zaczynam od "a wiec". To w końcu moja historia. Jest piątek. Słońce wyparowało z miasta. Od kilku dni jest szaro, chyba nawet mglisto, chociaż może to tylko spaliny. Nie widać wyraźnie sufitu nieboskłonu. Wszędzie jest nie tyle biało, co białawo, coś jak jak Papier-mâché. Czekam na biały autobus. Piętnastkę. W miejscu biały umownie puszczam oko. Miasto żyje swoim rytmem. Każdy jedzie, idzie, biegnie "gdzieś", "po coś", albo stara się sprawić takie wrażenie. Wszyscy mają poglądy, konto w banku, ulubiona piosenkę, wolne popołudnia, marzenia i telewizor. Stoję sam, zakrzyczany przez billbordy, tempo życia i zachodnie samochody kupione za kredyty. W słuchawkach brzęczy jakieś dałn-tempo. To zdecydowanie nie jest muzyka miasta. Przynajmniej tego miasta. Po dziesięciu minutach podjeżdża autobus. Biały, ubłocony spalinami Jelcz. Wsiadam, nie kasując biletu. Ostatniego kanara widziałem jakiś rok temu. Karawana rusza. Patrzę w okno unikając wzroku innych. Inni robią to samo.. Śmieszne, ale nie pamiętam ani jednej twarzy, jaka zapadłaby mi w pamięć, podczas jakiejkolwiek trasy w przeciągu sześciu lat studiów. Wszystkie dziewczyny są takie same. Wszyscy inni jeszcze bardziej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Droga trwa długość albumowej wersji Light My Fire. Wysiadam koło Auli. Topniejący śnieg oblepia wszystkim buty i nogawki spodni. Sięgam po szluga. Ciągle jeszcze wierze, że rzucę to gówno przed trzydziestką.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Architektura uczelni to klasyka socrealizmu w najintensywniejszej fazie. Masa kątów prostych i jeszcze więcej betonu. Wszędzie przydymione czasem szyby i szare betonowe elewacje. Straszą swoją opowieścią. Strzepuje popiół, jak się okazuje na prawy but. Chwilę tupię, mijany przez ławice ludzi, pędzących na zajęcia. Jak „cel – pal”. Wyławiam wśród nich znajomą twarz. Nie pamiętam jego imienia. Przed moją repetą byliśmy razem na roku. Nie lubiłem go. Włączam pauze w empetrójce i ściskam jego dłoń. Nie ma formy, jest sflaczała. Jeszcze za nim zapytałem: "Co dobrego?", mówi, że dostał się na studia doktoranckie. Pytam o średnią z pięciu lat. Z zażenowaniem mówi cztery i cztery. Patrzę mu w oczy. Wierzę. Życie ściska mu dupę. Tak jak kiedyś studia. Twierdzi, że do aplikacji zabrakło mu jednego punktu, że był właśnie złożyć odwołanie, ale w sposobie, jaki to powiedział można wyczuć brak większych oczekiwań w tym kierunku. Powiedziałem, że gorzej już było i teraz musi być lepiej. Nie uwierzył. Pytam jeszcze ile trzeba przygotowywać się do aplikacji. Trzy miesiące.. Tym razem już nie wierzę. Pyta o seminarium. Nie pamiętam co dokładnie odpowiedziałem. Wiem, że odpowiadając używał często słowa "powinieneś". Przed wejściem na wydział, kiepuję w najbliższej popielniczce i wchodząc do środka, pokazuje ręką dziekanaty, mówiąc że muszę lecieć. Po drodze prawie biorę darmową Rzeczpospolitą, ale w ostatnim momencie rezygnuję. I tak nigdy nie piszą o NBA.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Pod dziekanatem nie ma kolejki. Właściwie jest zamknięty. Pukam kilka razy. Wreszcie ktoś się lituje i otwiera. Jak dobrze, że to nie ta kurwa od pierwszego roku. Biorę kartę egzaminacyjna i spierdalam. Wchodzę jeszcze do kibla i rozpinam rozporek nad pisuarem - emsześćdziesiatkiszóstki są pod tym względem zajebiste – w największym zamroczeniu nie będziesz miał z tym najmniejszego kłopotu. Nigdy nie sikam w środkowy. Mam zasady. Wychodząc mijam bez słowa wczorajszego egzaminatora i rozglądając się uważnie, żeby nie natknąć się na promotora, wychodzę na zewnątrz. Palę trzeciego. Te studia kiedyś mnie wykończą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zaczyna padać śnieg. Zakładam czapkę na głowę. Może wreszcie wszystko przysypie , chociaż na kilka dni, bo jeszcze chwila i pękną mi oczy, jak „w Kutnie na dworcu w nocy”. W alejce mijam koleżankę z liceum. W tej historii udajemy, że się nie znamy. Skręcam do biblioteki. Kiepuję. Zostawiam kurtkę i plecak w szatni, biorę numerek i idę na górę. Z baru na dole dobiega mnie zapach zapiekanki. Nic jeszcze nie jadłem. Kursuję miedzy półkami bez większej idei. Mijam starych znajomych. Ellisa od "laskojadów" i kolesia od "Jak będziesz w Cody Wyoming zapytaj o Dzikiego Boba."; Capote'a od wszystkiego innego. Biorę kilka niemieckich albumów ze zdjęciami Nowego Yorku z czasów prohibicji i „Miriam”, którą wreszcie zastaje na swoim miejscu. Chciałem zajebać skurwiela, który ja tyle przetrzymał. Siadam w czytelni. Jest kilka osób, większość to szmule. Wszyscy są w trakcie sesji, pochyleni nad podręcznikami albo notatkami. Czytam pierwsze opowiadanie. Jest mistrzowskie. Jak zwykle. Opowiada o kolesiu skupującym hurtowo sny. Najgenialniejsze pomysły zawsze były proste. Myślę przez chwilę o tym, że chyba każdy geniusz musi być Żydem albo ciotą. Urodziłem się za późno. Z brakami. Geniusze. Każdy z nich już umarł, a jeśli jeszcze żyją tworzą takie rzeczy, że sam byłbym gotów ich wyprawić do pozostałych. Myślałem o tym poważniej słuchając ostatniej płyty emsi cartneja.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdzieś w środku albumu, przy zdjęciu galerii Tiffany &amp;amp; Co przy piątej Avenue, z zamyślenia wyrywa mnie bibliotekarka. Chwytając za ramię tłumaczy, że będą zamykać. Sprzed oczu wyobraźni uciekają mi oczy Marilyn. Marilyn, którą wszyscy mieliśmy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na zawnątrz jest już ciemno. Dochodzi dziewiąta. Uzbrajam się w czapkę i lewą rękawiczkę. Nałóg przypomina o sobie, dlatego nie wkładam prawej. I tak są nie do pary. Ustawiam tracklistę i wychodzę. Startuję od Electric Relaxation. Miasto wydaje się spokojniejsze. W autobusach można załapać się nawet na siedzące. Jeśli nie mam nic do załatwienia, wychodzę tylko wieczorami, w dzień najczęściej nie znajduje w sobie tyle siły. Spojrzenia ludzi mówią "Nie mam czasu" i jedynie ja chodzę od miejsca do miejsca bez większego celu. Nie wygram z nimi. Wieczory są spokojniejsze. Wiesz, ci, którzy "nie mają czasu", siedzą teraz przed telewizorami czekając na jutro, a ja mogę chodzić od miejsca do miejsca stawiając stopy blisko siebie, niepotrzebnie nie wydłużać kroku, skupiać się muzyce i zachłystywać się oddechem miasta. Gagarina, Reja, Bydgoską gdzie w Biedronce za mną zamykają drzwi. Ochroniarz patrzy mi na ręcę. Jak zwykle. Kupuje dwa Kenigery za dokładnie odliczone dwa pięćdziesiąt osiem i chowam je do plecaka. Jak zwykle. Pierdolę ekologiczne torby. Podobno na bydgoskiej najłatwiej zebrać wpierdol, ale od pięciu lat chodzę tu i między blokami na Rubinkowie nocą i jedyny wpierdol jaki zebrałem, wywołałem sam na Juwenaliach, dziesięć metrów od policyjnej Octavii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przypominam sobie ten kawałek Świetlickiego i jestem skłonny powtórzyć za nim "To miasto nigdy nie będzie moje''. To miasto Bogusia Lindy, Aleksandra Wolszczana i tego grafomana Janusza Leona, że nie wspomnę o nazwisku. Chyba już żadne miasto nie będzie moje. Kiedykolwiek. Z Chopina wchodzę na szeroką. Załapuje się jeszcze na pomidorową z makaronem w barze mlecznym "Małgośka" i sypiąc bilon na ladę zamawiam jeszcze herbatę. Czas zatrzymał się tutaj na początku lat dziewięćdziesiątych, wyszczerbione talerze PSS Społem, stemplowane nierdzewne łyżki i widelce, czasem aluminiowe. Nawet koleś w rogu jest ubrany w stylu metala - Titus z Acid drinkers z okresu Dirty Money Dirty Tricks. Na nogach ma klasyczne Robinsy z wywleczonymi jęzorami. Gdzie on je dorwał? Kończę kolejne ostatnie opowiadanie z "Miriam" uśmiechając się do siebie. Dopijam herbatę i wychodzę. Będą zamykać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Lubicką idę jakieś czterdzieści minut zanim jestem przed klatką. Przez całą drogę zdążyłem skończyć „Best of” Doorsów. W oknie nie pali się światło. Jest koło jedenastej. Okazuje się, ze nikogo nie ma. Siadam na brzegu wersalki, odbezpieczając kenigera. Dopijając, otwieram szeroko okno i wychylając się wypalam ostatniego. Nad blokami wyczytuje niebieska poświatę. Zamykam okno i sam włączam telewizor, skacząc po śnieżących kanałach. Czterech. Jedynka, dwójka, polsat i prawie tvn. Gaszę. Widocznie sam chuj nocuje w tym telewizorze. Otwieram ostatnie piwopodobne piwo, wyciągając się w nie zmienianej od kilku miesięcy pościeli. Przez chwile myślę o Bukowskim. Skurwiel napisał dziesiątki kawałków o piciu portwajnu do lustra, waleniu konia i wycieraniu go później w prześcieradło. Wszystkie były o samotności. Jeszcze raz wracam do myśli o geniuszach. Zasypiam. Sen przywiewa mi obrazy z podstawówki. Mam czternaście lat i kolejne solo po lekcjach. Moje ciosy dochodzą, ale żadne nie ma jakiejkolwiek nocy. Czuje bezsilność. Kiedy się budzę, cały blok ogarnia noc. Uderzam pięścią w ścianę. Jest cicho. Na budziku czytam godzinę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Jest trochę po trzeciej, a minuty płyną wolno.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Tak jak kiedyś młodość."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;___________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;The Fashion - Like Knives&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3709451485557039749?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3709451485557039749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3709451485557039749' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3709451485557039749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3709451485557039749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/02/stream-of-non-consciousness.html' title='Stream of non-consciousness'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1418587781039062529</id><published>2009-01-17T16:51:00.006Z</published><updated>2009-01-17T17:25:52.952Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SXITF2rE7tI/AAAAAAAAASE/747CEvQZP3M/s1600-h/rainy_noir_book.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 400px; height: 309px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SXITF2rE7tI/AAAAAAAAASE/747CEvQZP3M/s400/rainy_noir_book.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5292313503410220754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;butelka Wild Turkey&lt;/span&gt;&lt;img style="font-family: trebuchet ms;" src="file:///C:/DOCUME%7E1/Cichy/USTAWI%7E1/Temp/moz-screenshot.jpg" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;rewolwer w szufladzie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;wiatrak pod sufitem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;żaluzje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;niedopałek cygara&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;prochowiec na wieszaku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;i&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;pismo od komornika&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;obowiązkowo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;kobieta&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;klasa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;pewny krok dłuuugich nóg&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;przeciwsłoneczne okulary nisko na nosie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;oceniające spojrzenie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;zawsze musi być piękna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;tajemnicza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;i&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;w kapeluszu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;ostatecznie i tak okaże się dziwką.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1418587781039062529?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1418587781039062529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1418587781039062529' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1418587781039062529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1418587781039062529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/01/pulp.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SXITF2rE7tI/AAAAAAAAASE/747CEvQZP3M/s72-c/rainy_noir_book.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5111726660213575028</id><published>2009-01-08T18:34:00.009Z</published><updated>2009-01-08T20:12:07.724Z</updated><title type='text'>U Krystyny</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;U Krystyny wszystko było jasne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Jasne kosztowało 2,50, a lighty po 0,50 groszy każdy. Jasne było z Białorusi, a lighty z Ukrainy. Jasne jak sierpniowa noc, nie? Ale nikt sie nie skarżył, szczególnie, że wódka w innych melinach potrafi kosztować życie, a u Krystyny - uwierz! - niezmiennie 14 polskich nowych. Była sprzedawana w zakorkowanych gazetą butelkach po Tymbarku; dlaczego to już dłuższa historia. Każdy Krystynę znał, każdy szanował, wiedział gdzie to jest? co to jest? i za ile?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pierdolone święta.&lt;/span&gt; - burknął bekiem Zdzichu, gładząc się po wydętym brzuchu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pierdolone...&lt;/span&gt; - powtórzył za Zdzichem od niechcenia Dzidek. Sprawiał wrażenie jakby kosztowało go to całą dzienną energię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;a pani, pani Krysiu, też anty święta?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Krystyna kończyła właśnie napełniać kufel z kija i wywracając wzrok, postawiła go na przed nimi na blacie z taką siłą, że aż dziwne, że nie pękł w podstawie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dobrze, już dobrze pani kierowniczko!&lt;/span&gt; - Zdzichu machnął przepraszająco do Krystyny wycierającej wierzchem nadgarstka piane z lewego oka i odwrócił sie z powrotem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wyżej sra jak dupę ma&lt;/span&gt; - szepnął profesorskim tonem, do wycierającego jednorazówką blat Dzidka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wyżej sra...&lt;/span&gt; - nagle zatrzymał sie w pół jakby niemrawo, orientując sie co i przed kim zamierzał powtórzyć... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;no, no, no...&lt;/span&gt; - mruczał patrząc przepraszająco w stronę Krystyny za barem...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;co jest tobie też popuściła szpary?&lt;/span&gt; - krzyknął na całą salę. Był pijany. Na trzeźwo w życiu by sie tak nie odezwał. Bał sie Krystyny - jak wszyscy z resztą - bo w końcu to ona zarządzała zeszytem rozłożeń płatnych w ratach. Dzidek przez dłuższą chwilę wraz całą klientelą wpatrywał się w niego wzrokiem a'la Eastwood. Wszystko ucichło. Zdzich chwycił piwo i odszedł w stronę stolików, chcąc usiąść przy ostatnim niezajętym. Nie zdążył, zarobił centralna fangę i wyłożył sie jak długi na parkiet, licząc gwiazdy. Wyrzucono go "społem". Po chwili wrócił z czerwieniącym sie powoli okiem i krzyknął coś niezrozumiałego w drzwiach. Wyleciał z ryjem obitym jeszcze mocniej - tak jak w "300" Millera - armia na skinienie palca gotowa zginać. W tym przypadku nawet bez skinienia. Najśmieszniejsze, że mógł to być każdy z nich, nie przeszkadzało im to jednak jeszcze raz wyrzucić go przy wtórze dorozumianej aklamacji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Krystyna jednak miała to wszystko w dupie. Przynajmniej udawała. Nawet nie spojrzała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Po pięciu minutach wszystko działo się podobnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nad drzwiami wisiał dzwonek. W takie dni praktycznie nie miał wolnego. Co chwila wchodzili "gracze", potem następni i następni, inni wychodzili regularnie upuścić zalegający mocz pod pobliskie balkony. Cyrkulacja powietrza była niezachwiana, w środku nie zdążyło się nawet zastać. Było i tak zimno. Pomieszczenie ogrzewał jedynie nieszczelny, gazowy piecyk, którego smrodem, po kilkunastu minutach przesiąkało całe ubranie. Smrodem, który nie zawsze chciał schodzić po pierwszym praniu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wszedł Roman, a właściwie wypełnił sobą to miejsce. Był potężny. Ubrany w kraciastą kurtkę z kożuchem wokół szyi i czapkę z nausznikami. Wyglądał jak drwal z Alaski. Kurtka podkreślała krepą budowę ciała i szerokie bary, a za duże rękawiczki, wydłużały optycznie jego ręce do kolan, nadając mu groteskowa, małpia sylwetkę. Co było najcharakterystyczniejsze to wyjątkowo pucułowate policzki - jakby cały czas miał usta pełne kluchów - przez co wszyscy wołali na niego Corleone. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Od wejścia pokazuje palcami, że zamawia dwa, Krystyna zawsze się upewnia, kiedy jest już przy barze, bo Roman 15 lat przepracował lokalnym tartaku i po prawdzie miał juz tylko te wspomniane wcześniej dwa palce. Kciuk i serdeczny, ze świeżym śladem po zdjętej obrączce. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dwa tak?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;uhmm&lt;/span&gt; - /Uhmm było tym co najczęściej padało w tym miejscu. Przebijało z górą nawet klasyczne "kurwa". "Jeszcze raz?" - "Uhmm". "To samo?" - "Uhmm". "Kurwa znowu się puściła?" - "Uhmm". "Na zeszyt?" - "Uhmm" ... Ok, tutaj trzeba było być rentownym. Nie każdy mógł tak uhmmować przed Krystyną./&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Krystyna odkapslowała butelkę i postawiła na serwetce przed nim. Nie zdążyła postawić drugiego, a ostatnim co zostało z pierwszego była piana, która wycierał rękawem z ust.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak święta w Corleone?&lt;/span&gt; - zapytała z autentyczną troską. Była to jedna z nielicznych osób które lubiła.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Roman nie wiedział specjalnie co odpowiedzieć zakreślił ręką koło w powietrzu i wydął bezradnie policzki, uwydatniając je jeszcze bardziej /jeżeli było to w ogóle możliwe/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak to święta...&lt;/span&gt; - odpowiadając w końcu - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kolorowo&lt;/span&gt; - dodał, po chwili reflektując się że mogło to zabrzmieć zbyt na odpierdol&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mój spił się już przed wigilią, rozwalił pół zastawy ustawiając na stole... myślałam ze skurwiela uduszę... jak kolorowo to chyba dobrze...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;niezupełnie&lt;/span&gt; - roztarł zimne policzki, przysuwając się w stronę piecyka - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wracałem z roboty. klasycznie. zielono, żółto, czerwono, a potem już tylko niebiesko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ile?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;niecały promil...&lt;/span&gt; - odpowiedział, powstrzymując pięścią nadchodzący bek po piwie. Krystyna poklepała go współczująco po ramieniu i odeszła dalej nalewać. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zebrała się już spora kolejka, odliczająca właśnie grosz od grosza. Widać było, że sporo im brakuje &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Władek!&lt;/span&gt; - powiedział jeden z nich - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zrób tak, żeby było dobrze!&lt;/span&gt; - i wypchnął jednego z nich w kierunku spodziewającej się zaraz padnących słów Krystyny za barem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Pewnie, że najlepiej jak jest dobrze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Stolik w cieniu, koło zbierającego kurz fikusa jest zawsze zajęty. Zwykle przez Mariana, odwróconego do wszystkich plecami. Marian ajkejej Śmieć-Men. Jedyne czego nienawidził to pastwienia się nad oparami z dna. Potrafił powtórzyć to po kilka razy w ciągu dnia. Był strasznym nudziarzem, nikt go nie lubił... Chyba, że jego matka dostała akurat rente. Podchodził właśnie do lady. Z kieszeni udało mu się wysupłać na prawie całe piwo. Niewiele brakowało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;40 groszy Antek.&lt;/span&gt; - zwrócił się błagalnym tonem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;spierdalaj&lt;/span&gt; - uciął Antek i odwrócił się z powrotem do baru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Romuś&lt;/span&gt; - tu już bez większej nadziei.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;nalej mu&lt;/span&gt; - powiedział Roman, patrząc na cycki Krystyny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;życie mi ratujesz&lt;/span&gt; - wykrztusił, prawie płacząc ze wzruszenia - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jestem twoim dłużnikiem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ale bierz to i spierdalaj&lt;/span&gt; - dodał Roman, kiedy zobaczył jak ten zaczynał rozsiadać się obok niego. Wszyscy mieli tu podstawowe instynkty. Wyczuwali gdy ktoś był przy sianie, jak krwawiącą zwierzynę, dosłowniej - jak rekiny krew.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;skurwysyny ... &lt;/span&gt;- westchnął Corleone... kiedy spojrzał na swoje podbite oko w lustrze za barem. Jego twarz była niemniej szorstka, niż głos - przypominała papier ścierny. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wszyscy to skurwysyny. Nie inaczej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W tivi nadali wiadomości. Krystyna podbiła dźwięk. Po menelni rozeszło się buczenie i pojedyncze dźwięki około-werbalnego protestu. Na ekranie pojawił sie kolejny polityk, z czerwoną twarzą i tętniącą żyłą na szyi. Krystyna lubiła wiedzieć "Co się dzieje w wielkim świecie?" oglądała co wieczór wiadomości i czytała gazety wygrzebane przez Mariana ze śmietników. Jako jedyna tutaj glosowała. Jako jedyna wiedziała co to kohabitacja i impiczment, ale jej życie niewiele różniło się poza tym od życia kogokolwiek komu kiedykolwiek odkapslowała albo od czasu do czasu dodatkowo wzbogaciła piwo.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; Bo u Krystyny wszystko było jasne, ale kiedy wracała do domu nocą nic już takie nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy chyba dopiłem piwo i wyszedłem. Polityki - widzisz - nienawidzę, bardziej niż kurew.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;_____________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Don't Try!".&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5111726660213575028?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5111726660213575028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5111726660213575028' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5111726660213575028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5111726660213575028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2009/01/u-krystyny.html' title='U Krystyny'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-401298320664832867</id><published>2008-12-25T20:30:00.002Z</published><updated>2008-12-25T20:31:18.311Z</updated><title type='text'>'44</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: trebuchet ms;"&gt;To było wyjątkowo upalne lato; mimo końcówki ostatniej dekady września nie zamierzało ustąpić. Słońce niestrudzenie rozlewało się po strapionych elewacjach budynków, osmolonych gzymsach i wyszczerbionych zabytkowych zwornikach, krzesząc z nich ostatnie tchnienie przemijającego piękna, pomagając stać się jaśniejszymi i choć mniej zimnymi. Ulica była pusta i ogłuszona szarym popiołem, otulającym ją niby kobiercem śniegu - równie dobrze mogła być cmentarną aleją. Spalony - teraz popielaty - tramwaj, leżący przy dawnej aptece był tym samym, którym jeździł do gimnazjum na Myśliwieckiej. W pustych oczach błyskała myśl o tym, że kiedy wracał z niego do domu w maju ‘39, przy wtórze szumu śliwowicy w głowie, po zdanej maturze - przeżywał “tą” najszczęśliwszą chwilę. Nienaturalnie nagie drzewa, jakby ciągle w oszołomieniu, zdawały się kierować rachityczne, poranione konary ku niebu, przywodząc na myśl sylwetki skupionych pątników. Wygięte w absurdalnych pozach uliczne latarnie, pochylone ku zachodowi, kłaniały się niezbyt wdzięcznie przejeżdżającym z rzadka szarym, benzynowym ciężarówkom wiozącym żołnierzy w dwuczęściowych maskach przeciw gazowych, burząc zastałe skupienie. Powietrze było parne, ubranie kleiło się do skóry niczym gaza. Już Od jakiegoś tygodnia jasno było przez całą dobę, łuny ognia trawiły kolejne dzielnice, niebezpiecznie zbliżając się do ich przyczółka. Wszystko przesiąkło spalenizną zachłannego dymu, coraz częstsze spazmy dopadały ich płuca. W prawej kieszeni na piersi nosił jeszcze zeszłotygodniowy przydział Phillip Morrisów ze zrzutów, zastanawiając się czy kiedykolwiek nabierze jeszcze na nie ochoty. Nie odwrócił się, by spojrzeć na buchający ogień, zaczynający trawić kolejny budynek - oczy bolały go od nadmiaru światła. Właściwie ten blask nad horyzontem w innych okolicznościach mógłby wydać się zdumiewającym - zdeformowany nieustannymi bombardowaniami, tracący powoli pierwotny kształt, budynek Prudentialu ciągle mógł budzić zachwyt, a niewyobrażalny żar zniekształcający widok na dalsze dzielnice, deformował obraz jak krzywe zwierciadła luster, w niewyobrażalnej skali. W innych okolicznościach, ale nie w cieniu godziny “W”.&lt;/p&gt; &lt;p style="font-family: trebuchet ms;"&gt;____&lt;/p&gt; &lt;p style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Czata 49. Po przebiciu do śródmieścia, została ich tylko garstka. Zbudowali barykadę w ślepej uliczce na Wilczej, z zamiarem bronienia się do końca. Nie minęły dwa dni, kiedy Goliat rozbił ich oddział. Próbowali oczywiście przestrzelić kabel, ale po kilkunastu strzałach zabrakło im amunicji, a zaporowy ogień Niemców uniemożliwił im jakąkolwiek drogę ucieczki. Eksplozje przeżyło tylko dwóch. Nazwijmy ich “M” i “P”. Po zakończeniu walk ukryli się w wieży starego kościoła na Chmielnej.&lt;/p&gt; &lt;p style="font-family: trebuchet ms;"&gt;____&lt;/p&gt; &lt;p style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Obmacał kieszenie w nadziei znalezienia resztki niedojedzonych sucharów. Najpierw bluzę, potem spodnie. Nic nie znajdując, chwycił za brezentowy chlebak i po chwili z wymownym uśmiechem wygrzebał z niego puszkę zakonserwowanego, ciemnego chleba. Był twardy, ale jeszcze świeży. Macając dno torby, wyczuł ponad to walające się po nim dwa kawałki żelaza. Jeden z nich okazał się wystrzelonym pociskiem Mausera.&lt;br /&gt;- Co ty ze sobą targasz? Jak dziecko!&lt;br /&gt;- To jeszcze z początków powstania… Pamiątka po jednym “gołębiarzu”.&lt;br /&gt;- I Co z nim?&lt;br /&gt;- Zagubiony pocisk. Zniknął z całą kondygnacją.&lt;br /&gt;- Nooo…- A to? -/pokazał mu obracając powoli miedzy palcami kawałek żelaza z ostrymi końcami/&lt;br /&gt;- Odłamek. Granat na Woli. Niedługo przed przebiciem do Śródmieścia -/podwinął lewy rękaw Tarnjacke pokazując okazałą bliznę na przedramieniu , wyraźnie do końca jeszcze nie zagojoną/ - Na szczęście -/powiedział zdejmując odłamek z jego dłoni i i chowając z powrotem do chlebaka./&lt;br /&gt;- Wiesz. Dobrze, że pancernym nie dostałeś, bo mógłbyś nie udźwignąć. -/powiedział pod koniec nie mogąc już powstrzymać się od wybuchu spazmatycznego śmiechu. Ten przyłączył się zaraz po nim. /&lt;/p&gt;&lt;p style="font-family: trebuchet ms;"&gt;16.XII.08&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="font-family: trebuchet ms;"&gt;&lt;a title="Dj Shadow - Blood on the Motorway" href="http://pl.youtube.com/watch?v=_5OGk9N8Y5s" target="_blank"&gt;Dj Shadow - Blood on the Motorway&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-401298320664832867?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/401298320664832867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=401298320664832867' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/401298320664832867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/401298320664832867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/12/to-byo-wyjtkowo-upalne-lato-mimo-kocwki.html' title='&apos;44'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-288291335502748733</id><published>2008-12-25T20:29:00.002Z</published><updated>2008-12-25T20:30:24.531Z</updated><title type='text'>©</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: trebuchet ms;" class="snap_preview"&gt;&lt;p&gt;Postawiła bosą stopę na rdzawo brązowej mekacie, kupionej zeszłego roku w Maroku, kiedy to zauroczona wyszytą ręcznym ściegiem złotych nici, sceną przedstawiającą oazę Nomadów z okresu, gdy stopy Mahometa stemplowały jeszcze spalone słońcem, wschodnie ziemie, stwierdziła, że jest tak unikalną, iż - jak później relacjonowała - jakiekolwiek inny kobierzec można nazwać w konfrontacji z nim, co najwyżej fastrygą. Szelest jej szyfonowej sukni, w miętowym odcieniu, zdawał się być reminiscencją brzmienia przeczesanego jesienią drzewostanu kasztanowca poddanego niejednostajnemu, jakby pozbawionemu zdecydowania oddechu wiatru, szum ten w przeciwieństwie do niego wydawał się być nieco bardziej stłumiony, gładki i niósł z sobą rysy hipnotyzującej eteryczności. Chwytając za poły sukni i niosąc ją zadartą do góry, ominęła niezauważenie mężczyznę siedzącego do niej tyłem, który w zabytkowym fotelu obitym w jasno zielonkawy welur, w skupieniu studiował dodatek dziennika z doniesieniami giełdowymi. Pod sufitem unosił się gęsty, zawiesisty dym wypływający z rozżażonego cygara między jego palcami, z których jeden uzbrojony był w złoty sygnet z wygrawerowanymi gotyckim pismem inicjałami. Mimo zamknięcia za sobą drzwi gabinetu, próbowała rozrzedzić drażniące powietrze wachlarzem z kości słoniowej. Odkąd udało jej się przezwyciężyć koklusz, przywiedziony za sobą z Afryki, tytoniowy dym irytował ją coraz mocniej. Siadając przy sekretarzyku, zdążyła skinieniem palca przywołać majordoma, który bez słowa podszedł do niej z kieliszkiem wermutu na tacy. Spojrzała na jego wyżłobioną czasem twarz o hebanowym odcieniu.  Twarz, do której dawno się przyzwyczaiła i być może, dlatego tak rzadko się w niej przeglądała. Na swój sposób mogłaby być piękną gdyby nie oczy, które celowały przed siebie, były całkowicie przezroczyste, bez jakiegokolwiek wyrazu, stracenie puste. Dziękując mu odesłała go z powrotem tym samym gestem, którym go przywołała. Zamoczyła pióro w kałamarzu i zaczęła: “Postawiła bosą stopę na rdzawo brązowej mekacie…”&lt;br /&gt;Lubiła swoje życie.&lt;/p&gt;6.XII.08&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;a title="Aesop Rock - None Shall Pass" href="http://pl.youtube.com/watch?v=l1u43KDiWD0" target="_blank"&gt;Aesop Rock - None Shall Pass&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-288291335502748733?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/288291335502748733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=288291335502748733' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/288291335502748733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/288291335502748733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/12/postawia-bos-stop-na-rdzawo-brzowej.html' title='©'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2823232322766432802</id><published>2008-12-25T20:28:00.003Z</published><updated>2008-12-25T20:31:30.696Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Wierzył w zbyt wiele, ale to sztuka niechcenia go zniszczyła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Miał jedna z tych twarzy, które podprogowo budzą irytacje i automatyczny brak sympatii, niektórzy noszą takie piętno. Nie można się go pozbyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Któregoś dnia na spacerze spuścił psa ze smyczy, stwierdzając, że każdy jest stworzony by być wolnym. Od tego czasu zawsze już był sam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Któregoś wieczoru znudzony somnambulicznym skakaniem z kanału na kanał, wyszedł z domu, mając zamiar iść po prostu przed siebie, spotkać ludzi, znaleźć miłość, uchwycić sens.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Tak zwykle zaczynały się filmy drogi.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2823232322766432802?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2823232322766432802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2823232322766432802' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2823232322766432802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2823232322766432802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/12/wierzy-w-zbyt-wiele-ale-to-sztuka.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5921783071001690001</id><published>2008-12-25T20:28:00.002Z</published><updated>2008-12-25T20:29:17.846Z</updated><title type='text'>La Passión</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: trebuchet ms;" class="snap_preview"&gt;&lt;p&gt;Podmuch orzeźwiającego scirocco roztańczył plisy jej czarno - białej sukienki z żorżety, uwydatniając smukłość sylwetki. Zachęcająca woń popołudniowego, letniego powietrza Barcelony otuliła całe pomieszczenie, rozmywając przyjemny, lecz już lekko nazbyt intensywny zapach terpenyny, zastępując go aromatem pyłków rozkwitających o tej porze korkowych dębów, które tak licznie i wdzięcznie porosły róg ulic &lt;em&gt;Passeig de Grácia&lt;/em&gt; i &lt;em&gt;Provença&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Pilár zmrużyła oczy rozkoszując się przyjemną monotonią gwaru ulicy, przepełnionego tętętem podkutych , końskich kopyt i rozpływającym się w górującym nad nimi popiskiwaniu rybitw, nawoływań ulicznych sprzedawców cytrusów. Jej twarz z wolna zastygała, uwydatniając kredowy odcień jej cery, sprawiającej wrażenie całkowicie niedostępnej dla jakiegokolwiek promienia słońca. Była to jedna z tych twarzy, która mimo łagodności rysów, nosiła w sobie cień niedostępnej nikomu tajemnicy.&lt;br /&gt;Ramón odetchnął, była to sekwencja tych kilku chwil, dzięki którym mógł bezwstydnie ślizgać się wzrokiem po jej ciele. Mimo, że pracował nad jej portretem od kilku dni, jego zwyczajną śmiałość, burzyła bezpośredniość jej naturalnej, europejskiej sensualności, nienoszącej w sobie jakiegokolwiek śladu wyuzdania.&lt;br /&gt;Przyjmował podobne zlecenia od kilku miesięcy, kiedy to mimo dobrych recenzji jego ostatni wernisaż , przyniósł finansową porażkę. Nie był w stanie pogodzić się z myślą, iż impresjonizm - czy jak go wolał nazywać w swoim przypadku: postimpresjonizm - odszedł bezpowrotnie w kierunku annałów historii, za zasłoną braku emocji. Nie mógł na równi konkurować z będącymi na fali Miró czy pracami kubistów, ale też zaciekle trzymał się myśli, że wielki artysta - a za takiego sie uważał - jest ponadczasowy i to on tworzy trendy. Przez ostatnich kilka miesięcy jednak zdążył pożegnać się z tym pomysłem. Zdecydował się powrócić do zdecydowanie łatwiejszej, minimalistycznej kreski, żywych kolorów i prostszych form, taka sztuka, może i nie była w nurcie awangardy, ale zawsze pozostanie ponadczasową i co najważniejsze - wypłacalną.&lt;br /&gt;Pilár z zamyślenia wyrwało mlaśnięcie pszczoły, która rozbiła się o szybę, przecinając smużką niepokoju zastałą ciszę. Otwierając oczy, uchwyciła wzrok Ramóna, który przepełniony zmieszaniem skrył się automatycznie za ścianę płótna, niczym dziecko, któremu przetrącono ręce w momencie, kiedy sięgał po coś zakazanego w jego wieku. Uśmiechnęła się do siebie, tuląc podbródek do piersi i zakładając nogę na nogę, schyliła się ku stolikowi z kutego żelaza i chwyciła nóżkę kieliszka z martini, kołysząc nim delikatnie dookoła, by trunek zwilżył suche ścianki naczynia. Refleks słońca odbitego w jego rancie, błysnął po hebanowym blacie, na którym stał tylko kandelabr i i ołowiana, kubańska popielniczka z trzema niedopałkami ze śladami rubinowej szminki na ustniku.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Seniór. -&lt;/em&gt; wydobyła z suchych ust, natychmiast zwilżając je resztką martini. - &lt;em&gt; Jest pan przecież profesjonalistą.&lt;/em&gt; - dodała rozgryzając ostatnią  oliwkę z wykałaczki, patrząc mu w oczy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;21.XI.08&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p&gt;&lt;a title="The Ecstasy Of Saint Theresa - Fluidum" href="http://pl.youtube.com/watch?v=69PCTliwNSo" target="_blank"&gt;The Ecstasy Of Saint Theresa - Fluidum&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5921783071001690001?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5921783071001690001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5921783071001690001' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5921783071001690001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5921783071001690001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/12/la-passin.html' title='La Passión'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7843612650119730767</id><published>2008-12-25T20:27:00.004Z</published><updated>2008-12-25T20:45:00.427Z</updated><title type='text'>Is this darkness in you, too?</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Po ulicach ściga mnie cień tego miasta. Po karku smaga mnie jego nerwowy oddech. Jest przerażająco chłodny. Czasem wydaje mi się, ze nigdy od niego nie ucieknę. Znam każdy jego centymetr, ulice, bramy, ślepe zaułki. Nie nosi w sobie jakiejkolwiek tajemnicy. Nigdzie nie jest tak samo, ale gdzie indziej też chyba nie ma żadnej różnicy. Wszędzie spotykam te same tynki, ten sam chłód, tych samych meneli. Każdy z nich ma tę sama opowieść, Każdy z nich był znajomym Himilsbacha i Riedla, za każdego z nich płacze ta sama wódka. Różnice to tylko uwagi na marginesach, wszystkie spisane czerwonym długopisem, bo momentami trudno je odczytać. Wszędzie ludzie zadają te same pytania i wszędzie mają takie same odpowiedzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Popycham okulary do nasady nosa, chociaż wolałbym widzieć mniej ostrości. Trudno w to uwierzyć ale czasem wierze w jakieś ukryte znaczenie w tym wszystkim, są czasem takie dni; pół tonu jaśniejsze. Jak u Morrisona - dzień przeciw dniu, noc przeciw nocy, obroża przeciw pchłom. Gubię sens. Odbieram sprzeczne sygnały. Mijam kościoły, czasem myślę, że świat istnieje tylko dlatego, że Bóg ma jeszcze resztki sił podtrzymywać z nami rozmowę i powoli zaczyna dojrzewać w nas fantomy, które łudzą się, ze trzymają świat za jaja.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gaszę peta o podeszwę, spluwam resztkami oskrzeli na asfalt i ruszam dalej. Gonią mnie infradźwięki formy, braku pomysłów, chęć rzucenia wszystkiego na lepsze czasy. Wiesz: nie mój cyrk nie moje małpy, ale póki co…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;06.XI.08&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7843612650119730767?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7843612650119730767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7843612650119730767' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7843612650119730767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7843612650119730767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/12/is-this-darkness-in-you-too_25.html' title='Is this darkness in you, too?'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4403965873641101798</id><published>2008-12-25T20:25:00.003Z</published><updated>2008-12-25T20:44:17.252Z</updated><title type='text'>And if you don’t like it I dare you to get excited</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Otwórz właz i zejdź stopień po stopniu w otchłań pierwszego zdania reszty mojego życia. Into Default City.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Tunel już jest, ale światła jeszcze nie ma, wiesz przecież, że “gdy duch słabnie, pojawia się forma”. Poprzednie posty pokryły się jej patyną i jak wszytko inne skończyły sie na “Kill’em all”. Pieprzyć to.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Rozejrzyj się po budynkach zbudowanych z fraz i interpunkcji. Pierwszorzędne rzeczy z drugiej ręki czy drugorzędny asortyment z pierwszej? Bez obaw, do tego jeszcze dojdziemy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Default City to właśnie ten stan ducha, jak Nowy Jork Allena, jak Gotham w uniwersum DC. So welcome to Goddamned City, wytrzyj pot z czoła i przejdź kilka przecznic dalej; bez ciśnień, najwyżej po paru postach zawrócisz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;I nie pękaj, to miasto też ma swojego superbohatera.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;26.X.08&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4403965873641101798?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4403965873641101798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4403965873641101798' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4403965873641101798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4403965873641101798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/12/and-if-you-dont-like-it-i-dare-you-to.html' title='And if you don’t like it I dare you to get excited'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5347641102227659362</id><published>2008-11-07T18:55:00.005Z</published><updated>2008-11-08T11:23:17.651Z</updated><title type='text'>Here we come, straight from the slums</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Ostatni raz spotkałem ją na tym rogu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;To była jedno z tych części tego miasta , które nigdy nie śpi.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; Wiesz, to jest jedna z tych historii, które relacjonujesz  stosując metodę cut'n'paste. Nigdy nie ma jednej prawdy, choć poza wszystkim istnieje tylko ona. Zobaczyłem ją zza zaparowanej szyby taksówki. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Była w obcisłych dżinsach i rozciągniętym swetrze. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Krzyknąłem do faceta za kółkiem, informując go, że wysiadam. Mimo, że znaliśmy się tylko 10,80$, czułem do niego podprogową sympatię. Jego twarz pokrywała chropowata swojska cera, przez która pewnie nie lubił być fotografowany i miał miły zwyczaj nie atakowania pasażerów niepotrzebnymi zdaniami. Zapłaciłem mu dwudziestką i wyszedłem bez słowa. To była ostatnia rzecz jaką pamiętam...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;We wzburzeniu wypominam sobie brak papierosów, akurat teraz musiałem je rzucić. Spluwam krwią na asfalt, pozostawiając go niewzruszonym, skurwiel chyba widział już wszystko; nie przestając przeklinać losu chowam ręce w kieszeni i&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; ruszam w kierunku jądra nocy, studząc drżenie rąk zabawą kluczem. Miasto nigdy nie śpi. Jest czymś więcej niż spółdzielnią potrzaskanych marzeń, ale czymś mniej niż snem. Jakiekolwiek apoteozy miejsc były dla mnie zawsze czymś żałosnym. To tylko preferencje. Beton i asfalt zawsze zostanie tylko betonem i asfaltem, bez nadbudowy, bez nadziei, wiary, pieniędzy i miłości... bez miłości.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;/z pasterskim pozdrowieniem/&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5347641102227659362?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5347641102227659362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5347641102227659362' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5347641102227659362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5347641102227659362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/11/here-we-come-straight-from-slums.html' title='Here we come, straight from the slums'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2646281681853920933</id><published>2008-08-29T20:17:00.002+01:00</published><updated>2008-11-11T23:22:07.744Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Skupił się w mapie popękanych naczyń gałek ocznych odbitych w zaparowanym szkle lustra. Zmęczony, zsiniały,... Wypluty. Wykastrowany ostatnim tygodniem, pełnym Jim Beam'a, koksu i dziewczyn na skinienie palca. Sława przyszła nagle, wraz z ciężkim hajsem za serie reklamówek w tivi, zabierając więcej niż 15 minut z życia. Warhol sie mylił.&lt;br /&gt;Przez ramię zauważył nagą dziewczynę, wyraźnie o połowę młodszą, ze  sklejonymi potem włosami. Budziła się widocznie od kilku minut, wracając z tripu, w który mogła wyruszyć najwcześniej wczoraj.&lt;br /&gt;Starał sobie przypomnieć wczorajszy wieczór, który zaserwował mu pulsujący ból głowy. Widocznie kolejny dzień wliczył w koszta.&lt;br /&gt;W dowodzie ma Henryk Zając i zasłynął panczlajnem "od 20 lat naprawiam pralki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Verve - [Fourth # 02] Love is noise&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2646281681853920933?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2646281681853920933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2646281681853920933' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2646281681853920933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2646281681853920933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/08/skupi-si-w-mapie-popkanych-naczy-gaek.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3297386575941896115</id><published>2008-08-21T16:58:00.005+01:00</published><updated>2008-11-11T23:22:22.789Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czekałem na piętnastkę, myśląc o katakumbach &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:trebuchet ms;" &gt;Kaum asz-Szukafa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;, kiedy pojawił sie ten facet. Z marszu zapytał mnie o to czy 47 latek może mieć dzieci, by zaraz zadać pytanie o datę bitwy pod Grunwaldem. Na samym końcu doszedł do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:trebuchet ms;" &gt;"Czym jest człowiek"&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; ?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;A tak w ogóle, mnie zatkało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3297386575941896115?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3297386575941896115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3297386575941896115' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3297386575941896115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3297386575941896115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/08/we-got-stones-and-bottles-filled-with.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1070279537053789893</id><published>2008-07-27T19:42:00.002+01:00</published><updated>2008-11-11T23:20:11.669Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: trebuchet ms;"&gt;Zaciągam się brzmieniem twoich lędźwi jak dymem najdroższego Cohiba. Jesteś moim "wszystko", kiedy dotykam twoich łopatek tańcząc w oparach antresoli.  Choruję na ciebie od zawsze, ścierając pot z czoła i studząc rozkasłane przyzwyczajenia. Chowam w kieszeni pamięci na wieczne nieoddanie. I Belong To You. Czytałem Cię z pamięci, kiedy jeszcze Cię nie było.&lt;br /&gt;Twoja cipka smakuje dzisiaj nieskończonością.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1070279537053789893?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1070279537053789893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1070279537053789893' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1070279537053789893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1070279537053789893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/07/zacigam-si-brzmieniem-twoich-ldwi-jak.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5364320531536928794</id><published>2008-07-13T22:31:00.003+01:00</published><updated>2008-11-11T23:20:41.931Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;QWERTYUIOPASDFGHJKLZXCVBNM.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Wszystko już było.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5364320531536928794?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5364320531536928794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5364320531536928794' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5364320531536928794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5364320531536928794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/07/qwertyuiopasdfghjklzxcvbnm.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3991697746672327722</id><published>2008-07-03T21:18:00.004+01:00</published><updated>2008-11-11T23:20:55.953Z</updated><title type='text'>yo, sit back, relax and smell the roses</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Coraz więcej palę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Odkasłuje rzężącymi oskrzelami w sam środek płóciennej chusteczki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Dalej palę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Potrzebuje więcej czasu by zasnąć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Palę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Coraz częściej spotykam ją.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Palimy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Anorektyczna sylwetka, szpilki od Prady i spory kawałek platyny na nadgarstku. Wrażenie odwrotnie proporcjonalne do mojego przenicowanego garnituru.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;One Track Mind.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Rozumiesz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Rzuciliśmy palenie, ale mimo to coraz częściej odwiedzamy cmentarze.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3991697746672327722?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3991697746672327722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3991697746672327722' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3991697746672327722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3991697746672327722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/07/yo-sit-back-relax-and-smell-roses.html' title='yo, sit back, relax and smell the roses'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-619731799475314365</id><published>2008-05-17T17:52:00.006Z</published><updated>2008-11-11T23:22:42.118Z</updated><title type='text'>Come to where the cancer is</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zapałką przypalam szwajcarską edycję Marlboro. Czytam w chmurze dymu rozlewającego sie po suficie jak stłuczona szklanka z niedokończonym, najdroższym drinkiem, pozostawiając cię z uczuciem niedosytu. Czuje piasek miedzy palcami. Ludzie często zwykli mówić, że ulatuje z nich życie; moje ulatuje czasem po 30 razy dziennie. Podobno każdy z Marlboro Man'ów zmarł na to samo co Steve McQueen, z tą jedynie różnicą, że szyld Marlboro brzmi nieco lepiej niż Viceroy. Podobno ostatnim tchnieniem Bogart wykrztusił: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:trebuchet ms;" &gt;I should never have switched from Scotch to Martinis&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;. Ale mnie zawsze ciekawiło, co było później?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Następnego odpalam od Firefoxa. Wikipedia brzmi złowrogo przed wizytą u pulmonologa z trzema rentgenami w ręku. /.../ Dwudziestego zapalam dopiero po wizycie. I wiesz? Wydaje mi się, że po tej śmierci, jego cygaro po prostu spadło na pościel. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:trebuchet ms;" &gt;'Little Differences'&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;, tyle, że ja narazie tylko pretenduje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Życie bywa zabawne. Jezus o tym mówił.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Marlboro Theme&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-619731799475314365?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/619731799475314365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=619731799475314365' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/619731799475314365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/619731799475314365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/05/come-to-where-cancer-is.html' title='Come to where the cancer is'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-9008605909816881857</id><published>2008-05-12T18:51:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:22:56.613Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: trebuchet ms;"&gt;"My mother had an abortion for the wrong child."&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-9008605909816881857?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/9008605909816881857/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=9008605909816881857' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/9008605909816881857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/9008605909816881857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/05/my-mother-had-abortion-for-wrong-child.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3394496953592627658</id><published>2008-05-05T12:07:00.012Z</published><updated>2008-11-11T23:24:50.725Z</updated><title type='text'>Arm-in-arm down Burgundy, a bottle and my friends and me. New Orleans, I'll be there.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Szedł pod rękę z burbonem Bulwarem zachodzącego słońca, o wschodzie, kiedy mewy popiskują w takt basowego szumu morskiej bryzy, tworząc doskonałą harmonie spływającą z małżowin do bębenków. -,-,-,-,-, ... jak monotonia sklejająca powieki zbyt mocnym światłem słońca. Przebudził się nieco wcześniej niż zwykle, nieco wcześniej niż zwykle odwiedził też Liquor Store; nieco wcześniej niż zwykle w takich przypadkach stwierdził, że nie może żyć bez burbonu. Miał jeszcze ją. Wcześniej podobno był jeszcze Old Smuggler.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/- Nie masz pieniędzy, wyrzucili cię ze szkoły, nie masz pracy, ...&lt;br /&gt;- mam ciebie...&lt;br /&gt;- ... ale ja nie mam nic.../&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------NIC--------&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-family: trebuchet ms;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SB74zdg8PLI/AAAAAAAAAKg/DxWTHoYSiGc/s1600-h/sunset1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SB74zdg8PLI/AAAAAAAAAKg/DxWTHoYSiGc/s400/sunset1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196864583011941554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;unconditional love? weź to wypluj!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right; font-family: trebuchet ms;"&gt;  with love, peace &amp;amp; empathy&lt;br /&gt;"Ten, Który Nigdy Nie Żył'&lt;br /&gt;/nie mylić z Żebrowskim!/&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Michael Cera And Ellen Page - [Juno OST #19] Anyone Else But You&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3394496953592627658?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3394496953592627658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3394496953592627658' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3394496953592627658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3394496953592627658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/05/szed-za-rk-z-burbonem-bulwarem.html' title='Arm-in-arm down Burgundy, a bottle and my friends and me. New Orleans, I&apos;ll be there.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SB74zdg8PLI/AAAAAAAAAKg/DxWTHoYSiGc/s72-c/sunset1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3039724259501342485</id><published>2008-05-05T11:37:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:24:08.532Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Nasze riffy się zdezaktualizowały.&lt;br /&gt;Natalie Portman przestała przychodzić na nasze koncerty.&lt;br /&gt;Spinal Tap - Alternative Story.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno na mieście liczą się już tylko oni.&lt;br /&gt;Ich; potrójna platyna ze ściągnieć z hołpejdżu,&lt;br /&gt;Madison Square Garden, nieletnie groupies, ...&lt;br /&gt;Meet: Spinal Tap - The Same old Story.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scarlett Johansson - [ Anywhere I Lay My Head #03] Falling Down&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3039724259501342485?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3039724259501342485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3039724259501342485' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3039724259501342485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3039724259501342485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/05/nasze-riffy-si-zdezaktualizoway.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3094691213530548680</id><published>2008-04-28T10:13:00.005Z</published><updated>2008-11-11T23:24:22.367Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Chodzi po nas bruk. Gryzą nas andruty.&lt;br /&gt;Rozpływamy się im w ustach,&lt;br /&gt;nasłuchując okiem,&lt;br /&gt;leżącym odwróconym krzyżem.&lt;br /&gt;Słyszysz?&lt;br /&gt;Jesteśmy najbardziej stajlisz,&lt;br /&gt;od czasów łazanek z kompotem;&lt;br /&gt;Bo kiedy mówiłem o Bogu,&lt;br /&gt;paznokcie obgryzły ci zęby,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/ciągniesz teraz nieziemsko,&lt;br /&gt;kiedy zamykam licznik na 190./&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2Tall Presents Dudley Perkins &amp;amp; Georgia Anne Muldrow - [Beautiful Mindz #05] A Beautiful Mind&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3094691213530548680?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3094691213530548680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3094691213530548680' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3094691213530548680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3094691213530548680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/papieros-z-dymu.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7757038438018798544</id><published>2008-04-25T15:03:00.008Z</published><updated>2008-11-11T23:25:23.276Z</updated><title type='text'>I can't stop. I want not.</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Mauricio i Maria leżą na jedwabnej czerwonej pościeli. Mauricio głaszcze ją po udzie. Są zmęczeni. Ona przytula się do niego i patrząc w nieokresloną dal mówi półgłosem:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Maria: Chcę, żeby zawsze juz tak było, obiecaj, ze będzie...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Mauricio: Obiecuję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Maria: Wiedz że już wszystko ci wybaczyłam... te wszystkie zdrady... Francheska, Luiza, mój ojciec, Facundo Arana... Nie chcę żeby cokolwiek nas juz podzieliło.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Zaciemnienie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Kamera się oddala.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;W tle Piosenka Natalii Oreiro.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Koniec odcinka 32145 i ostatniego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Porucznik Zubrzycki próbował pod płaszczem zapalić Carmena. Czterdziestego tego wieczoru. Spojrzał przeciągle na radziecki zegarek. Zbliżała sie 22, za chwile na terenie całego miasta miała zacząć się godzina milicyjna. Żar papierosa pulsował tempem stroboskopu, przed chwilą wraz z kapitanem MO z sąsiedniej komendy ujęli najgłośniejszego burżuja na Pradze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;"Lt Zubrzycki's Lonely Hearts Band Club"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;... Powieść milicyjna właśnie umarła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a style="font-family: trebuchet ms;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SBH3DNg8PKI/AAAAAAAAAKY/jXf5WTSE8cw/s1600-h/rising.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SBH3DNg8PKI/AAAAAAAAAKY/jXf5WTSE8cw/s400/rising.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193203479874387106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;"Yo yo, it's the R to the, double-O to the, T-S an' yo"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;"Hey you listeners, stop what you're doin and set it in motion, it's the next movement"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Legendary Roots Crew- Rising Down /Ale mogło być lepiej nie?/&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7757038438018798544?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7757038438018798544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7757038438018798544' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7757038438018798544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7757038438018798544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/i-cant-stop-i-want-not.html' title='I can&apos;t stop. I want not.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/SBH3DNg8PKI/AAAAAAAAAKY/jXf5WTSE8cw/s72-c/rising.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7052322473223963282</id><published>2008-04-21T16:13:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:25:36.152Z</updated><title type='text'>Think Twice Haiku</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Komara można zabić tylko z zimną krwią.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7052322473223963282?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7052322473223963282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7052322473223963282' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7052322473223963282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7052322473223963282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/think-twice-haiku.html' title='Think Twice Haiku'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4371649990355922695</id><published>2008-04-19T12:03:00.004Z</published><updated>2008-11-11T23:25:44.388Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Założył stanik na lewą stronę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Wreszcie odkrył w sobie mężczyznę.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4371649990355922695?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4371649990355922695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4371649990355922695' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4371649990355922695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4371649990355922695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/zaoy-dzisiaj-stanik-na-drug-stron.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1637810513696696288</id><published>2008-04-18T22:35:00.008Z</published><updated>2008-11-11T23:25:54.253Z</updated><title type='text'>When Someone Great is Gone</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Nie był typem intelektualisty, chyba częściej niż biblie czytał złote mysli na popękanych kafelkach wucetów.  Podobno gdzieś pracował, ale trudno powiedzieć gdzie. Po godzinach kupował pierwsze edycje  niskonakładowych singli puszczanych na rynek. Podobno miał tego całą piwnicę. Mówił, że kolekcjonuje przyszłą fortunę. Nie przestał nawet wtedy kiedy okazało się, że po dziesięciu latach są warte najwyżej jedną dziesiątą tego co na nie wydał. Załamał się dopiero kiedy przeczytał w National Georafic, że kompakty rozkładają po 25 latach. Przestał kupować single i przestał kupować National Geografic.&lt;br /&gt;Jego dziewczyna - chyba Natalia - była tlenioną blondynką, średnio ładną i średnio zadbaną, na pierwszy rzut oka wyglądała na kogoś kto na pulpicie może mieć tapetę z Maćkiem Zakościelnym, prowadzi fan bloga Kryminalnych i słucha radia Eska w winampie, ale w bliższym kontakcie sprawiała wrażenie nawet inteligentnej, podobno miała za sobą całego Kunderę i otarła się o licencjat z administracji. Kiedy odeszła wywietrzył tylko pokój, zebrał jej włosy z grzebienia i odkapslował ciepłego lagera.&lt;br /&gt;Jego buty miały chyba  wbudowany szperacz gówien. Wybierały je czasem z dokładnością dziesięciu trafień na dziesięć. Z początku ogarniały go eksplozje wkurwienia, ale później doszedł chyba do wniosku, że na pewne rzeczy nie ma się wpływu i przestał nawet zwracać na to uwagę, jak na przekręcone nazwisko w gazecie.&lt;br /&gt;Wszystkie jego rozmowy o prace kończyły się dyplomatycznym, znaczącym tyle co pasożytujące na jego podeszwach psie gówna: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Zadzwonimy do pana"&lt;/span&gt;. Odbierał brzmienia słów, pomijanie  wartości znaczeń i kontekstów, wychodził zatrzaskując za soba drzwi - spokojnie -  jakby zgniatał  wpijającego się w szyję komara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odtwarzał szczęście w spauzowanej stopklatce myśli. Skadrowane i uczesane przez czas, jak  miejsce dorastania. Żył jak każdy: między przed chwila i zaraz. Pośród śniegów i pustych przestrzeni, przygwożdżony trzydziestoletnim gwoździem teraz. W zardzewiałym klimacie, zaszczepiony na tężec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj przyszedł czas pożegnań. Spoczywaj w spokoju przyjacielu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;... because, what's the difference?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LCD Soundsystem - [Someone Great #01] Someone Great&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1637810513696696288?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1637810513696696288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1637810513696696288' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1637810513696696288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1637810513696696288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/when-someone-great-is-gone.html' title='When Someone Great is Gone'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5392986947087800247</id><published>2008-04-17T15:40:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:26:13.952Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Wczoraj &gt; wejdź do "Edytuj" &gt; "Kasuj"...&lt;br /&gt;Tak. Skasuj Taubule Rase.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5392986947087800247?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5392986947087800247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5392986947087800247' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5392986947087800247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5392986947087800247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/wczoraj-wejd-do-edytuj-kasuj.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1775510485585920059</id><published>2008-04-16T15:53:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:26:21.730Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Wchłonęła ją sofa. Wchłonął kineskop telewizora. Wchłonęła podpaska. I filtr papierosa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Do końca wierzyła w Carpe Diem.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1775510485585920059?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1775510485585920059/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1775510485585920059' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1775510485585920059'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1775510485585920059'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/wchona-j-sofa.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1897538632812206549</id><published>2008-04-09T16:27:00.007Z</published><updated>2008-11-11T23:26:33.104Z</updated><title type='text'>Enough</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Kiedyś kradliśmy razem jabłka i biegaliśmy po piwnicach. Był kimś na podwórku. Jak dziś pamiętam jak zajebał z gruszki w łeb księdzu chodzącemu po kolędzie, jak spuszczał wpierdol starszym od siebie o kilka lat, w ogóle nie pamiętam żeby ktokolwiek inny niż on w historii tego osiedla robił za Crockett'a, jak biegaliśmy miedzy trzepakami jako Policjanci z Miami, Tabsem mógł być w końcu pierwszy lepszy frajer, Crockett'em nigdy. Zazdrościłem mu wszystkiego. Rządził osiedlem do końca podstawówki, wtedy jego starego przenieśli do innego miasta. Nawet nie pamiętam kto wprowadził sie zamiast niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkałem go kilka lat później przypadkowo wpadając na niego na plaży. Było pusto, on z rękami w kieszeniach i głową schowaną głęboko w ramionach stał i tępo patrzył przed siebie licząc w myślach kilometry do granicy horyzontu. Powietrze było ostre, naelektryzowane do granic możliwości, każdy kolejny haust powietrza przypominał połykanie kolczastego drutu. Mówił coś o tym co się działo, przez te wszystkie lata, że trafił gdzieś tam, że skończył jakiś mało prestiżowy kierunek, że szuka roboty. Po spuszczonym wzroku zorientowałem się, że był człowiekiem któremu nie wyszło. Przestałem słuchać... z resztą to było nieważne...  patrzyłem tylko w jego ziemistą, przeźroczystą twarz... wyrażała tyle emocji co pęknięta szyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próbowałem wyobrazić sobie jego życie. Zobaczyłem tylko powycinane z telewizyjnych gazet kobiety przypięte pinezkami do ściany nad łóżkiem. Wpatrywał się w nie jak Barton Fink w plażową pocztówkę szukając jakiejś enigmatycznej podpowiedzi. Wszystkie były więcej niż idealne, jakby ktoś je sprofilował pod jego percepcje estetyki. Spędzone z nimi godziny dawały iluzje bliskości, pozwalały wierzyć w jakieś nieokreślone "może kiedyś". Wiedział o nich wszystko. Najbardziej jednak to, że nigdy nie będą jego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był jeden z tych wieczorów kiedy gasząc światło przed snem nie powiedziałem sobie: "Spieprzyłeś to stary".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmarzona17 wklepała w klawiaturę feerie pochlebstw na swój temat.&lt;br /&gt;MarianoItaliano wpisał tylko: 10''.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1897538632812206549?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1897538632812206549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1897538632812206549' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1897538632812206549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1897538632812206549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/enough.html' title='Enough'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5041293028177019502</id><published>2008-04-06T16:30:00.004Z</published><updated>2008-11-11T23:26:42.448Z</updated><title type='text'>'cause sleep is the cousin of death</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Wczoraj odkryłem się w nocy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Zacząłem mówić przez sen.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Prawdę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Przepraszam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;_______________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;W nocy nie śpię; nie potrafię uciec od myśli; szczególnie cierpiąc na bezsenność. Słyszałeś sentymentalne historie o melodii oddechu miasta za oknem? To mit. Nie słyszę nic tylko Ciebie. Uszy wypluwają membrany, nienawidzą muzyki, reagują jak żołądek bulimiczki: nie chcą. Ja chcę, bo słyszałem wiele razy nic, ciebie, ciszę, podarte kartki zdań, odbijające się od siebie - jak koraliki w zasłonie drzwi - własne słowa, porzucone ambicje, echa obojętności. Podobno pamięć zawsze wraca. Podobno... tylko dlaczego nie spotykam na mieście przekrwionych oczu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5041293028177019502?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5041293028177019502/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5041293028177019502' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5041293028177019502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5041293028177019502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/cause-sleep-is-cousin-of-death.html' title='&apos;cause sleep is the cousin of death'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-8680653347236886628</id><published>2008-04-05T20:39:00.001Z</published><updated>2008-11-11T23:27:05.945Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Dobrze, że twoja mama nie wie o tym co leci pod naszą kołdrą w prime timie.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-8680653347236886628?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/8680653347236886628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=8680653347236886628' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8680653347236886628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8680653347236886628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/dobrze-e-twoja-mama-nie-wie-o-tym-co.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4813517983528743065</id><published>2008-04-03T18:58:00.008Z</published><updated>2008-11-11T23:27:14.947Z</updated><title type='text'>All of a sudden I've lost my way out of this city</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Kiedy Frank zatopił usta w cytrynie, by oswoić moc Tequili, słońce sięgnęło zenitu. Miał w zwyczaju oceniać wszystko kilka centymetrów tytoniu później. Z tego miasta nie można było uciec, było jak kamień w bucie, właściwie pozwalało ci na wszystko, tyle że na krótka metę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skupił wzrok na Ali siedzącej w otwartych drzwiach czerwonego Eldorado '77.  Oblepiona pustynnym pyłem rysowała patykiem w piasku. Nie zdawał sobie sprawy, że poznał ją kilka lat wcześniej na kredowym pictorialu znalezionym w szufladzie ojca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończył papierosa i przepłukał ostatni raz usta Tequilą. W słońcu musiało być ponad i jeszcze trochę. Zaskoczony serią strzałów, nie zdążył już wstać, ani upaść. Ostanie przedśmiertne życzenie wyślizgnęło się z bezwładnej ręki tocząc sie kilkanaście centymetrów po ziemi i wsiąkało w nią powoli, znikając w jej odchłani jak wszyscy inni bezimienni i nierentowni dłużnicy z Las Vegas, poznając znaczenie "zawsze".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4813517983528743065?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4813517983528743065/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4813517983528743065' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4813517983528743065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4813517983528743065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/04/all-of-sudden-ive-lost-my-way-out-of.html' title='All of a sudden I&apos;ve lost my way out of this city'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-891785338379406253</id><published>2008-03-28T16:47:00.004Z</published><updated>2008-11-11T23:27:25.192Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Dostał zaproszenie. RSVP.&lt;br /&gt;Centrum Sztuki Nowoczesnej, Performance, godz. 18.&lt;br /&gt;Starsza siostra powiedziała : "Sztuka. Ty nie zrozumiesz".&lt;br /&gt;Miała racje.&lt;br /&gt;Nie zrozumiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;__________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może i był pod pantoflem... ale przynajmniej od Prady.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-891785338379406253?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/891785338379406253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=891785338379406253' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/891785338379406253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/891785338379406253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/dosta-zaproszenie.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2477616761965796949</id><published>2008-03-27T12:47:00.022Z</published><updated>2008-11-11T23:27:36.984Z</updated><title type='text'>Anti /any/ concept.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Kobieta o przyjemnym głosie/podoba jej się Krzysztof Ibisz i nowy singiel Lombardu/ , wbita w /fotel? krzesło?/ za biurkiem kadr, pytającym wzrokiem patrzy na Krystynę /w dowodzie 21 lat, ładna; kruczo-czarne długie włosy, kredowa cera i smukła sylwetka/ zza wodoodpornej maskary. Ta odpowiada, że została tylko /aż/ wezwana i , że nie wie też w jakiej sprawie. Twarz kadrowej rozciąga się wstęgą uśmiechu odsłaniającego trzy pary górnych i trzonowych /przypomniała sobie/; wyciąga jednocześnie teczkę personalną Krystyny spod szklanki z parującą kawą.&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pani Krysiu... Nie wiem jak to pani powiedzieć...&lt;/span&gt; - /Krystyna wie/. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Rozumiem.&lt;/span&gt; - ucina sucho, siląc sie na kurtuazyjny ton. Chwyta teczkę nachylając sie nad biurkiem, czuje zażenowanie, zapach kawy i pot z czoła kadrowej. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Przepraszam za kłopot...&lt;/span&gt; - dodaje praktycznie szeptem otwierając energicznie drzwi referatu. Słyszy jeszcze ułamek zdania zza pleców... &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Nie... nie... żade...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Warszawa o tej porze pachnie spalinami /jak o każdej innej/ i kojącym wicherkiem /Jezu! Jak to pedalsko brzmi./ znamionującym coraz szybszy krok nadchodzącego lata. Krystyna nie pali, więc nie ma zamiaru palić tez teraz, łapie taksówkę /biały polonez "akwarium''/ i każe wieźć się na Nowy Świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na kolanach ma teczkę /białą, wiązaną/: życiorys, przebieg kariery i coś co kiedyś nazywało się pochodzeniem. Krystyna pochodzi z inteligenckiej rodziny. Jej /zmarły/ ojciec posiadacz przedwojennej matury i były wykładowca materializmu dialektycznego /WSNS przy KC/w fazie wiecznej habilitacji; w latach przełomu handluje /Jarmark Europa/ packami na muchy, wagonami Marlboro /bez ostrzeżenia o raku/ i cielistymi rajstopami. W 1993 umiera raka płuc /azbestowe dachówki/, śmierć zastaje go spełniającego najwyższej potrzeby czynność fizjologiczną, zastygłe oczy zamierają na ilustrowanym artykule archiwizującym światowy rekord stosunków seksualnych w ciągu jednej nocy, wydrukowany w aktualnym numerze Trybuny.&lt;br /&gt;Matka /idealistka/ ukończyła kurs szwaczek, dobrowolnie rezygnując z kariery naukowej, zatrudniła sią /umowa na czas nieokreślony/ w Warszawskich Zakładach Włókienniczych im. Oskara Lange, gdzie pracowała na półtora etatu /134% normy/ do momentu rozwiązania fabryki przez prywatnego inwestora w 1990. Pół roku później umiera na pylice.&lt;br /&gt;Rodzeństwa i bliskiej rodziny: brak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kamienica przy nowym świecie nosi krzyż swoich mieszkańców, widać to na pierwszy rzut oka. Szczególnym stygmatem tego budynku jest mieszkanie z aluminiową szóstką, przybitą do drzwi skorodowanym gwoździem. Krystyna stoi właśnie przed tymi drzwiami. Nie jest pewna czy ktoś za nimi aktualnie przebywa. Stoi w miejscu niecierpliwie przestępując z nogi na nogę, z obcasa na czubek szpilki, z dołu słychać pracujący silnik taksówki. Naciska na dzwonek, ale ten okazuje sie nie działać; puka. Pierwsza seria pozostaje bezowocna, tak jak druga i trzecia. Próbuje szperać reflektorem oka obraz mieszkania przez judasza, w środku wyraźnie ktoś jest, słyszy oddech tego kogoś, wyczuwa różnicę temperatur... mimo to nie decyduje się na czwartą porcje werbli.&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chuj ci w dupę... &lt;/span&gt;- ucina na odchodne. W środku ktoś wyraźnie zmusza się przed powstrzymaniem sie od riposty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taksówkarz /ma około 25 lat, sztruksowe spodnie, i flanelową koszulę w kratę/ za ostatnie pieniądze Krystyny wiezie ją na Północną Pragę. Do ostatniej osoby, którą w tym mieście jeszcze zna. Taksówkarz patrzy we wsteczne lusterko /na którym dynda Gordon Shamway/; oczy Krystyny opuchły pod ciężarem dyskretnych łez&lt;br /&gt;-  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Coś się stało... Może mogę Pani w czymś pomóc... &lt;/span&gt;- pyta nieśmiało.&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Może pan... Może pan podgłosić radio &lt;/span&gt;/prośba albo pytanie, trudno stwierdzić/.&lt;br /&gt;- /lekki uśmiech/&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Coś pana śmieszy?&lt;/span&gt; - /podniosły ton/&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie, nie ... tylko to nie radio, tylko...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nieważne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;No właśnie...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co właś... &lt;/span&gt;/Krystyna kojarzy styl w jakim ubrany jest taksówkarz z "In bloom" sączącym się nieśmiało przez głośnik /mono/, chce być błyskotliwa, ale orientuje się, że są już na miejscu./&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest w mieście od około roku. Uciekając /z rodzinną kolekcją biżuterii/ od śmiertelnie chorego ojca, azbestu i narzeczonego /oficjalne zaręczyny z ubitym świniakiem i goudą/, ucięła bezpowrotnie pępowinę własnego strachu przed dorosłością, z drugiej strony wiedziała, że nie może wrócić... Ojciec handlując weekendami na stadionie dowiedział się przypadkiem o adresie Krystyny, razem z narzeczonym napisali szeroko zakrojoną epistołę, opisując ile to razy narzeczony pomaca ją widłami pod żebrami/technik rolnictwa/ jeśli kiedykolwiek tutaj się jeszcze pojawi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praga północ. Godziny popołudniowe. Ulica tokarska. Mieszkanie /M3/ nr 7. Marian siedzi na wersalce owinięty w ręcznik i papierosowy dym. W telewizji /dwójka/ Wojciech Pijanowski /&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Magda, pocałuj pana."&lt;/span&gt;/ Pukanie do drzwi /trzy razy/ zrywa go w kierunku klamki. Przez krótki łańcuch orientuje się kto to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zdjęciu łańcucha, Krystyna siedzi z Marianem na starej, niemiłosiernie skrzypiącej wersalce, pijąc wódkę z musztardówek. Obiecują sobie, że po raz ostatni są między niczym, a niczym jeszcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni później Krystyna ubrana w jedwabna nocna koszulę /różowa/ nagrywa wraz Marianem /ubranym tylko w czarne skarpety/ kasetę z mocnym tytułem /czy to ważne jakim?/. Polski desant do Niemiec zachodnich. Trzy miesiące później, Krystyna teraz z nowym pseudonimem /Purple Haze/ zdobywa w L.A. AVN Awards za debiut roku. Kilka kolejnych miesięcy później bije rekord świata i kilka dni później dowiaduje sie o śmierci ojca.&lt;br /&gt;Tworzy historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;You Can't Stop the Prophet&lt;/span&gt; jak powiadał Jeru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The XXX-Files&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The EOST - [Samotari OST #20] For That Moment&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2477616761965796949?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2477616761965796949/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2477616761965796949' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2477616761965796949'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2477616761965796949'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/any-concept.html' title='Anti /any/ concept.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-487554769891152336</id><published>2008-03-25T00:06:00.007Z</published><updated>2008-11-11T23:27:46.092Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;W tym samym pionie, pod czwórką mieszkał Stefan. Stefan aka prozaiczna historia: kiedyś miał żonę i dziecko i jak sie domyślasz później nie miał nawet na fryzjera. Stefan całe dnie przekopywał śmietniki szukając starych gazet, tygodników i reklam supermarketów. Wracał późnym wieczorem z posegregowaną, dzienną kolekcją w kartonie po Pall Mall'ach. Czasem myślę, że szukał wczoraj, odtwarzał je godzina po godzinie, dzień po dniu, ... taka dziwna gałąź archeologii.&lt;br /&gt;Wychodziliśmy rano o wspólnym czasie.  On do wykopalisk, ja różnie.&lt;br /&gt;Podałem mu kiedyś ognia do szluga przed klatką, patrząc w brązowe oczy.&lt;br /&gt;Tyle razy chciałem zapytać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno umarł krótko po tym jak sie wyprowadziliśmy.&lt;br /&gt;Nie wiem co się stało z dziełem jego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"To nie jest zła śmierć"&lt;/span&gt; - podpowiedziałem ślinie katapultowanej z ust w kieruknu chodnika, wrzucając wczoraj do kubła tygodniki z ostatniego kwartału.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-487554769891152336?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/487554769891152336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=487554769891152336' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/487554769891152336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/487554769891152336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/w-tym-samym-pionie-pod-czwrk-mieszka.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-8577877752348173092</id><published>2008-03-24T22:31:00.007Z</published><updated>2008-11-11T23:27:55.784Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Trysk, Tryper i Trymestr.  Tryptyk w trymiga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odłączyłem telefon, połknąłem klucz i múm'em wyciszyłem mieszkanie .Z popuszczonym paskiem i papierosem między górną trójką i zębem mądrości myśle o nominacji do Nike w okolicach 2067.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"I'm sleeping later and waking later&lt;br /&gt;I'm eating less and thinking more."&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-8577877752348173092?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/8577877752348173092/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=8577877752348173092' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8577877752348173092'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8577877752348173092'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/trysk-tryper-i-trymestr.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-504170777938627888</id><published>2008-03-21T18:33:00.004Z</published><updated>2008-11-11T23:28:20.844Z</updated><title type='text'>Praga.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Kroki na zgliszczach przedwojennej polski, na pocie załóg barykad ustawionych ze spalonych w nalotach tramwajów i na pawiach&amp;amp;urynie książąt rządzącymi pobliską bramą. Strzałki rysowane na tynkach  rozłupaną cegłówką prowadzą do podchodów, ponumerowane kwadraty na chodnikowych płytach do gry w klasy, ich kroki wzdłuż trzepaka i wiszących jak nietoperze plujących dzieciaków. Mrużąc powiekę obok kaplicy, z nim pod ramię. Gotowa na wszystko. W konstelacji trójkąta: On-Ona-Wersalka.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-504170777938627888?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/504170777938627888/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=504170777938627888' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/504170777938627888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/504170777938627888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/praga.html' title='Praga.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-8840184756818257863</id><published>2008-03-21T18:02:00.008Z</published><updated>2008-11-11T23:29:32.304Z</updated><title type='text'>With a Little Help from Bret Easton Ellis</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Jim nosił się zawsze na czarno-biało. Biała góra, czarny dół; czarno-biały ogląd świata: albo, albo. Chyba wtorki... -  tak zwykle były to wtorki - spędzał w parkach. Inhalował jesienne odpryski późnego lata, rozdeptywał bezbronne kasztany, ale najczęściej zarażał filigranowe laskojady ogólnym gudlukiem - jak Pat Bateman - butami od Roberto Cavalli i płaszczem Armaniego. Rozdeptywał Camela, specjalnie zwracając uwagę mijającej go dziewczyny (ponieważ kobiety nie mogły przechodzić obok niego obojętnie); podchodził do niej i od niechcenia wyciągał ramię, a one bez słowa brały go pod nie. Bez ułamka sylaby, bez zbędnego gestu. Odbicie twarzy w przeciwsłonecznych szkłach od Yves Saint Laurent, w każdej napotkanej mogło wywołać poczucie niższości. Przyznasz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śnieg za polem okna opadał poetycko w zwolnionym tempie, zupełnie jak w dzień samobójstwa Sylvii Plath. Obudził się po zaplanowanej, pięciogodzinnej dawce snu i czekając na opadnięcie porannej erekcji błądził wzrokiem po ścianach, zatrzymując się na odbiciu w wielkiej tafli lustra zajmującej całą powierzchnie sufitu. Zdarzało mu się myśleć, o sobie: "bezcenny", zupełnie jak  o Stonehenge czy o pierwszym wydaniu Kapitana Ameryki. Dzisiaj właśnie był taki dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasto leżało u jego stóp, skupione tylko na nim. Pewnym krokiem wszedł do kawiarni, ale muzyka sie nie zatrzymała, ludzie nie przerwali rozmów, nadal ucinali feeryczne polifonie odbieraniem połączeń, tramwaj z numerem bocznym 14, nie zadzwonił na część, a kelnerka przyszła dopiero po 15 minutach, oblewając mu spodnie gorącą Kopi Luwak po sto Waszyngtonów za filiżankę. Kiedy podkurwiony zawijał wokół głowy szalik od Gucci'ego, zauważył na porannym wydaniu NY Times'a datę. Wszystko okazało  się jasne. Spuścił wzrok, unikając spojrzenia na laskojada z tacą, na której na koszt firmy błyskawicznie zaparzono kolejne 100 MG i ulotnił się tylnym wyjściem. Czuł, że trajektorie spojrzeń wszystkich obecnych skupiły się na jego plecach. W rzeczywistości nikt nawet niczego nie zauważył.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-8840184756818257863?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/8840184756818257863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=8840184756818257863' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8840184756818257863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8840184756818257863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/with-little-help-from-bret-easton-ellis.html' title='With a Little Help from Bret Easton Ellis'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-6431418689052265780</id><published>2008-03-19T12:38:00.006Z</published><updated>2008-11-11T23:29:40.984Z</updated><title type='text'>'Cause it's a bittersweet symphony this life</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Wychodząc z klatki wcisnął play w ajpodzie. Wybrał "Bittersweet Symphony". Wczuł sie w kawałek.Idąc miał wyjebane na wszystkich, chciał poczuć się jak Ashcroft w clipie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zebrał wpierdol już na pierwszym rogu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-6431418689052265780?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/6431418689052265780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=6431418689052265780' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6431418689052265780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6431418689052265780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/cause-its-bittersweet-symphony-this.html' title='&apos;Cause it&apos;s a bittersweet symphony this life'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4341304090442698417</id><published>2008-03-17T16:55:00.005Z</published><updated>2008-11-11T23:29:54.109Z</updated><title type='text'>Saying Goodbye</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Spotkałem ją kilka lat później. Miała nieobecne oczy. Widzieliśmy się jeszcze kilka razy. Ostatnio miesiąc temu. Czasem nie mogę przypomnieć sobie jej twarzy. Widzę ją bez niej. Nie ma koloru,  jest przezroczysta. Jej szyja straciła smak; wraz z nią papierosy, wiosna i wszystko inne, tyle, że wszystko inne nic nie znaczy. Pachniała stalą jak stare tramwaje, aż skrzypiały mi zęby kiedy czułem jej zimno na języku. Stałem przed nią bezradny, nagi, choć prasowałem dłonią połę zmiętej marynarki. Próbowałem słuchać, ale nie udało mi się przechwycić niczego poza szumem wiatru bijącego w liście drzew. Kiedyś siedzielibyśmy plecami oparci o sosnę wyrastającą z wydm i obserwowali odpływające na północ przejrzyste kumulusy, dzisiaj twoje ręce nie są już naszymi rękami, dzieli nas ostateczność i chłód marmuru.  "Zawsze" oznacza "nigdy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Ecstasy of Saint Theresa - [Slowthinking #12] Sensor&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4341304090442698417?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4341304090442698417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4341304090442698417' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4341304090442698417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4341304090442698417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/saying-goodbye.html' title='Saying Goodbye'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3123615722664634865</id><published>2008-03-16T15:27:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:30:03.512Z</updated><title type='text'>Anarchy on the Pillow</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Nazwij to jak chcesz, ale czasem czuje się jak w hermetycznych okładkach przewodnika po świecie pisanego językiem młodszego brata Gilberta Greap'a, spuszczając bystrym nurtem toaletowej wody wyziewy namacalnego życia - tą chlorowaną przez miejskie wodociągi. Tonąc między tarczą puchu i świeżo krochmalonych prześcieradeł, zamieniając koła ratunkowe i telefony do przyjaciela dla ampułki nerwosolu.  Szukaj mnie na 18 stronie lokalnego dziennika, w dziale "zgubiono".  Kiedy odwrócisz wzrok znowu trzęsą mi się ręce.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3123615722664634865?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3123615722664634865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3123615722664634865' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3123615722664634865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3123615722664634865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/anarchy-on-pillow.html' title='Anarchy on the Pillow'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-8726819306582841579</id><published>2008-03-12T19:28:00.007Z</published><updated>2008-11-11T23:30:20.338Z</updated><title type='text'>Shit.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Kelnerka miała na sobie czarną, zmechaconą bluzkę z i przymała miniówkę w tym samym kolorze, podkreślającą lekkie odstępstwo od regulaminowej masy całkowitej ustalanej w każdym numerze Cosmo. Z ledwo zauważalną ulgą schowała się za barem. Wydawało jej sie, że indywidua schowane za ampułkami nikotyny miedzy wargami i wpatrujące się w kufle z musującą pre-uryną w poszukiwaniu drugiego dna, skupione są tylko na jej dupie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-8726819306582841579?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/8726819306582841579/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=8726819306582841579' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8726819306582841579'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8726819306582841579'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/shit.html' title='Shit.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1249248651698618146</id><published>2008-03-06T22:19:00.007Z</published><updated>2008-11-11T23:31:02.695Z</updated><title type='text'>Out of ...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Ścisnęła św. Judę wiszącego na jej szyi od czasów pierwszej komunii. Babka zawsze twierdziła, że jest beznadziejna i wyrośnie na kurwę, wiec wybór patrona mógł być tylko jeden. Delikatne palce zbielały na kostkach. Kilka godzin wcześniej dwa razy z rzędu, ciążowe testery zarumieniły sie czerwienią. Była sama, ulice o tej godzinie nie mogły nie być puste. Szła z dłońmi schowanymi pod pachami niezwracając uwagi na kałuże. Szum w głowie kusił ją do rzucenia się pod najbliższą furgonetkę, a wspomnienie twarzy babki uruchamiało jeszcze bardziej ekstremalne propozycje. Za chwile miało zrobić się jasno, świt miał odsłonić odrapane gzymsy kamienicy i zdobiące ścianę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Anka S. to kurwa!"&lt;/span&gt; wyżłobione szkolną kredą. W ciemności okna drgała firanka doświadczana przez oddech miasta, babka musiała spać. Nie musiała myśleć, to samo przyszło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"A więc tak wygląda życie toczone siłą rozpędu. Kiedy wdepniesz w gówno w Paryżu widzisz w tym transcendencje... Kiedy wdepniesz w nie tutaj, tkwisz w nim już do końca."&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1249248651698618146?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1249248651698618146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1249248651698618146' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1249248651698618146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1249248651698618146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/out-of.html' title='Out of ...'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-8279395141147366581</id><published>2008-03-03T15:02:00.012Z</published><updated>2008-11-11T23:31:26.004Z</updated><title type='text'>Impresja w oparach kaszanki... gówno.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Mówią że każdy dzień to postęp, ale każdy wita cię tym samym parciem na pęcherz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... a przychodnie ciągle śmierdzą formaliną. Tak wczoraj jak i dziś. Wmurowani w ogrodowe krzesła, odwróceni od siebie, jakby na obu stronach barykady... tylko czego i czego? Pani o twarzy jamnika twierdzi, że koniec kolejki jest nieco dalej. Jest obrażona. Tak jak wszyscy, oprócz szmuli w śnieżnych, oldschoolowych adidasach. Ale ona nie widziała, stawiała emotikon w miejsce przecinka. Stawiam wszystko, że kiedyś byli tacy jak my. Może i kilka rzeczy poszło do przodu: są Camele zamiast Carmenów i Muesli w miejsce serka homogenizowanego, ale reszta po staremu. Jesteś tym kim byłem. Będziesz tym kim jestem. C'nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za szybą wyłapałem: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"NADCHODZI KONIEC"&lt;/span&gt; pisane nerwowym tagiem. Ostatni raz tagowałem w piaskownicy, palcem serdecznym, serdecznie, serce przeszyte strzałą. Dla Niej. Tak, pamiętam to jak dziś: wtedy nauczyła mnie, że trzeba liczyć się z faktami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Facet przy przegubie czyta "Lewiatana" w oryginale,&lt;br /&gt;... chyba naprawdę nadchodzi. F'Real.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Björk - [MTV Unplugged #10] Atlantic&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-8279395141147366581?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/8279395141147366581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=8279395141147366581' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8279395141147366581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/8279395141147366581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/impresja-w-oparach-kaszanki-gwno.html' title='Impresja w oparach kaszanki... gówno.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-342579694117568280</id><published>2008-03-02T16:42:00.007Z</published><updated>2008-11-11T23:31:34.350Z</updated><title type='text'>Blue, Yellow &amp; Purple Pills</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Dezynwolturą miażdży mnie na wykrochmalonej poszewce pierwszego razu. Na bekgrałndzie ugoru frenetycznie przytakuje skinieniem knykci. Zaborcza ale pandemoniczna. Inkrustujemy zaraz, chwilę później wszystko inne. Pielgrzymka do wieczornej werandy z papierowyami lampionami. Lemoniada ze słomką. Czkam wraz ze skrzypiącymi deskami podestu. Pokaż pępek, pokaż wszystko. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Pójdź ze mną, a ludzie niech mówią dalej."&lt;/span&gt; W międzyczasie ktoś za nas wymyśli &lt;span style=""&gt;Astérix&lt;/span&gt;'a, zraszacz trawników i performance... ktoś inny podrapie się po głowie. My przyjdziemy na gotowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Calm - [Anti-Smiles #07] Depression 200Mg&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-342579694117568280?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/342579694117568280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=342579694117568280' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/342579694117568280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/342579694117568280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/blue-yellow-purple-pills.html' title='Blue, Yellow &amp; Purple Pills'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1962302097504979956</id><published>2008-03-01T20:41:00.009Z</published><updated>2008-11-11T23:31:43.097Z</updated><title type='text'>Intonation of  perception.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Kastaniety nierówno podały tempo habanery.Rondo panamy w tym świetle, spycha jego wzrok na dalszy plan. Nieważne. Stolik przy, którym usiedli, krył się w stłumionym odcieniu zmierzchu Santiago de Cuba. Plecione krzesło miało styl kolonialny, a kreolska kelnerka wypisane na twarzy, "za pięć minut na zapleczu" z podtytułem "pięćset". Miał i  pięćset i pięć minut, ale ten czas wolał poświęcić Cuba Libre. Tak.&lt;br /&gt;To słowo miało przeciąć prędkość dźwięku. Zawisnąć nad nią jak górne C.&lt;br /&gt;Nadmorskie powietrze klei się do skóry, ale wobec zmysłów jest bezradne. Musiała wiedzieć... ale on  musiał być pewien:&lt;br /&gt;- Odgarnij włosy z ucha. Metodycznie, zmysłowo i półprzejrzyście.  Jak wtedy.&lt;br /&gt;- Tak?&lt;br /&gt;Zatrzymał sie na chwilę. Spojrzał w stronę zatoki, skąd słońce za moment miało uciec z domu na cała noc. Miał to na końcu języka. Kiedy przechylił letnią szklankę w kierunku spragnionych warg, ona zrozumiała, że tym czymś była kostka lodu. Tylko dla niego. Aż dla niej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cannibal Ox - [The Cold Vein #08] The F-Word&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1962302097504979956?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1962302097504979956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1962302097504979956' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1962302097504979956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1962302097504979956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/03/intonation-of-perception.html' title='Intonation of  perception.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2814405112813423917</id><published>2008-02-13T11:44:00.007Z</published><updated>2008-11-11T23:32:16.807Z</updated><title type='text'>... and the shame was on the other side!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-family:Georgia;font-size:7;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;A tak w ogóle to zapomnij i przymierz moje piszczele, moje kompakty i zeszłoroczny katar. Nie zmieniaj kanału… przecież to Naomi Watts. Nie! Daj spokój…  i tak &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-family:Georgia;font-size:7;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Mulholland Drive” zawsze &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-family:Georgia;font-size:7;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;oglądam z zamkniętymi oczami. Nie! Volume zostaw w spokoju, bo skorygowane jęczenie przypomina niemieckie porno z zarostem u obu płci, a to zakłóca szybowanie. Tak właśnie o to chodziło…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=";font-family:Georgia;font-size:7;"  &gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2814405112813423917?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2814405112813423917/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2814405112813423917' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2814405112813423917'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2814405112813423917'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/02/and-shame-was-on-other-side.html' title='... and the shame was on the other side!'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4423992051902508473</id><published>2008-02-11T10:35:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:32:25.405Z</updated><title type='text'>I Used to Love H.E.R.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Urodziłem się w kręgu światła 100 watowej żarówki, rzucanego przez metalową, biurową lampę, prawie jak chłopiec z blaszanym bębenkiem.  Między chrzęstem tęperowanego HB, a monochromatycznością bieli liniowanego papieru, między kanapką z szykną zawiniętą w celofan, a piórem Parkera; płynąc od morskiej zieleni twoich oczu, przez chaotyczny kurz wypełniający strugę światła do końcóweczki ołówka: moich żylastych rąk, nieproporcjonalnych uszu i wypranych oczu, z tłem zdjętym ze sztalug twojej wyobraźni narzuconym moim siatkówkom. Począłem się po twojemu, wykluczyłaś sinusoidy naszych nagich ciał, skręconych rozkoszą wspólnego spazmu, powietrza przesiąkniętego twoim cudownym zepsuciem unoszącego się nad ugniecioną trawą, założyłaś knebel naszemu niezdarnemu zakochaniu, barierę posuwistemu zapuszczaniu korzeni, karmieniu się twoimi ustami, kapaniu się w może i półprzejrzystym, może i trójwymiarowym, ale wciąż jutrze, naszym jutrze. Odcięłaś się od przyszłości swoim niedecydowaniem, manewrując zaborczym nadgarstkiem nad taflą A4, brukając swoje własne oczekiwania. Może wiedziałem o tym, może to tylko Deja Vu, wiesz ten pieprzony błąd Matrixa, ale powinienem wiedzieć, że miłość przyciąga nienawiść, tak jak żarówka przywołuje ćmy, a ściana sosnowego lasu wyrastająca z pustej przestrzeni rozbudza irracjonalną mżawkę strachu. Nie zapomnę cię nawet wtedy kiedy zdeletujesz mnie równomiernym zimnem tarcia gumki i wrzuceniem papieru w otchłań liżących płomieni niebytu zapomnienia. Twoja skóra ciągle będzie brązowa, ciągle będzie pachniała orzechami, a moje zramolałe palce ciągle będą sie po niej ślizgać tą samą trajektoria co zawsze. Uśmierzymy nasze pretensjonalne apetyty, telepiące się myśli i zwichnięte zachcianki, tym jednym słowem, które dla mnie nigdy nie przestało istnieć i wierz mi: to jest coś więcej niż siła inercji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogwai - [4 Satin EP #01] Superheroes of BMX&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4423992051902508473?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4423992051902508473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4423992051902508473' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4423992051902508473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4423992051902508473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/02/i-used-to-love-her.html' title='I Used to Love H.E.R.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-6256638255874534824</id><published>2008-02-11T10:23:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:32:35.395Z</updated><title type='text'>The Apocalypse is cancelled. Until I sad so.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Wybacz, że nie zapukałem, ale nie po to stworzono gładkolufowego Mossberga. Tak wiem... Też mam czasem ludzkie odruchy: wczoraj np. wypełniłem kupon lotto... Spójrz na tę kurwe!  Jest jak posąg w rozkroku, zawsze gotowa do zlizania jak landrynka, aż rezonuje w lędźwiach. Komasuje twój szept w arteriach wrzącej krwi. Odlicza twoje pierdolone Benjaminy. Tylko spójrz na jej oczy, zielone! Coś ci to kurwa mówi!? No, nieważne. To nie o to chodzi. Kochanie, to tylko jedno słowo... Jedno słowo za dużo... bo wiesz przy mojej furze batmobil to wóz drabiniasty, a Challenger Kowalskiego to zamulasta kabaryna. Uspokój się, trzeba było być cicho wcześniej, kiedy powiedziałem, że do mojego samochodu mam stosunek seksualny!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-6256638255874534824?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/6256638255874534824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=6256638255874534824' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6256638255874534824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/6256638255874534824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/02/apocalypse-is-cancelled-until-i-sad-so.html' title='The Apocalypse is cancelled. Until I sad so.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-63366477421801924</id><published>2008-02-04T20:46:00.001Z</published><updated>2008-11-11T23:32:42.639Z</updated><title type='text'>Beginning of Nothing</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Captain America 1941 - 2007.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Batman 1939 - 2008.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Świat się kończy...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Kurwa!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-63366477421801924?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/63366477421801924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=63366477421801924' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/63366477421801924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/63366477421801924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/02/beginning-of-nothing.html' title='Beginning of Nothing'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2575916242661609852</id><published>2008-01-27T11:46:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:32:52.944Z</updated><title type='text'>Living Legend</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Marmurowy taras dźwigał wycieraczkę z napisem "WELCOME", żeby wejść do Lois trzeba zawsze było ściągnąć buty zanim stąpnąłeś po mleczym, ręcznie plecionym dywanie. Psychoterapeuta doradził Supermanowi jakieś hobby:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;"&gt;Może kolekcja broni...&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt; - mówił.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;"&gt;Pan raczy żartować... &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;- odpowiedział "S", pełen oburzenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;"&gt;Przepraszam, to była tylko... taka luźna myśl... Więc może samochody? Nie? Motocykle? Nie? Muzyka? Też nie? Biblioznawstwo? Tak... ? Też nie? ...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Propozycje trwały do końca opłaconej sesji. Stanęło w końcu na szydełkowaniu. W jodełkę. Od tej pory w domu "S" i Lois trzeba było zakładać kapcie na płóciennej podeszwie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Lois spała, na wielkiej tafli łóżka. Pokój wypełniał nocny, chłodny wiatr wlewający się za mną zza tarasowych niezasuniętych drzwi. Tuliła sie do poduszki, w tej historii była blondynką. Blask jej włosów rozświetlał pokój imitacją światła księżyca. Miała twarz trzydziestoletniej Nicole Kidman - zawsze twierdziłem, że Lois nie może być taka średniawa jak w ekranizacjach. Nie myliłem się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Leżała na brzuchu, prawe kolano zadarte do góry, jedwab, którym była przykryta, szczelnie oblewa jej idealną sylwetkę, stłumiona muzyka, tło staje się rozmazane, najazd kamery, w lewym rogu łóżka w tempie lekkiego wiatru faluje jedwab. Budzi się. Idealnie uczesane włosy, idealny makijaż, idealny odcień szminki, lekko rozwarte usta - jakby chciała coś powiedzieć, jakby cały czas musiała oblizywać spierzchnięte usta.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;"&gt;Czekałam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Supermen jest już tylko legendą... - pomyślałem, jednak z lekką nutą smutku. Pamiętam jak raz zdjął mojego kota z drzewa, kiedy miałem cztery lata. Oddał mi kota i uśmiechając sie pogłaskał mnie po głowie i dał ćwierć-dolarowkę na ciągutki. Wtedy był naszym bohaterem; później pojawili się inni: Billy zdradził go na rzecz Green-Lantern, a Karolina zakochała się w tym skurwielu z Gotham. Nigdy nie zamieniłem żadnego komiksu z nim na cokolwiek. A teraz lecimy nad Metropolis. Lois stawia kroki w chmurach, znacząc je pomnikowym pięknem. Lecimy nocą. Mertopolis nigdy nie śpi, więc i ja nie moge pozwolić sobie na chwile odpoczynku. Ktoś musi czuwać nad epitafium "S". Sam poprosił mnie o to kiedy Lois złożyła mu pozew o rozwód. Teraz lata nad Moskwą, zawsze chciał sie nauczyć rosyjskiego, to ma i teraz okazje, z reszta to miasto jak żadne inne go potrzebuje, a teraz możesz tam zostawić otwartego Bugatti Veyrona i iść do burdelu za rogiem. Nikt go nie ruszy. Taki żuczek!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;"&gt;Był zbyt idealny. Brakowało mu tej niezbędnej dawki skurwysyństwa we krwi. Sex... nie chciał... No wiesz! Później, nie chciał oglądać filmów Tarantino. Ostatnimi czasy stał się wegetarianinem, bo ostatnio miał akcje nad Roswell i zobaczył pastwisko pełne martwego bydła, ba rozważał nawet czy nie iść do chrztu, a w Metropolis to największa chyba głupota... no bo, po co mu chrzest w alternatywnym świecie komiksu gdzie Boga skreślono z obsady. Przecież sam "S" jest tutaj jakby bogiem; no bo kto w końcu znajduje się w końcowych napisach na szczycie in order of apparance?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: trebuchet ms;"&gt;Rozumiem.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt; - odpowiedziałem. Chociaż nie chciałem rozumieć. Nie chciałem widzieć idola mojej młodości cerującego na taborecie w kuchni skarpety, nie chciałem go znać jako męża. Chciałem zachować w pamięci obraz zwycięstwa na Doomsdayem, uratowania świata po raz milion sześćsetny...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Orleańskie Disco Polo na polifonicznym dzwonku wyrwało mnie z Metropolis z powrotem do Gotham. Tak to ja jestem tym skurwysynem, z najlepszymi zabawkami i batmobilem, który nigdy nie złapie kapcia. Jestem tylko sajdkickiem. To "S" jest legendą. Żyjącą legendą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;A Lois... Lois jest jak sen, który ciągle powraca. Chcesz, żeby zmienił sie w rzeczywistość, ale kiedy wreszcie dostajesz go w prezencie. Okazuje się fejkiem.  Z resztą, była... jest przecież Karolina...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R5xwIuuWccI/AAAAAAAAADY/d9BpvBtYt_w/s1600-h/supermanComics.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R5xwIuuWccI/AAAAAAAAADY/d9BpvBtYt_w/s400/supermanComics.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160122568343450050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"In loving memory ..."&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2575916242661609852?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2575916242661609852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2575916242661609852' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2575916242661609852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2575916242661609852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/living-legend.html' title='Living Legend'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R5xwIuuWccI/AAAAAAAAADY/d9BpvBtYt_w/s72-c/supermanComics.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7239696149497745555</id><published>2008-01-26T11:18:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:33:22.148Z</updated><title type='text'>"Leg dein Ohr auf die Schiene der Geschichte"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: trebuchet ms;"&gt;Były i takie przejścia.&lt;br /&gt;Spotkania po latach.&lt;br /&gt;Rozmowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polak-Rusek-i-Niemiec;&lt;br /&gt;wygrał kapsel z plasteliną ulepioną w kształt flagi Albanii;&lt;br /&gt;KC+KM=LOWE;&lt;br /&gt;Fajnie byłoby posiedzieć w tym Fordzie pod balkonem,&lt;br /&gt;bo metalowe huśtafki, som za zimnem.&lt;br /&gt;Tata obiecał, że kupi mi Wigry,&lt;br /&gt;a mama, że po pracy wstąpi do wypożyczalni;&lt;br /&gt;VanDamme, Norris, Seagal i Dudikoff na video,&lt;br /&gt;a widziałeś Rambo?... A Predatora?... To co ty wiesz!&lt;br /&gt;Wieczorem zagramy w kwadraty.&lt;br /&gt;Kto ma pompkę do piłki na osiedlu?&lt;br /&gt;Widziałeś w sklepie koło siedemupa stoi w czerwonej puszce kola z ameryki?&lt;br /&gt;No co idziesz do mnie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klucz zawieszony na szyi.&lt;br /&gt;Na różowej sznurówce.&lt;br /&gt;Po klatce schodowej rozchodzi się zapach gulaszu.&lt;br /&gt;W przedpokoju drzwi od pokoju starszego brata z plakatami Kreatora i Def Lepard przebijające się przez nieprzezroczystą szybę.&lt;br /&gt;Jest starszy ma motorynkę rometa, kilka numerów "Twojego Weekendu", zagraniczne kasety nagrane na niskoszumowy Stilon Gorzów.&lt;br /&gt;Pokój.&lt;br /&gt;Obok siebie plakaty Rambo, Jeep Wrangler, New Kids On The Block i Bruce Lee z policzkiem podrapanym przez smoka.&lt;br /&gt;Styropianowe statki i Lego Technic.&lt;br /&gt;Thriller i Kriss Kross z serii Bravo.&lt;br /&gt;Pierwszy Kazik, którego pokochaliśmy od pierwszego "kurwa" w drugiej piosence.&lt;br /&gt;Zeszyt z samochodami z gumy Turbo.&lt;br /&gt;Naklejki z Druzyną A na kasetowym Grundigu Made In Poland.&lt;br /&gt;Piórnik z zakochanym kundlem.&lt;br /&gt;Długo zapalający się ruski telewizor:&lt;br /&gt;BartSimpson na jedynce,&lt;br /&gt;Charles Barkley na dwójce,&lt;br /&gt;na satelicie:&lt;br /&gt;Alf rozbił się na garazu Tannenów,&lt;br /&gt;Gliniarz i Prokurator z buldogiem,&lt;br /&gt;Starsky i Hutch,&lt;br /&gt;McGyver,&lt;br /&gt;Airwolf&lt;br /&gt;i&lt;br /&gt;Knight Rider.&lt;br /&gt;W reklamach Mathbox,&lt;br /&gt;Transformersy,&lt;br /&gt;He Man&lt;br /&gt;i&lt;br /&gt;Mr. T.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano mleczko w tubce,&lt;br /&gt;wieczorem bajka i Policjanci z Majami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy zmarli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pete Philly &amp;amp; Perquisite - [Mindstate #15] Amazed&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7239696149497745555?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7239696149497745555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7239696149497745555' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7239696149497745555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7239696149497745555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/leg-dein-ohr-auf-die-schiene-der.html' title='&quot;Leg dein Ohr auf die Schiene der Geschichte&quot;'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7608768953566230274</id><published>2008-01-24T11:36:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:33:31.608Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Kobiety nigdy sie nie wieszają. Tną ścięgna nadgarstków, wdychają gaz z kuchenki, połykają dziesiątki barbituranów, ale nigdy sie nie wieszają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość&lt;br /&gt;Z Wikipedii&lt;br /&gt;Skocz do: nawigacji, szukaj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joy Division - [&lt;span class="mw-headline"&gt;7" &lt;/span&gt;Love Will Tear Us Apart #01] Love Will Tear Us Apart&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7608768953566230274?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7608768953566230274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7608768953566230274' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7608768953566230274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7608768953566230274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/kobiety-nigdy-sie-nie-wieszaj.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5724042359224902856</id><published>2008-01-18T19:58:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:33:42.740Z</updated><title type='text'>Palec Prousta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Spaliłem palec Prousta. Wskazujący. Odpaliłem go od wolnostojącej, gazowej, ulicznej  latarni. To musiał być listopad, bo zaalarmowały mnie korzonki i strzykanie w lewej pięcie. Wracałem chyba od doktora. Wypisał skierowanie do senatorium i mówił, że będą tam sławni ludzie. Podobno sam Napoleon tam spędza wakacje. Sam nie wiem czy pojechać. Nigdy nie lubiłem polityki. Ale powiedziałem sobie, że pomyśle. AM zmienił się w PM, droga do domu była długa, punkt kulminacyjny osiągnałem w późny afternun. Mimo to jednak droga była przyjemna, ... dym był słodki. Rozszerzał komórki płuc, nie wydychałem go tylko łykałem. Im bliżej domu, tym wyżej nad chodnikiem. Doleciałem, popychany dmuchaniem ust Marcela.&lt;br /&gt;Sam wcześniej zapytał czy bym nie zapalił. Z grzeczności nie umiałem odmówić. Sam odgryzł palec, z początku myślał głośno o lewej ręce, ale stwierdził, że i tak dzisiaj umiera, więc zaproponował prawą. Dużo mówił. Stwierdził,  że urodził się za wcześnie, że od dziecka marzył o byciu baletnicą, że w szafie ma nawet kremowe rajstopy i kapciuszki, że lubi się przebierać i patrzeć jak kręci piruety, że gdyby miał jeszcze trochę czasu, nauczyłby mnie latać  na perskim dywanie; mówił, że wprawdzie jeszcze nie próbował, ale, że to żaden problem, bo kupił od japońskiego wykidajły cztery zaklęcia uruchamiające silniki wszyte we wzorzyste wzory - tak właśnie mówił. Mówił też, że myślał, że to złoty interes, ale dzisiaj, kiedy śmierć wysłała do niego telegram, że wpadnie jeszcze przed północą, stwierdził, że jednak przepłacił. Zaciągnąłem się palcem raz jeszcze. Nie był jak papieros, nie był nawet jak opium ani haszysz, każda kolejna porcja dymu była nieco wykwintniejsza i bardziej zmysłowa. Spojrzałem na Marcela owijającego kikut po palcu chustką z inicjałami wyszytymi na złoto. Znałem tę strapioną twarz. To była właśnie reminiscencja śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd o tym wiem? No cóż... Śmierć także do mnie kiedyś wpadła; wprawdzie telegramu nie nadała ale zostawiła karteczkę i zapukała w parapet na odchodne. Zdecydowała, że zabierze do siebie chomika za trzy dni. Tak tez się stało trzy dni później kiedy uderzyła kilkukrotnie kołatką w dorozumianym tempie nokturnu. Kiedy otworzyłem drzwi, zacząłem jej współczuć. Słaniała się podpierając framugę i właściwie gdyby nie długi trzonek kosy, z pewnością nie doczłapała by się tak daleko. Z początku chciałem z nią walczyć, szarpać się, ale jej oczodoły jakoś tak dziwnie hipnotyzowały współczuciem. Zaprosiłem ją w końcu do środka, posadziłem w welurowym fotelu i postawiłem pufę pod nogi.&lt;br /&gt;- Może trochę koniaku? - zapytałem, gotowy ją reanimować.&lt;br /&gt;- Może kapeczkę. - opowiedziała, przykrywając kocem przemarznięte kości.&lt;br /&gt;- Dużo zleceń dzisiaj?&lt;br /&gt;- Ahhh. Za dużo. Chyba rzucę te robotę w cholerę! Nawet nie mam kiedy wydawać tych pieniędzy. Żeby człowiek tak jeszcze dostał jakiś inny rejon. Saharę jakąś czy kilka wiejskich wiorst, ale nie, rzucają człowieka na Paryż, a tu z tytułu samego syfilisu zgarnęłam już dwunastu, i to tylko dzisiaj.&lt;br /&gt;- No ale to chyba też znak zaufania, nooo... i dowód uznania.&lt;br /&gt;- Pieprze takie dowody. Miałam robić na etat a robie czasem i po trzy. A dzisiaj zostało mi jeszcze kilka zleceń, a ciemno już przecie. Żeby to chociaż jeszcze gładko szło, ale gdzie tam. Panie! Chowają się za szafami, wyjeżdżają z miasta, uciekają, że gonić ich trzeba jeszcze, a później pisz jeszcze raporty z nieudanych egzekucji. Mówię panu, rzucę tę robotę jak nic, spłacę tylko mieszkanie i szlus. Dopiero wtedy mnie docenią! Zobaczą jak to jest z wakatami, nic tylko karzą latać ci noc w noc. Noc po dniu. A po skończeniu ni to dziękuje ni spierdalaj! Ale zobaczą... jeszcze tylko kilka miesięcy.&lt;br /&gt;- No nie wiem. Może i ma śmierć racje...&lt;br /&gt;Rozmowa był przyjemna, koniak podgrzewał i tak już ciepłą atmosferę, ale czas mijał nieubłaganie.&lt;br /&gt;- No. - rzekła w końcu - Czas na mnie, noc jeszcze młoda, ale lepiej to na zimne dmuchać. Gdzie "eksmitowany"? - rzekła, urzędowym tonem.&lt;br /&gt;- W kuchni. Chyba śpi.&lt;br /&gt;- No przynajmniej jedno mi dziś wyszło. Swoją drogą sama chciałabym tak odejść. No cóż, czas w drogę. Do zobaczenia, mam nadzieje, że spotka się z panem następca mojego nastepcy, ale wie pan... nigdy nic nie wiadomo.&lt;br /&gt;- Ano, ano...&lt;br /&gt;Koniak dodał jej wigoru, wyrobiła się niezauważenie. Po chomiku pozostała mi klatka i niedopity kubeczek wody.&lt;br /&gt;Ciężka robota pomyślałem, ale w sumie dobrze, że jest taki zawód, bo nieśmiertelność musi być katorgą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrząc na Marcela, ślizgałem się gałkami w jego zmarszczkach i załamaniach "myślącego" czoła. Wyczytałem w nim tylko mądrość i strach, jego oczy dryfowały w dyskretnych łzach.&lt;br /&gt;- Marcel! - powiedziałem w końcu, z początku by go pocieszyć, ale z biegiem zdań ten zamiar zmienił się w chwilową walkę ze śmiercią. - Chodź do mnie! Schowam cie w pawlaczu pod zimowym płaszczem i zeszłoroczna prenumeratą "Mojego chomika", śmierć umorzy twoją sprawę w trybie administracyjnym, po 14 dniowym bezowocnym dochodzeniu. Oni mają tak w zwyczaju, z resztą, stary! Oni tam zarabiają grosze, także i tak wszystko robią na odpierdol.&lt;br /&gt;- Mówisz prawdę? Nie, litujesz się tylko... - spojrzał na mnie oskarżycielskim wzrokiem człowieka, któremu dano bezowocną sekunde nadziei, która za chwileczkę pryśnie jak szyba sklepu monopolowego podczas zamieszek.&lt;br /&gt;- Nie, naprawdę! Z reszta... Co masz do stracenia!&lt;br /&gt;Jakby się uśmiechnął. Może pomyślał, że zanim dojdziemy do mnie, śmierć zabierze go niezauważenie, a on ciągle będzie dmuchał na tlący się iskierek nadziei. Odszedłby szczęśliwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wdmuchnął mnie do środka. Zamknął drzwi na klucz od wewnątrz. Podsunął pod klamkę fotel. Ten sam, na którym siadała śmierć kiedy czasem wpadała na kawę z koniakiem. Mieszkanie zrobione było na różowo. Moja żona urządzała. Akurat jej nie było, wyjechała do matki dając mi czas do namysłu nad kondycją naszej relacji. Podobno meblowała teraz mieszkanie jakiegoś antykwariusza z centrum. Więcej nie wiem. Palec spalił się za paznokieć. Włączyłem wodę na czaj. Spytałem go dlaczego akurat palec, kiedy bawił się patefonem. "Black Snake Moan" wypełzł z tuby odbijając się od ścian trzaskiem pierwszego pocałunku igły o rowek.&lt;br /&gt;- Wiesz. Jestem pisarzem...&lt;br /&gt;- Serio? - odpowiedziałem, zdecydowanie zaskoczony.&lt;br /&gt;- Nie słyszałeś o mnie? Naprawdę?&lt;br /&gt;- Nie czytam książek. Kiedyś matka zmusiła mnie, żeby na głos czytać "Opowieść wigilijną" ale odpuściła mi po kilkunastu stronach...&lt;br /&gt;- No nieważne. - westchnął znacząco - Napisałem właśnie nową powieść. Zaniosłem ją do wydawnictwa, a oni mi powiedzieli, że chcą ją wydać jako dodatek do gazety.&lt;br /&gt;- No i co?&lt;br /&gt;- Nieważne... Jest już woda na herbatę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do późna w nocy graliśmy w oczko. Nie był znowu taki kumaty na jakiego się zgrywał, przegrałem tylko raz na osiemnaście razy, a i tak podejrzewam, że coś przyhachmęcił w tasowaniu kiedy wyszedłem do kuchni po butelkę koniaku. "Napoleona". Lekarz miał jednak racje. Do tego ten pisarz... Podobno tez sławny.&lt;br /&gt;Położylismy sie spać kiedy Paryż budził się do życia, pod krwawo-jaskrawym polem rozoranym przez deszczowe chmury. Marcel o dziwo zasnął od razu, ja dość długo jeszcze  zakładałem nogę na nogę, testowałem wszelkie optymalne pozycje ułatwiające osiągnięcie najłatwiejszego zaśnięcia, czytałem cienie gałęzi na ścianach i neutralizowałem swędzące miejsca na ciele za pomocą obgryzionych paznokci. Dopiero po godzinie utonąłem bez ruchu w poduszce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano Marcela już nie było. Został tylko skiepowany koniuszek palca.&lt;br /&gt;Nie wyszło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blind Lemon Jefferson - [String Dazzlers #15] Black Snake Moan&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5724042359224902856?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5724042359224902856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5724042359224902856' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5724042359224902856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5724042359224902856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/palec-prousta.html' title='Palec Prousta'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1174522169616037371</id><published>2008-01-11T11:27:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:33:52.253Z</updated><title type='text'>Hope comes when Sam begins to plays ....</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Był czas kiedy o wczoraj uczyliśmy sie tylko na historii i kiedy jutro było po prostu jutrem. Później pojawiłaś się ty. To była chwila kiedy odkryłem teraz, kiedy w jutrze widziałem ciebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Sam! Odgarnij kurz z tego winyla i zagraj mi to jeszcze raz. Za wszystko co było. Przytul mnie kocem nu jazzu i zostań ze mną. Ilsa zostawiła za sobą blask łuny swojej poświaty, swój zapach i mnie samego. Nia ma sensu nawet oszukiwać się, że zapomniała. Sam! W życiu zostawiłem tylko Scotch'a... jak się okazało dziś, nie na zawsze.  O niej nie uda mi się zapomnieć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Ze wszystkich knajp na świecie, ona musiała wejść właśnie do mojej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Cztery pionowo. Paris. Tylko ja pamiętam?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Sprzężenie zwrotne. Nadużywanie wczoraj. Rozkalibrowane jutro. Bezprzymiotnikowe teraz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Przychodzisz z nim. Rozkazujesz mi Ciebie nienawidzić. Żądasz niemożliwego. Dam ci czego żądasz, żądaj czego chcesz, tylko nie zabieraj mi wczoraj, bo nie wierze już w ani dzisiaj, ani w jutro.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Sam Begins to Play "As Times Goes by". Can You Hear it? The Sound of Little Footsteps on the Stairs.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;h2  style="font-weight: normal; text-align: left; font-family: trebuchet ms;font-family:trebuchet ms;" class="r"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a href="http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=6577606" class="l" onmousedown="return clk(this.href,'','','res','7','')"&gt;&lt;/a&gt;Brodway Project - [In Finite #13] The Third Stream&lt;/span&gt;&lt;/h2&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1174522169616037371?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1174522169616037371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1174522169616037371' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1174522169616037371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1174522169616037371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/hope-comes-when-sam-begins-to-plays.html' title='Hope comes when Sam begins to plays ....'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7806186360934445919</id><published>2008-01-11T11:01:00.004Z</published><updated>2008-11-11T23:34:00.202Z</updated><title type='text'>Give it up for ...</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Więc o czym jest ta sztuka?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;– O marzeniach..."&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7806186360934445919?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7806186360934445919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7806186360934445919' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7806186360934445919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7806186360934445919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/give-it-up-for.html' title='Give it up for ...'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5835183186251218315</id><published>2008-01-10T12:31:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:34:11.715Z</updated><title type='text'>Yo I tell you the rest when I see you, peace!</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Autobus brodził w wyblakłym asfalcie, miedzy pokrywającą go pajęczyną dziur. Patrząc przez zaparowane okno, zastanawiał się czy może, by wysiąść już tutaj i po drodze zajrzeć w jedną w luk w nawierzchni, w nadziei podejrzenia piekła. Są miejsca gdzie Bóg jest naturalnym odczuciem, są też miejsca gdzie szatan jest materialnie obecny.  Miejsca takie jak te. Uzbroił się w plecak nacisnął dzwonek na podsufitce. Autobus zwolnił gdy podszedł bliżej do kierowcy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- To jeszcze z 10 kilometrów. Pan nie stąd? – odparł facet za sterami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie. To tutaj. – podpowiedział.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kierowca szturchnął ramionami i zatrzymał autobus manewrując między gniazdem dziur z prawej i jednej wielkiej zajmującej cały lewy pas. Otworzył drzwi. Wychodząc w ostatniej chwili udało mu się przeskoczyć kałuże sięgającą grubo za kostki, pod samymi schodkami od autobusu. Trzasnął drzwiami, nie mówiąc ani dziekuję ani do widzenia. Pogoda była prawie zimowa. Deszczowe chmury zasłaniały latarnie słońca, wiatr delikatnie czesał wyliniałe korony drzew. Wyciągnął paczkę mocnych – tych pakowanych po 25 – i bez chronienia ognia zapałki przed wiatrem bijącym z otwartej powierzchni pól, odpalił jednego. Wzdychnął – jest takie słowo? -  jakby nastąpiło wreszcie coś na co czekał od dłuższego czasu. Jego twarz nie wyrażała jednak żadnych emocji, była to jedna z tych twarzy, z których nic nie wyczytasz: ani tego kim jest ten do kogo należy, ani bliższej charakterystyki. Mogła to być twarz człowieka tak 25 letniego jak i 35.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Rozejrzał się dookoła, oczy jakby na ułamek sekundy się zaszkliły, choć możliwe, że to tylko wrażenie. Odwrócił się w prawa stronę i poszedł dalej bita drogą z prawej strony asfaltówki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jaskrawo błękitne lustro morza przechodziło w sklepienie nieba niezauważenie. Plaża była pusta. Pobliskie miasteczko uciszył śnieg. Patrzył na widnokrąg. Coś musiało go tu ciągnąć. Może ten horyzont, który potrafi być jak twarz w lustrze oglądana codziennie. Niby taka sama, ale zawsze odkrywa się cos nowego. Może coś innego, trudno powiedzieć. Stał tak poddając się tańcowi lodowatego wiatru. W kieszeni miał zrealizowany bilet, na którym była trasa obliczona w setkach kilometrów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tak zwyczajnie. Bez morału.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mellowbag - [Bioplar opposites #10] The Essence&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: georgia;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=";font-family:Georgia;font-size:8;"  &gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5835183186251218315?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5835183186251218315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5835183186251218315' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5835183186251218315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5835183186251218315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/yo-i-tell-you-rest-when-i-see-you-peace.html' title='Yo I tell you the rest when I see you, peace!'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3819231863408858743</id><published>2008-01-03T13:11:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:34:59.670Z</updated><title type='text'>Livin' in Technicolor</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Widoczność dobra, z lekkimi przejaśnieniami w fakturze chmur, wylizującymi gwiazdy z nieba. Wiatr niżowy bijący od pancerza mojej i nie mojej obojętności. Uszy poddane bolesnej akupunkturze zimna, odetnij płatki, a nic nie poczuje. Ścieram podeszwy sneakersów w kontakcie z płytami chodnika pamiętającymi czas kiedy Niemen jeszcze grał na Hammondzie i nie miał zamiaru zmienić go na syntezatory. Wiatr wieje od zawietrznej.  Bronie się. Tonę w kołnierzu ortalionowej tarczy. Spodnie założone na krótkie spodenki - miałem mało czasu, sklep zamykali za chwile. Jasne, że nie zdążyłem i jasne, że drzwi zamknęli mi właściwie przed nosem. Podszedł do mnie facet i mruczy coś jakby po polsku. Jego widok przywołuje mi w pamięci twarz Bogarta... tyle, że tego w "Skarbie Sierra Madre". Skóra na twarzy jakby zaorana i pomalowana emalią. Czerwienią tym intensywniejszą im zbliżała się do czubka nosa. Ciągle mruczy, nie rozumiem.  Zbliżam ucho do jego twarzy, ale to też nie pomaga. Nie ma nikogo, żadnego tłumacza, jakiegoś typa będącego jego pełnomocnikiem, działającym w jego imieniu. Po krótkiej chwili jednak widzę szluga między jego czarno - czerwonymi palcami lekko ubabranymi tajemniczym brązowym, z deka zaschłym spoiwem.&lt;br /&gt;- Aaaa ... o to chodzi. - mówię i kulturalnie podaje ogień moją kozacką zapalniczką, którą dostałem za 30 sreberek od Cameli, wysłanych na adres producenta. Koniec papierosa - chyba Fajranta, patrząc po własciwościach - zapala się płomieniem, niczym pochodnia; zbyt długo trzymał go nad ogniem. Reakcja spóźniona. Może stracił kilka milimetrów tytoniu,  ale jestem pełen podziwu dla manewru jakim opanował lekki pożar. Mam do czynienia z prawdziwym graczem. I chyba już wiem "gdzie się podziali prawdziwi oszuści?".&lt;br /&gt;- Eeeaaaą - odpowiada.  Z Radością uśmiechając się do mnie swoim błogostanem, powierzchwnością i klawiaturą zębów, bez kilku klawiszy, szczególnie górnej lewej dwójki, w której trzymał szluga nie musząc ciągle używać ust do jego przytrzymywania. Chyba podziękował. Zastanawiam się czy to celowy zabieg czy czysty przypadek, bo jeśli pierwsze to jestem pełen uznania. A może przez przypadek odkryłem tajemnice tego archetypicznego fachowca po pracy, który cokolwiek robi, gdziekolwiek jest, ma zawsze kąciku ust zawsze tego samego żażącego się kiepa. Pełen galanterii i wrodzonej wysokiej kultury osobistej, mówię dobranoc i stawiam krok do przodu. Wprawdzie nasze żywoty są różne, cele przecież mamy takie same. Też wyszedłem w środku nocy, ciągnięty przez niewidzialnego towarzysza mojej tak chwilowej wegetacji, jak i reszty życia.&lt;br /&gt;Mój drogi nałogu! Nasz drogi nałogu! -poprawiam się - Przed chwilą spotkałem brata w wierze. Cel miał ten sam. Tylko w odwrotnej kolejności... ja szukam zaspokojenia, on tylko zapalarki. Czego nie ma on, mam ja i odwrotnie. Powiedziałbym vice versa ale obawiam się, że może nie zrozumieć, bo nie ogląda chyba tyle discovery i planete co ja. Zestawiam ze sobą fakty: na pulpicie komórki jest w pół do trzeciej, w kieszeni mam całą dyche, jedynym ośrodkiem rekreacji i sportu czynnym 24/7 jest Statoil. Idę wiec, zostawiając za sobą przyjaciela niedoli, masuje uszy przywracając im krótkotrwałe czucie. Ulica "nie pamiętam jak się nazywa" łączy się z ulicą Mickiewicza. Hę, dobra nazwa. Faktycznie, lokalna społeczność ceni sobie narodowe ikony:  Chopin, Żubrówka, Belweder czy wreszcie, by oddać hołd wieszczowi uświetniającemu swym nazwiskiem to miejsce:  Pan Tadeusz. Via kopalnia rozkoszy, bo są w tym mieście chłopaki, które lubią ten sport. Nie spotkałem jeszcze nigdzie większych patriotów. Przyjdź tylko i  spróbuj spytać o Gorbaczowa, z miejsca cię zawrócą i zaproponują za tę cenę dwie czerwone kartki i colę - jedną dla nich of course. Lepiej ludową ojczyznę wspominać swojsko, a nie internacjonalnie.&lt;br /&gt;Na pierwszy rzut oka nie ma w tym mieście niczego. Tylko ta stacja. Jedynie ona daje światło nocą. Jest jak latarnia morska prowadząca do celu i w tych okolicznościach zdaje się być widoczna z kosmosu. Aktualnie pusta, żadnych przybyszów znikąd, przejezdnych ''przez", ani tych, którym zawdzięcza miesięczny utarg, większy niż ten, jaki nabiliby chłopaki z Acid Drinkers w w ciagu całego swojego życia. Otwieram przeszklone drzwi, wdycham nieco stęchłe powietrze i staje przed paletą barw, przekrojem kultur od Lucky Strike' ów, przez Camele, Dunhill'e, nurkuje w trociny brydżowych, które można kupić za wydana resztę i wypływam na powierzchnie Sobieskich i LM-ów lightów, strasznie chujowych z resztą. Normalnie pale Camele, ale wybór jest tak duży, hmmm ... w końcu mam całą dyche. A co!? Wkońcu stać mnie!&lt;br /&gt;- Dzień Dobry. - zagaja ,mnie uprzejmie, SalesMan.&lt;br /&gt;- Enobry- mówię. - Właściwe dobry wieczór, ... ale do rzeczy.&lt;br /&gt;- Słucham. - odpowiada lekko zblazowany. W sumie nie dziwię się: gadać to samo przez cała dobę, też bym chciał jakiejś odmiany, nawet dzień dobry zamiast dobry wieczór.&lt;br /&gt;- Golłazy, proszę! - mówię.&lt;br /&gt;- Gulłazy, chyba. - podpowiada SalesMan.&lt;br /&gt;- Też mogą być.&lt;br /&gt;- (śmieje się) ... niebieskie?.&lt;br /&gt;- Własciwie, to granatowe. - mówię i jak noktowizor wodze żrenicami za jego ręką, uzbrojaną w najdroższy model G-Shock'a, sięgającą po paczkę chowającą się w otchłani zakurzonej półki.  Najbardzej zakurzony dział, w miejscu gdzie przecież prawie zawsze, podaż nie nadąża za popytem. Czuje się jak odkrywca. Jak facet, który na zakurzonej półce, w publicznej bibliotece odkopuje jedyny isniejący pierwodruk "Boskiej komedii''. Uwielbiam ten brzek tekturowej ramki szlugów uderzającej o lade, ławę, stolik, whatever.  Ale dobra dalej. No co dalej? Biorę. Płace. Biorę reszte. Dobranoc. Branoc. Wychodzę. Miasto jest ciche i spokojne, odpakowuję ramkę, wyciągam jednego z dwudziestu i czytam, bo lubie wiedzieć co pale. „Liberté toujours” , że niby „Zawsze wolność”. Kurwa! Coś z tymi szlugami jest nie tak. Te ich hasła. Są takie... normalnie jak ... sam nie wiem, ale weźmy "Veni, Vidi, Vici" z paczki Marlboro. No Niagga, please! normalnie. Albo "Per Aspera, Ad Astra" z Pall Mall'ów, że co? Że niby, przez raka do nieba? Jak to mówią w ameryce - a oni zawsze wiedzą co mówią - Dżizas!&lt;br /&gt;No ale przejdźmy do rzeczy. Ugniatam. Oblizuje. Zapalam. Wciągam. Ulga, masująca, pulsująca rozkosz. To ten sam dym, którym truł się Picasso, Sartre czy Orwell. To ten sam dym, którym truje się Pilch. Gauloises Blondes. Jak to mówią: nasza strata.&lt;br /&gt;Idę z powrotem. Zakładam słuchawki. Może niewiele pomagają, na ten wiatr napierdalający po uszach, ale to zawsze człowiek sie podnieci jakąś kawaliną, jakimś All Along The Watchtower, Eating Glass czy Seed 2.0. Idę połykając śmierć, zaczadzając szare komórki, marzenia, odbieram moim dzieciom dzieciństwo, wypełniam ich oczy łzami. "Palenie może powodować mniejszy przepływ krwi i impotencje" przed oczami, więc kiedy wdycham dym, żona składa mi pozew o rozwód i alimenty. W sumie nawet jakbym widział ten napis, to nie poprosiłbym mimo wszystko tych z rakiem. I tak idę, obojętny, nieporuszony, ścierając podeszwy sneakersów, rozcierając zmarznięte uszy, słuchając Hendrixa. Jedną ręką pompuje w żyły nikotynowy napęd, drugą chowam w kieszeniach spodni, gdzie mam srebrny zapalar i kilka niezrealizowanych recept na odrobinę chillout'u.&lt;br /&gt;Dead man Walking, normalnie. We gotta Dead Man.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amon Tobin - [Foley Room #12] At The End Of The Day&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3819231863408858743?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3819231863408858743/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3819231863408858743' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3819231863408858743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3819231863408858743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2008/01/livin-in-technicolor_03.html' title='Livin&apos; in Technicolor'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3486453283472928450</id><published>2007-12-31T12:22:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:35:08.930Z</updated><title type='text'>Bitch please!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Pokolenie naszych rodziców zbudowało już tutaj raz zachód, jeżdżąc do Władywostoku z coca colą made by Rfn, żyletkami Polsilvera czy pirackimi kastami magnetofonowymi MC Hammera niosąc kaganek oświecenia wschodnim ludom. Otwierali później, za ruble wymienione na dolary plantacje pieczarek, albo fabrykę guzików, by po kilkunastu latach mieć dwa BMW w garażach i trzy garnitury w szafie.&lt;br /&gt;Pokolenie ich dzieci, moje pokolenie, snuje swoje marzenia, przeplatając je miedzy oddechem wypuszczanym rytmem miarowej paplaniny. Martwi prezydenci są dla nich zapomnianym chłodem uderzającym z krypty w korzonki. Marzą jedynie o banknocie z statuą wolności obok nominału, marzą tak długo, że zapominają, że tą druga Japonię przecież trzeba budować, żeby kiedyś powstała. Jadą więc na wyspy zobaczyć, opracować biznesplan i szlifować angielski, ale zamiast tego szlifują bruki. W końcu to pokolenie 1,200 brutto, a historia nie lubi nieporządku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóz, więc ja też mam biznesplan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Air - [Def Beat Remixes Vol.9 - Dan The Automator (Def Beat Remixes) #06] Le Soleil Est Pres De Moi (DTA Remix)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3486453283472928450?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3486453283472928450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3486453283472928450' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3486453283472928450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3486453283472928450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/bitch-please.html' title='Bitch please!'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1335385484334599466</id><published>2007-12-30T19:32:00.002Z</published><updated>2008-05-15T12:38:59.053Z</updated><title type='text'>Masłowskim Wejherowem polece:</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Lubie ją wkurwiać. Tak zwyczajnie, bez większej zajawki na planowanie i układanie tego wcześniej. Na spontanie. Ona mówi, że jeśli ją naprawde kocham to, byłym dla niej inny. Ja na to, że kochanie, skarbie ty moje, nikt cię nie kocha, jak ja ciebie kocham. Ona mówi że kocham ją tak jakby zbyt oporowo. Ja na to, że chyba, sobie ze mnie jaja robi, a takie szajby mnie grubo podkurwiają i mówię, że będzie sie musiała starać, nadskakiwać, klękać, siorbać i w ogóle o jak nie to z nami koniec. Ona płacze. Jej oczy celują we mnie jak laserowe namierzanie w karabinach, takie co je widziałem kiedyś na Polsacie w jakimś filmie o przyszłości, chyba Van Damme jakiś tam grał czy Chuck Norris. Nie pamiętam. I tymi oczami wypala we mnie jakieś przejście. Tym spojrzeniem, tą swoją bezzależnością i bezradnością. Zmusza mnie by współczuć. Przekopuje się we mnie, w środku jak jakiś kret w norze, rozsypując w rozsypkę moje całe wkurwienie. Zapominam po chwili o tym, że jeszcze przed chwilą była w moich oczach osikanym przez jakiegoś kundla, niechcianym przez nikogo słupem. Wlewa we mnie tym wzrokiem, jakimiś niewidzialnymi żyłami chyba, przepompowywuje tymi tunelami we mnie swoje łzy, tylko, że takie jakieś ciepłe i troche przysłone. Wypłukuje ze mnie wszystko, naważa solami mineralnymi, moją glebę dawno zasypanych uczuć, sieje jakieś tam ziarna; że teraz to ja nie bedę już lubiał jej podkurwiać, tylko chodził z nią bez przerwy za rękę, kupywał jakieś "Gale" czy "Vivy", chodził oglądać pralki na wystawach promocyjnym w sklepach Agd, a wieczorem po kolacji zamiast podbijać statystykę, no wiecie to co pisali w gazetach - 123 razy rocznie przeciętnego Polaka - albo spożywać idealnie schodzoną w tym celu - w tej lodówce co o niej wcześniej mówiłem - szyjkę browaru, zasiądziemy na kanapie co nam ja jej rodzice kupią i będziemy oglądać Taniec z gwiazdami a potem powtórke z Kryminalnych, co to jego przegapiliśmy jak byliśmy u jej najlepszej przyjaciółki na imieninach. A może jeszcze do tego jej mama wpadnie do nas pooglądać z nami.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Mówię w końcu, że przestań płakać, w końcu nic takiego się znowu nie stało, że przecież cię kocham, że zrobie dla ciebie prawie wszystko. Ona, że czemu prawie. Ja, że niech jej będzie, że wszystko, tylko, żeby w końcu przestała płakać bo mnie już głowa rozbolała i, że muszę się napić i zagryźć Apapem. Ona, że wiedziała, że ja kocham i, że będzie już ze mną zawsze. Do końca.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Ja tylko myślałem sobie, że to nieprawda, ze tak tylko mówi, że tak trzeba mówić, jak ci aktorzy w tych wszystkich serialach w telewizji i, że tylko dlatego tak mówiła, że przecież po co to mówić jak w sumie nie trzeba. Ale tak pomyślałem sobie, że w sumie, może i trzeba. Powiedziałem, że też, że ja ... i że w ogóle.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Tak sobie mówiliśmy, chodziliśmy po tabsy do Jokera, ze sobą za rękę, jeździliśmy naszym nowym metalikiem srebrnym Volkswagenem , kiedy ta w końcu przychodzi do mnie i mówi, że brzuch, że 6 tydzień i, że jej matka pyta kiedy ślub. Ja zaskoczony, ze jaki znowu ślub. A ona, że jak to, że przecież się kochamy i w ogóle. Co miałem odpowiedzieć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;I tak już trzeci rok mija jak na kanapie oglądamy kryminalnych - bo jeszcze ich nie zdjeli, a to człowiek się przyzwyczaił -, tyle, że już nie powtórki jak kiedyś, bo się pokłóciliśmy z jej najlepszą przyjaciółką, jakoś tak z pół roku temu, a tak w ogóle to zaraz po nich dają powtórkę Tańca z gwiazdami, tyle, że obejrzymy ją po prostu drugi raz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Może też dostane NIKE :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Burial - [Untrue #05] Endorphin&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1335385484334599466?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1335385484334599466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1335385484334599466' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1335385484334599466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1335385484334599466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/masowskim-wejherowem-polece.html' title='Masłowskim Wejherowem polece:'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3501652638081724126</id><published>2007-12-30T19:17:00.000Z</published><updated>2007-12-30T19:32:02.284Z</updated><title type='text'>Yaknowwhatimean?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R3fyC3I2VII/AAAAAAAAAB8/RpMAn17MRzY/s1600-h/forbbimag03.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R3fyC3I2VII/AAAAAAAAAB8/RpMAn17MRzY/s400/forbbimag03.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5149850829896176770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3501652638081724126?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3501652638081724126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3501652638081724126' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3501652638081724126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3501652638081724126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/yaknowwhatimean.html' title='Yaknowwhatimean?'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R3fyC3I2VII/AAAAAAAAAB8/RpMAn17MRzY/s72-c/forbbimag03.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-599387189687332700</id><published>2007-12-28T21:20:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:35:20.911Z</updated><title type='text'>***</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Tak wiele chciałbym ci powiedzieć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Zawsze byłeś przy mnie,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;nawet w najtrudniejszych chwilach,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;pozwalałeś mi złapać oddech i być ukojeniem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Pamiętam wszystko:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;jak całowałeś moje usta na dzień dobry i dobranoc,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;nasz pierwszy pocałunek też.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Nigdy mnie nie zostawiłeś,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;chociaż tyle razy chciałem cie rzucić,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;tyle razy zdradzałem cię tymi, którzy byli tylko środkami zastępczymi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Wiele się zmieniło z czasem:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;zęby otuliła rdzawa żółć,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;oddech stał się płytszy,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;cera bardziej ziemista.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Nie karz mi, więc mówić nic więcej,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;bo wiesz , że będziemy już zawsze razem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;uzależnieni od siebie,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;oddychając jednym rytmem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Mój drogi papierosie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;- Znowu palisz. Po chuj ci to palenie!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;- Po chuj od góry czy od dołu?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Amon Tobin - [Chaos Theory (Splinter Cell) #03] Theme From Battery&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-599387189687332700?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/599387189687332700/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=599387189687332700' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/599387189687332700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/599387189687332700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/znowu-palisz.html' title='***'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-9115425385152673957</id><published>2007-12-28T13:54:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:35:30.755Z</updated><title type='text'>Krok za krokiem - wyd. 2 rozszerzone</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Zastałe powietrze przynosi z sobą ton westchnień, sensu zawodzenia i delikatny aromat łez zmieniających stan skupienia. Chowam się w półkuli wełnianej czapki moich ludzkich uczuć, w nadziei, że nikt nie ośmieli się poprosić mnie o cokolwiek, o wskazanie ulicy, o złoty trzydzieści cztery, o przeprowadzenie przez jezdnie, litość, nadzieje, uśmiech czy papierosa. Wszystko co ludzkie jest mi obce. Kartkuje koagulatorem wszystkie rady, ostrzeżenia, poradniki mejd baj "Co teraz". Wyszukiwarka jest nieco zmurszała dwudziesto-trzy letnim przebiegiem, więc trochę trwa zanim pojawią się pierwsze wyniki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czele listy, złote myśli, że: miasto to dżungla, a ludzie to zwierzęta. Polegam na sobie, błędnik nie potrzebuje dodatkowej asekuracji. En garde. Wciskam palce stóp w załamania chodnika, pozwala mi to się "zastanowić nad kolejnym krokiem"i "stać twardo na ziemi". Dwa w jednym. Duma, głaszcząca uschłe, niepodlewane gałązki niskiego poczucia wartości. Szukam pęknięć, szczelin przez podejrze w inną rzeczywistość, odległy wymiar, "gdzieindziej". Miejsce gdzie gama kolorów jest szersza ale przy takiej samej rozdzielczości i  przy tym samej sumie pikseli, gdzie ściany nie są oszczane bylejakośćią, ulice zalane zaschnięta, popielatą lawą depresyjnej szarości,&lt;br /&gt;oplute śmieciowym i choatycznym brudem. Widać ją pewnie z daleka, bo ten inny świat z pewnością promienieje, ale mimo to szukam wszędzie, nawet w miejscach dawno zapomnianych przez poświate. Majając czułkami szorstki, graniczny mur, w pogoni za mackami spragnionymi ciepła i wzrokiem stęsknionym za światłem. Jak alkoholik w biegu za wodospadem zapomnienia, jak kochankowie w wyścigu po taniec zmysłów, płynę wierząc nie tyle w miejsce co rzeczywistość; nie żadną utopie płynącą Jack'iem Daniels'em czy cudowną imitacje nieba pełnego kipących miłością hurys, tylko miejsce, któro nie będzie reminiscencją "tutaj". To w zupełności wystarczy. The truth is out there. Wierze, że kiedyś ją znajdę. To już przesądzone. Podejrze ją przez załamanie w gramaturze ścianki działowej, jak śliniący się voyerysta podgladający kochanków przez dziurkę od klucza. To będzie erekcja estetki, jak pierwsze spojrzenie na Audrey Tautou, jak "Hurt" Johnnego Cash'a, jak Marlon Brando w "A Streetcar Named Desire". Pierwszy dzień reszty mojego  życia. Ale jak już powiedziałem to będzie kiedyś. Teraz otworzysz oczy i poczujesz pocałunek spierzchniętych warg rzeczywistości i drapiące muśnięcie jej oblicza na które możesz zareagować jedynie wiarą. Lewa, prawa, lewa, ..., lewa, ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narrator wrzechwiedzący kieruje podmiot liryczny główną arterią miasta, obok gabinetu ginekologicznego, wypełnionego niemym oskarżeniem wiszącym nad nim jak bat nad rozoranymi plecami niewolnika. Spróbuj je usłyszeć, ale miej też świadomość, że te dzieci nigdy nie poczują chłodu oceniających spojrzeń, nie odkryją rozczarowania, nie pogłaszcze ich ból i nie staną przed dylematem udko czy skrzydełko. Ich życie zaczyna się w pełnej emocji ekstazie i trzepocie zwężonych z nadmiaru światła rzęs, a kończy w rynsztoku złych myśli i wtórujacego im szumu wody w muszli klozetowej. Przez ocean miłości na głębiny potępienia.Lewa noga, prawa noga.&lt;br /&gt;Bohater mija kultowe miejsce, wypełnioną kulturalno-politycznym nimbem, rozpływającym się zwykle w gąszczu smug aromatu tanich papierosów i niedowarzonego piwa. Trzecia osoba liczby pojedyńczej zatrzymuje się i kontempluje, wnętrze baru "U Alibaby". Odwrócone do góry nogami krzesła, przypominają nadmorskie niebo chwile po 12 stopniowym sztormie czy stadiony na moment gdy widzowie rozeszli sie w swoją stronę odtwarzając w zwolnionym tempie kadry zwycięskiego strzału w ostatniej minucie meczu. Zastygłe powietrze się rozrzedza, emocje przecina ostrze samotności. W jednej chwili miejsca kipią wszelką możliwą paletą barw, by zaraz mgnienie oka uczyniło z niego co najwyżej westchnienie i wspomnienie świetności. Świetności, która była przecież przed chwilą. Elvis has left the building. Lewa noga, prawa noga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znów wracamy do patrzenia na świat oczami bohatera. Powietrze jest przyjemne i ciepłe, towarzyszący mi wiatr podkreśla co najwyżej mój dobry gust w postaci efektownego rozwiewania połów mojego kremowo-brązowego prochowca. W witrynę obok wpatruje się kobieta. Takie kobiety przewracają facetom wszystko, od pierwszej pozycji hierarchii najpiękniejszych kobiet świata, po odwrócenie kory mózgowej na odwrót. Czuje sie jakbym wypił jednym haustem butelkę gorzkiego wermutu, który promieniuje wewnątrz mnie swoją coraz wyższą temperaturą wrzenia, do miejsca gdy mój wzrok zmienia się w obraz pokryty śnieżnymi błyskami i czarnymi pulsującymi punktami jak nie odkodawany kanał telewizyjny. I choć wiem, że to jest ona, choć jednocześnie mam świadomość, że to nie ona. Kobieta Mojego Życia, pisana z dużych liter jak imię i nazwisko, to pozwalam jej odejść. Może kiedyś, kiedyińdziej, gdzieindziej. I być może gdybym nie znał siebie tak bardzo, gdybym mniej łudził się co do twojej niskiej poprzeczki oczekiwań, przesadnie ją zawyżając, do stopnia nieprzeskakiwalności, może wtedy podszedłbym do ciebie i byśmy zlali sie jedno. Ja Kajusz. Ty Kaja. Gdzie ty Kaja, tam ja Kajusz. Dziś patrze na ciebie odchodzącą w odchłań przeszłości, twoje plecy znikające za portalem tajemnego przejścia przeskakującego dni i lata. Może ten inny świat ...  może to ktoś, kto tylko ogniskuje jego obecność. Ona? Żyć tutaj ... nawet znią obok? Chciałbym nawet i tego, ale chyba nie potrafiłbym, marze o niej, zawsze szukam jej wzrokiem w nieudolnie pozszywanym porządku życia, z odklejającą się okleiną bilbordów i reklam. Wyobraź nas sobie na proscenium. Nie żałuje ale nie jestem, aż takim egoistą by chować się za kurtyna ciebie, plecami do wszystkiego, bo nie wierze, że masz aż taką siłę by przysłonić mi wszystko i nie wierze, że jestem aż takim skurwysynem by zmienić cie nasze życie w prywatne niebo gdzie ty będziesz pełnić role słońca, skupionego na tym by ratować mnie promieniami swojej miłości, ja byyłbym tylko antena zbiorczą twojego ciepła, dając ci najwyżej zajęcie i ciągłość. Resztę dni spędzę rozbudzając wiarę wbrew nadziei, wbrew wszelkiej nadziei, że spotkam tam znów ciebie stojącą w poświacie "teraz" i spoglądającą za witrynę. Może w witrynę, w swoje odbicie? Może. Nie wiem, gdybym był tobą z&lt;br /&gt;pewnością spoglądałbym w odbicie namalowane na blasku tafli. Stanę obok ciebie jak ostatni brakujący puzzel liczącego miliard elementów  jigsaw, w marzeniach wszystko zasklepia się w harmonię. Będę cię rozbudzał, przeżywał wszystko w trybieprzypuszczającym, pisał setki scenariuszy z happy end'em, choć wiem, że wszystko ma w świecie swoje miejsce i czas, wszystko jest przewidywalne i racjonalnie polepione. Świat to dżungla, a ludzie najczęściej są zwierzętami, życie trwa zazwyczaj kilkadziesiąt lat i najczęściej kastruje nas niedoczekaniem, nawet ciastka Petit-Beuree zawsze mają po tyle samo ząbków.&lt;br /&gt;Mene Tekel Fares&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Epilog&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ narrator jest wszech wiedzący jest w stanie dopowiedzieć resztę, ale dziś pominie ciąg dalszy. Sam zbyt długo kultywował motyw vanitas, odwracając sie od wszelkiej miłości. Ciąg dalszy dopisze wyobraźnia, to że ludzie sa wolni, a może nawet to, że ludzie czasem się zmieniają. Przechodniu! Zaparkuj na kanapie i dopisz scenę zamknięcia, od teraz to jest twoja rzeczywistość!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apples In Stereo - [New Magnetic Wonder #01] Can You Feel It?&lt;br /&gt;Emancipator - [Soon It Will Be Cold Enough  #01] Eve&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-9115425385152673957?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/9115425385152673957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=9115425385152673957' title='Komentarze (202)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/9115425385152673957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/9115425385152673957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/zastae-powietrze-przynosi-z-sob-ton.html' title='Krok za krokiem - wyd. 2 rozszerzone'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>202</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-1796292303526098348</id><published>2007-12-23T12:52:00.001Z</published><updated>2008-11-11T23:35:39.966Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;"&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;KO&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153);"&gt;jarzyć&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;CH&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153);"&gt;uj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(153, 153, 153);"&gt;z&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;C&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153);"&gt;ipą&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hallgrímur Helgason -&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "101 Reykjavik"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-1796292303526098348?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/1796292303526098348/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=1796292303526098348' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1796292303526098348'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/1796292303526098348'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/ko-jarzy-ch-uj-z-c-ip-hallgrmur.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4806702534917095052</id><published>2007-12-19T19:28:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:35:48.586Z</updated><title type='text'>Keep looking!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left; font-family: trebuchet ms;"&gt;Pamiętasz ten zoom z High Fidelity? Typ siedzący po turecku, między setkami winylowych placków? To jeszcze nic. Piwnica, "Midnight In a Perfect World" w tle i palce Shadowa tasujące zapomniany etap popkultury. Wiesz te stery zakurzonego wosku, które widziałeś oglądając "Scratch". Art of diggin' bejbe! Byłem tam. Żadna kobieta nie połechta  mnie werbalnie bardziej niż to "Czuj się jak u siebie." odbijające się echem od ścian, fundamentów i sufitu: cmentarza, a właściwie muzeum przybladłych gigantów i płotek. I chyba już nie połechcze. Pracuj tylko wyobraźnią. Jestem i panem i władcą. Tylko ode mnie zależy ich zmartwychwstanie. Tylko ja mogę ich wskrzesić, wyniesieniem ich z sobą. Delphonics, Smokey Robinson i Al Green, to chyba jedyne nazwy, które coś mi mówiły. Spod Harold Melvin &amp;amp; the Blue Notes świeciła ona.  Jak poświata świeżego śniegu nocą. Idealna piosenka. Pozdrawiam środkowym palcem tych, którzy szukają jej całe życie. Mam ją, teraz jest tylko moja, w końcu każdy choruje na swój odcień katatonii, więc spójrz w inna stronę zacznij dziergać, zbierać muszelki albo zwyczajnie daj sobie spokój! Czarny polichlorek absolutnej ejakulacji zmysłów od pierwszego trzasku igły muskającej analog. Widzę zarys spirali rowka, za chwile świadomośc zakręci się tempem  33 1/3 obr./min. Wdycham powietrze by zdmuchnąć cząsteczki kurzu zawistnego czasu. 12'' do nieba. Jestem&lt;br /&gt;... byłem. Do przecinka, gdy ryk budzika wyrwał mnie z otchłani "kiedyś będę". Masuje wyobraźnie, grzebie palcami po załamaniach autostrad hipokampu, ale za nic nie umiem wyrwać rzeczywistości tytułu, sylaby, dagerotypu wytwórni, jakiejkolwiek poszlaki.&lt;br /&gt;Żyjemy w okrutnym świcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Malcolm McLaren - [Kill Bill vol.2 #12] About Her&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4806702534917095052?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4806702534917095052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4806702534917095052' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4806702534917095052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4806702534917095052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/keep-looking.html' title='Keep looking!'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2462323022247846594</id><published>2007-12-18T21:10:00.001Z</published><updated>2008-05-15T12:40:06.191Z</updated><title type='text'>Pamiętasz?</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Więc dobra, święta kojarzą mi się z tą dziewczynką od Andersena, stojącą w bramie z czerwonym od zimna noskiem i palcami stóp zwróconymi do środka; sprzedającą innym współczucie, ludzkie odruchy i pudełka zapałek. Kojarzą mi się bardziej z podwójnymi wydaniami tygodników, niż rubasznym facetem z reklamy Coca Coli odzianym w kubrak w kolorze burdelowych dzielnic; od ministrów czy premierów, przez Kołakowskich i Tischnerów do recenzji ostatniego singla Britney i relacji z wieczorku autorskiego Drotkiewicz. Lubię tą klamrę. Raz do roku, w końcu można poudawać człowieka. C'nie? Częściej słychać proszę, nawet kierowcy autobusów są jakby mniej obrażeni na świat, płynąc Ikarusami w rytmie swoich laid-backowych imaginacji. Wszystko jest efemeryczne, wręcz nieuchwytne, jak świeżość ściętego bławatka. Święta kojarzą mi się z samotnością za ścianą i zwiększoną liczbą samobójstw, z hipermarketami i radiem pierdzącym "Last Christmas". Dla Scrooge'a zabrakło miejsca, czasu i dodatkowego nakrycia. Święta kojarzą mi się z ..., z ... i z ... Co powiedziałeś? Bóg? Mmm, ... Aaa! Ten od złota, kadzidła, mirry i Red Bull'a! Mam to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;David Bowie - [The Man Who Sold The World #08] The Man Who Sold The World&lt;/span&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2462323022247846594?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2462323022247846594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2462323022247846594' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2462323022247846594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2462323022247846594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/pamitasz.html' title='Pamiętasz?'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-90250637684064574</id><published>2007-12-15T13:00:00.002Z</published><updated>2008-11-11T23:36:20.533Z</updated><title type='text'>Don't Follow The Leader</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Wodził myślami między smużkami skondensowanego dymu.Próbując czytać, drapał oczy, podrażnione szczypiącym odcieniem błękitu jaki ulatniał się z końcóweczki cylinra made by Philip Morris. Strzepywał popiół do umywalki. Palenie zawsze ma w sobie jakąś poetykę. Nawet tutaj z porcelitem pod sobą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ludzie tacy jak ja pragną destrukcji, ponieważ po zniszczeniu starego wrzechświata powstanie nowy. Gdy wielcy bohaterowie dają pełną swobodę swoim popędom, są cudownie potężni, gwałtowni i niezwyciężeni. Podobnie jak maniaka seksualnego, szukając kochanki, nic nie może ich zatrzymać."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;A to skurwiel! &lt;/span&gt;- pomyślał. -&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Takiego gnoja posłałbym z jego Graceland z powrotem do Tupelo!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Problem w tym, że facet nie żyje od iluś tam już lat. Facet który miał na rekach krew milionów, odszedł spokojnie we śnie, zostawiając za sobą ponad miliard ludzi, którzy do dziś są zmuszeni są być jego sierotami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Nic nie mógł dla nich zrobić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chociaż ... zaraz ...&lt;/span&gt; - pomyślał i wyrwał automatycznie kartkę z książki. Spojrzał na nią jeszcze raz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Właśnie mam twój tekst przed sobą. Za chwile będę miał go za sobą. Skojarz! Nade mną niebo styropianowych kasetonów, a prawo moralne pode mną!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;A co? Niech sobie skurwiel nie myśli! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;"&gt;Apollo Four Forty - [Electro Glide In Blue #05] Vanishing Point&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-90250637684064574?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/90250637684064574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=90250637684064574' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/90250637684064574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/90250637684064574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/dont-follow-leader.html' title='Don&apos;t Follow The Leader'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-7440580772176047738</id><published>2007-12-13T15:35:00.001Z</published><updated>2008-05-15T12:40:33.241Z</updated><title type='text'>Bringin' Back Sweet Memories</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Małe 15 tysięczne miasteczko na wschodzie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Polska.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Godzina 1:30. Noc.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Zmaterializował sie przede mną golf trójka. Zielony metalik. Jechał wprost na mnie z dokładnym azymutem, jak ostatnia kohorta rzymskiej armi krocząca na rzym opanowany przez hordy barbarzyńców. Zrównujac sie ze mną zwolnił do prędkości beczki toczonej przez dzieciaki po podwórku.  Za lekko uchylonymi oknami, przez które saczył się BassBoost'em Shook Ones (part obojętnie który), trzy pary oczy, celujace we mnie jakby miały założone gogle z noktowizorem. Pisk opon, ostatnie tchnienia ledwie trzymających wahaczy i podświetlona naklejka Blaupunkta. Zmienili się we wspomnienie. To tylko ... To nic.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Cruising w poszukiwaniu utraconej młodości. Słowa wplecione między patetyczny bas i przyjemny, tulący papierosowy dym. Trip miastem dorastania, żyjącym ich fekaliami rozpierającymi podskórne żyły. Ich życie stało się flachbackiem. Asfalt ścierał opony, a przecież przeż tyle czasu żył ich potem, krwią bryzgającą z potrzaskanych nosów, karmą dla łabędzi jaką wyrzucali z ust na połacie chodników w każdy piątek, tagami, które teraz są niczym wspomnienie wielkości Atlantydy. Siedziała w nich jakaś uparta wola budowania ''teraz'': mówili o swoich stażach w urzędach za 500 polskich nowych, minus podatek, o nowych teledyskach Rihanny, nowej, samozwańczej seksbomby. Kupili ją, tak jak i carpe diem, kończąc ostatnią klase technikum. Matowe zdjęcie klasowe wyprane z emocji. 300 znajomych na grono.pl, komórki z setkami numerów zawalających pamięć; ale dla "ludzi z przeszłości", stanowili już tylko przeszłość; zajmowały ich kolejne dni: filozofie, solocjologie, chemie, polonistyki, europeistyki, prawa, medycyny, jakieś enigmatyczne resocjalizacje, turystyki - hotelarstwa czy techniki żywienia. Zazdrość, ale i pragnienie wczoraj, bo codzienność to pompowanie życia od innych ludzi. Z ich żył, z ich uśmiechów, komplementów, spostrzeżeń o nadchodzacym deszczu, wyzwisk, ... Więcej melodramatyzmu niż kinu dała Scarlett O'Hara.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Kończy się paliwo, trzeba powoli trzeba by wracać. Spytaj siebie co bylo dalej! Nie wiesz? Spójrz na swoich rodziców, albo sąsiadów. To byli oni, tylko kilka lat do przodu ... i tylko błagam nie mów, że to nie byliśmy my!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;A Tribe Called Quest - [Low And Theory #11] Jazz (We've Got)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-7440580772176047738?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/7440580772176047738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=7440580772176047738' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7440580772176047738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/7440580772176047738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/bringin-back-sweet-memories.html' title='Bringin&apos; Back Sweet Memories'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-3705576466299237714</id><published>2007-12-13T11:38:00.001Z</published><updated>2008-05-15T12:40:46.760Z</updated><title type='text'>Nowy Dokument.doc</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Kliknięcie na ikonke, przypomina mi tę bajkę o niekończącej się opowieści. Klekot gwałtownie tasowanych kartek zapisanych świerzym drukiem i zachłyśnięcie się mlaśnięciem ostatniej, jak ostatni, końcowy ruch bioder, jak ostatni akord Kind of Blue. Zapach dopiero co ściętego drzewa. DCP Ivory, żaden Offset. Cyniczna biel ekranu wyrywa mnie z półsnu, o grzbietach dajacych mi kwatere na Montmartre obok Verlaine'a. Miliony pikseli krystalicznej pustki jak absolutna cisza próżni. Bezczelna cisza, niezmącona jakimkolwiek szumem. Sam się godze na zwatpienie i mysli o uśmierconej wyobraźni ... jest już jakby za późno. Czas bezpiecznego kokonu się skończył, teraz czas się przepoczwarzyć, odciąć pępowinę i wyszeptać "samemu". Nikt inny tego nie zrobi. Dobrze, więc zostaliśmy sam na sam jak Gary Cooper w Haydeville. Twoja samotność przytłacza nawet cień karawany w samym centrum Sahary; w takią samotność nieuwierzy nawet oszołomiony natłokiem myśli rozbitek, puszczający świetlne sygnały do gwiazd na tablicy środkowego Pacyfiku. Ma za soba kilkadziesiąt pełnych dyskografii, gwar wieczornego miasta. Teraz próbuje czytać w szumie fal znajome melodie. Nie chodzi o nikogo innego tylko o czarny kursor. Dowód ewolucji. Od kamienia i naskalnej powierzchni, przeszliśmy do egipskich tabliczek, pergaminu i ptasich piór. Pojawiły się Parkery, wynalazek Christopher'a Latham'a Sholes'a i Ty. In and Out. To jest jak równomierny puls serca. A mówili, że nie macie uczuć. Nie nazywaj mnie na wyrost kreatorem, to nie ja zacząłem tę bajkę. Wczesniej byli prorocy, ewangeliści. Napisali największy bestseller w historii. Ciekawe czy dzisiaj upomnieli by się o swoje tantiemy za copyright? Kilkanaście wieków później pojawili się inni: Hemingway ze swoim niewiarygodnym kozactwem, Capote ze wszystkim tym o czym inni tylko marzą czy ten stary świntuch Hrabal. I choć staram sie być fanem słów pisanych ogniem wiary, to ci drudzy, ci "oni", podprogowo tatuują moje zmysły. Trwale. I choć wiem, że nad tym ołtarzem wisi krzyż z odryskująca farbą, pokrywajacą lipowe drewno pochlapane oczkami tuneli korników, to jest to ciągle ołtarz zbudowany na część piękna. Nie, nie będę klekał, to jest zbyt niedorzeczne, ale nie pozbędę się tego bezczelnego snu o tym idelnie skrojonym akapicie, jak Björk swojego karkołomnego biegu ku idealnej piosence. Nie wiem czy będę bił w ten berliński mur od wschodniej strony, wiem tylko, że świat należy do straceńców tak jak niebo do świętych i kluczy ptaków.&lt;br /&gt;In QWERTY We Trust.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;40 Winks - [Sound Puzzle #20] Melancholia&lt;/span&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-3705576466299237714?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/3705576466299237714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=3705576466299237714' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3705576466299237714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/3705576466299237714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/nowy-dokumentdoc.html' title='Nowy Dokument.doc'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2501124852389361757</id><published>2007-12-11T21:51:00.001Z</published><updated>2008-05-15T12:41:01.530Z</updated><title type='text'>Breath</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Wiele się zmieniło przez ten czas. Studia, praca, mieszkanie, ślub i jasny błękit ścian pokoiku dla dziecka; prześlicznej córeczki. Kilka lat później okazało się, że czas się cofa. Najpierw stracił posadę, później szacunek do siebie, wreszcie nadzieje. Jedyne co zyskał to zasiłek. Żona została przy nim tylko dlatego, że miała zbyt mało pieniędzy by od niego odejść. Żyli pod jednym dachem w czwórke: dziecko, on, ona i Prozac.&lt;br /&gt;Nie minęło wiele czasu, kiedy jego twarz stała się przygnębiająco ziemistym odcieniem czerwieni, przechodzącej w fiolet. Tych, których zaczepiał na ulicy, byli przekonani, że stoi przed nimi facet, który dubbingował Himilsbacha. Umiał to wykorzystać. Nirwane osiągał kiedy na jego dłoni - pokrytą zrogowaciałym naskórkiem, zakończonej nieruszonymi od miesięcy paznokciami, przypominające czarne półksiężyce - zabłyszczało kilka miedziaków.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Mały książe"&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;"Pije żeby ..."&lt;/i&gt;. Nie inaczej, choć brzmi to niemniej żenująco niż złota myśl Cohelo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Któregoś dnia, po kilkudniowym ciągu, zdecydował ze sobą skończyć. Nikomu nic nie mówiąc. Założył puchową kurtkę Helly Hansen'a - wspomnienie lepszych dni, które pokrył brud i dość spora liczba oczek na ortalionie wypalonych plugawymi szlugami. W wewnętrznej kieszeni spoczywał spokojnie Smith &amp;amp; Wesson 67. Żony nie było w domu. Złapała gdzieś zlecenie na nocne sprzątanie biurowców.&lt;br /&gt;Ostatni raz uchylił drzwi błękitnego pokoiku, swojej córeczki. Była najpiękniejszym dzieckiem na ziemi. Spała wtulona w plusz czegoś co miało być misiem, a w rzeczywistości przypominało bardziej psa na dwóch nogach; z palcem wskazującym zawiniętym w spirale jej złocistego loka. To było jak piorun, w ułamku sekundy jego myśli opanowało szaleństwo. Musowały jak Alkazeltzer. Usiadł na podłodze. Słuchał najpiękniejszego koncertu jakiego uświadczył. Nie powstała tak płyta. Tylko cichutki świst jej oddechu. Dwa razy szybsze tempo pulsu, kiedy przybierał nawet pozór nierównomierności. Był jak cerber, gotowy rozszarpać najbardziej enigmatycznych gości gotowych podnieść na nią rękę. Płakał, nasłuchując kolejnego oddechu, który miał stać się preludium jutra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Die Fantastischen Vier - [4:99 #11] Weiter als du denkst&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2501124852389361757?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2501124852389361757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2501124852389361757' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2501124852389361757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2501124852389361757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/breath.html' title='Breath'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-5347209275596697253</id><published>2007-12-11T20:30:00.003Z</published><updated>2008-11-11T23:36:40.899Z</updated><title type='text'>Skojarz!</title><content type='html'>&lt;p  style="text-align: left;font-family:georgia;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:100%;" &gt;Był skazany na sukces. Od pierwszej chwili. Takich ludzi widzisz odlanych u Madame Tussaud. Kiedy ty uprawiałeś jednoręczny sport, on ujeżdżał węża, którym potem jeździł Morrison czy dyktował Trumanowi Capote &lt;i&gt;"Z zimną krwią"&lt;/i&gt;. Naprawdę jeszcze wierzysz, że to Pras zastrzelił Johna Wayne'a?&lt;br /&gt;Stary! Nikt nie miał takiego oka do dziewczyn. 90-60-90. Od linijki człowieku! To od jego kutasa zaczęła się kariera Anne Nicole Smith.&lt;br /&gt;Tak jak już mówiłem: był skazany na sukces jak Rysiek na bluesa.&lt;br /&gt;Nic nie trwa wiecznie.&lt;br /&gt;Po śmierci okazało się Święty Piotr nie był jednak jego deweloperem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michał Lorenc - [Psy II #04] Wieczory&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-5347209275596697253?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/5347209275596697253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=5347209275596697253' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5347209275596697253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/5347209275596697253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/skojarz.html' title='Skojarz!'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-2822219517655879971</id><published>2007-12-11T20:05:00.001Z</published><updated>2007-12-11T20:09:38.374Z</updated><title type='text'>Everything You Always Wanted to Know But Were Afraid to Ask.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R17trZZucgI/AAAAAAAAABM/X76hZvbgrRc/s1600-h/b800f042c3a84a34f739f34aea24a7e9.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R17trZZucgI/AAAAAAAAABM/X76hZvbgrRc/s320/b800f042c3a84a34f739f34aea24a7e9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5142809154312630786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-2822219517655879971?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/2822219517655879971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=2822219517655879971' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2822219517655879971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/2822219517655879971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/everything-you-always-wanted-to-know.html' title='Everything You Always Wanted to Know But Were Afraid to Ask.'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/R17trZZucgI/AAAAAAAAABM/X76hZvbgrRc/s72-c/b800f042c3a84a34f739f34aea24a7e9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-774393450958246713</id><published>2007-12-10T14:29:00.001Z</published><updated>2008-05-15T12:41:29.114Z</updated><title type='text'>Trykoty to bzdura! Spytaj Franka Millera!</title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;To gdzie bije serce tego miasta, nie jest juz zagadką. Pojawili się oni. Mieszkańcy wyregulowali wreszcie nerwowy oddech. Wszystko idzie jak po nalwilżaczu. Koło za kołem. Zębatka za zebatką. Bez złowrogiego brzękoszczęku.&lt;br /&gt;Noc przestała kontrastować z dniem. Nie znajdziesz nic odbezpieczonego nawet w najdalszych suburbiach tego miasta. I pamiętaj to nie deszcz wypłukał to miasto z wszelkiego mętu, który spłynął w jeszcze głębszy ściek niż ten w którym tkwił dotychczas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjęci z pod prawa jak Josie Wales.Może kiedyś nas spotkasz skaczących po dachach,między śpiacymi, marmurowymi Goblinami - dizajn a'la Gotham. Może jesteśmy kilkoma z nich. Będziemy tu zawsze. Nietykalni nawet dla samego Eliott'a Ness'a.&lt;br /&gt;Możesz już spać przy otwartym oknie.&lt;br /&gt;Moc jest z nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Múm - [Go Go Smear The Poison Ivy #08] Dancing Behind My Eyelids&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-774393450958246713?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/774393450958246713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=774393450958246713' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/774393450958246713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/774393450958246713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/wyjci-z-pod-prawa-jak-josie-wales.html' title='Trykoty to bzdura! Spytaj Franka Millera!'/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-77375142135744745.post-4415779613254605865</id><published>2007-12-10T14:14:00.001Z</published><updated>2008-05-15T12:41:42.952Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: georgia;font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"  &gt;Bananowe Daiquiri.&lt;br /&gt;Dla niej Martini z lodem. Tym razem tylko wstrząśnięte.&lt;br /&gt;Takie szmule widziałeś tylko na kredowym papierze rozkładówek. Zapomnij o najseksowniejszych dupach showbizu. Sacrlett who?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takiego odcienia czerwieni - choćby zbliżonego do koloru jej szminki, nie widziałem nigdy, nawet mimo to, że moje oczy widziały więcej krwi, niż Packinpah zużył czerwonej farby przy wszystkich dublach jakiekolwiek kiedyś zrobił. Mówiła z hipnotyczną delikatnością, jakby dmuchała mydlane bańki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedziała przede mną. Pachniała świeżo drukowanymi banknotami. Jakiejkolwiek rysy.Potęga ideału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ty też lubisz czasem tańczyć z diabłem w świetle księzyca?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bloc Party - [Silent Alarm #13] Compliments&lt;/span&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/77375142135744745-4415779613254605865?l=rickfuckingblaine.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/feeds/4415779613254605865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=77375142135744745&amp;postID=4415779613254605865' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4415779613254605865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/77375142135744745/posts/default/4415779613254605865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rickfuckingblaine.blogspot.com/2007/12/bananowe-daiquiri.html' title=''/><author><name>Father Mulcahy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11357913588787033333</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_N1U6cKVykSM/TELdQqmIN7I/AAAAAAAAATE/8yp0wdbKOiY/S220/roger-moore.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
